Czy literatura wojenna może być piękna?

119335584_2866488513580203_6356420251427461778_n

Mimo że zawsze lubiłam czytać, to jednak od literatury wojennej zwykle trzymałam się z daleka. Nie wiem, może został mi uraz z czasów liceum, gdy lektura Medalionów, Zdążyć przed Panem Bogiem czy Pamiętnika z powstania… miażdżyła delikatną nastoletnią duszę, może zbyt wrażliwą na taki kaliber brutalności? Papier wchłaniał łzy, a łzy wcale nie przynosiły katharsis. Dlatego latami omijałam szerokim łukiem literaturę wojenną w bibliotekach i księgarniach. To nie dla mnie, myślałam.

Aż w końcu trafiłam na dwie książki, które sprawiły, że odważyłam się ponownie zmierzyć z okrucieństwem wojny zatrzymanej na kartkach. Nie pamiętam, co było pierwsze.
Czy Arka czasu czytana na głos dzieciom? Czy może Złodziejka książek?
Obie mnie uwiodły. Dziecięcymi bohaterami, kruchymi, a jednocześnie silnymi.
Językiem prostym, lecz pełnym wieloznaczności i ogólnie – magią wykreowaną w bezdusznej scenerii.

Arka czasu, by płynąć na ratunek

119437041_333000984516691_2838752571854354333_n

Arka Czasu Marcina Szczygielskiego opowiada o holocauście.
Dziewięcioletni Rafał mieszka w Dzielnicy z dziadkiem, utalentowanym skrzypkiem. Dziadek sprzedaje ukochane, przynoszące skąpe racje chleba, skrzypce, by opłacić wnukowi ucieczkę z getta. Niezwykle trudne i ryzykowane przedsięwzięcie udaje się. Odtąd Rafał zamieszkuje (ukrywa się/ koczuje/ próbuje przetrwać) na terenie warszawskiego zoo. Poznaje Lidkę, Emka i Asię, dziewczynkę z przyszłości.
Dzieci budują arkę czasu. Zamierzają popłynąć nią do Gdańska.

Złodziejka książek, by odróżnić dobro od zła

złodziejka

Główną bohaterką  Złodziejki książek również jest dziecko.
Dziewięcioletnia Liesel, ze swoimi przybranymi rodzicami, mieszka w Niemczech.
Możemy zobaczyć wojnę przez inny pryzmat: oczami dziecka, a także oczami – niemieckich cywilów, mieszkańców ulicy Himmelstrasse.
Przybrani rodzice ukrywają w piwnicy Żyda. Liesel zaprzyjaźnia się z nim.
Ona opowiada mu o świecie na zewnątrz, on pisze i rysuje dla niej komiks, bo wie, że dziewczynka kocha książki. Rafał z Arki również je kochał, jeszcze mieszkając w Dzielnicy, często odwiedzał bibliotekę.
W pewnym sensie to właśnie literatura przyczynia się do ocalenia tych dwojga dzieci. Paradoksalnie słowa, propagandowe hasła Hitlera uwiodły nazistów i wywołały wojnę.
Gdy Liesel trafia do biblioteki burmistrza, przeżywa misterium „z głodem w palcach i tytułami książek na wargach”. I ta sama Liesel wyrywa kartki, drze na strzępy całe rozdziały. Bo: „Nienawidziłam słów i kochałam je. Mam nadzieję, że nauczyłam się ich używać.”

Słowik, by budzić odwagę

Słowik

Potem w moje ręce wpadł Słowik Kristin Hannah. Litery zaśpiewały rzewnie.
Przeniosłam się do Francji. Poznałam dwie siostry Vianne i Isabellę.
Jak różne mi się wydały! Starsza Vianne, łagodna i spokojna, chce tylko przetrwania, przeczekania wojennej pożogi. Robi wszystko, by chronić córkę.
Z kolei Isabella, od dzieciństwa, jest butna i harda (nie bez powodu wyrzucono ją z paryskiej szkoły dla panien). Isabella aktywnie włącza się we francuski ruch oporu, przeprowadzając alianckich lotników przez Pireneje do Hiszpanii.
Vianne nie rozumie Isabelli, Isabella gardzi Vianne.
A potem wszystko się zmienia. Wojna zmienia obie siostry.
Powieść jest zainspirowana historią młodej Belgijki Andree de Jongh, która uratowała 118 pilotów. Nie mogłam oderwać się od lektury.
W głowie wciąż snują mi się zdania: „miłość pokazuje nam, kim chcemy być, wojna zaś – kim jesteśmy” i: „to nie boli, powtarzała w duchu, to tylko moje ciało. Nie mogą tknąć mojej duszy”.
Te trzy książki to moje prywatne bestsellery, skarby, które tak rozbudziły emocje, że sięgnęłam po więcej.

Z piasku i popiołu, by zrodzić nowy początek

piasek

Potem było Z piasku i popiołu Harmon Amy. Książka prowadzi nas do Włoch.
W 1943 r. włoscy Żydzi, podobnie jak wszyscy inni, cierpią straszne prześladowania, jednak niektórym udaje się znaleźć schronienie w budynkach kościelnych i klasztornych. Wśród nich znajduje się piękna skrzypaczka Eva Rosseli.
Powieść skojarzyła mi się z Ptakami ciernistych krzewów, ze względu na tematykę: jest tu zakazana miłość, miłość księdza do kobiety. Książka wzrusza i kipi emocjami.
Czasem jednak przeszkadzały mi dłużyzny i zbyt krystaliczny charakter księdza Angello Bianco. Nieustanne rozterki duchowe księdza sprawiały, że nie raz miałam ochotę popchnąć go do działania: „No dalej, Angello, nie odpuszczaj! Walcz o Evę, nie bój się miłości.”

Na koniec mam dla Was trzy pozycje z samego piekła, bo jak inaczej nazwać obóz koncentracyjny Auschwitz?

Anioł z Auschwitz, by dać nadzieję

anioł


W przypadku Anioła z Auschwitz Dempsey Eoin zaintrygował mnie tytuł.
No bo jak to? Anioł w piekle? Niemożliwe! Musiałam się dowiedzieć, o co chodzi.
Jeszcze przed wybuchem wojny, na angielskiej wyspie Jersey, przyjaźni się dwoje dzieciaków, Christopher i Rebekka.
Chłopak jest Niemcem, dziewczynka Żydówką, ale na początku nie ma to żadnego znaczenia i nie przeszkadza we wspólnym spędzaniu czasu. Do wybuchu wojny.
W ramach wielkiej deportacji Żydów Rebekka trafia do obozu.
Zakochany Christopher próbuje ją odnaleźć, w tym celu zaciąga się w szeregi SS i rozpoczyna służbę w Auschwitz. Jako obozowy oficer jest zmuszony do wypełniania rozkazów nazistów i stosowania przemocy wobec więźniów.
Czy uda mu się zachować człowieczeństwo w nieludzkich warunkach?
Czy wszechobecne zło nie przeniknie do jego duszy jak gaz w komorach, nie złamie go, nie zabije w nim miłości do Rebekki?
Ostrzegam: książka bolesna i wstrząsająca, tak jak bolesny i wstrząsający jest ogrom zbrodni popełnionych w obozach koncentracyjnych. Mimo to warto przeczytać, warto wiedzieć, do czego posunęli się ludzie, w tak nieodległych jeszcze czasach. Ku przestrodze!

Dziecko z Auschwitz, by podarować cud

dziecko

Dziecko z Auschwitz Graham Lily jest zdecydowanie lżejszą i łatwiejszą w odbiorze lekturą. W moim odczuciu aż za „lajtową”, zupełnie jakby autorka celowo spuściła zasłonę na mroczne strony Auschwitz, próbując przemycić tylko te jasne.
Niestety zabieg ten sprawił, że nie do końca wierzę w tak przedstawioną obozową rzeczywistość (mimo że książka jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami).
Poznajemy młode małżeństwo, Evę i Michala.
Zakochani spacerują malowniczymi ulicami Pragi, my, czytelnicy razem z nimi.
Eva i Michal to dwie wrażliwe, artystyczne dusze. On gra na skrzypcach, ona rysuje.
Są młodzi i, jak prawie wszyscy młodzi ludzie, wierzą, że ich szczęście będzie trwać wiecznie. Tymczasem koniec nadchodzi gwałtownie.
Do Pragi podjeżdżają pociągi z bydlęcymi wagonami, które wywożą Żydów do obozów pracy. Małżonkowie zostają rozdzieleni. Michal trafia do Auschwitz, Eva najpierw do Terezina, ale potem przenosi się do Auschwitz, w poszukiwaniu męża.
Pomaga jej przyjaciółka. Z miłości małżeńskiej, w obozie, zdarza się prawdziwy cud, rodzi się dziecko. Nowe życie. Nadzieja.
Książka pokazuje pierwiastki ludzkie w miejscu absolutnie nieludzkim.

Kołysanka z Auschwitz, by ukoić poharatane serca

kołysanka

Zwykle matki śpiewają dzieciom kołysanki na dobranoc, gdy te nie mogą zasnąć.
A Helen Hannemann – główna bohaterka Kołysanki z Auschwitz Mario Escobara, jest przede wszystkim matką. Ma pięcioro dzieci z mężem Johannem, mężczyzną pochodzenia romskiego. Tak, to ważna informacja. W ramach nazistowskiej czystki rasowej Johann i dzieci zostają odesłani do obozu koncentracyjnego.
Helene, pełnokrwista Niemka, śmiało może zostać w domu, nawet zostaje o to poproszona przez niemieckich policjantów. Ale ona nie wyobraża sobie rozstania z najbliższymi. Wszyscy więc trafiają do Auschwitz, tam zostają rozdzieleni.
Słynący z sadyzmu doktor Mengele typuje Helene do objęcia pieczy nad obozowym przedszkolem. Helene, jako dyrektorka przedszkola w Auschwitz, próbuje stworzyć dzieciom bezpieczny azyl, by choć na kilka godzin mogły oderwać się od obozowej rzeczywistości, bawić się, rysować, oglądać kreskówki, a przede wszystkim oszukać porcją mleka i chleba palący trzewia głód.
Pytanie: czy Helene uda się obronić cygańskie i żydowskie dzieci przed eksperymentami doktora Mengele i przed komorą gazową? Sami się przekonajcie.
I jeszcze – kiedy i po co Helene śpiewa kołysankę.

Pozycji wojennych i obozowych jest znacznie więcej (choćby Tatuażysta z Auschwitz czy Położna z Auschwitz) i wciąż ich przybywa (może Wy mi coś polecicie?).
Pewnie sięgnę po nie, ale na razie potrzebuję trochę czasu na lżejszą lekturę.
Pogodną, nawet niech będzie banalna!
By struny mej wrażliwości przestały trząść się ze strachu i ze zdumienia nad przewrotnością ludzkiej natury. Nad jej nieprawdopodobną (taką samą?!) zdolnością do czynów szlachetnych i bestialskich.
I nadal nie wiem, czy literaturę wojenną przystoi nazywać… piękną?

119459263_380066252987711_7215165383260611142_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Czy literatura wojenna może być piękna?

  1. I teraz – czy żyjący po wojnie autor, który nie zaznał obozu, a wojnę zna z przekazów dziadków – ma prawo do tworzenia fikcji literackiej? Bo to już jest fikcja, nawet, jeśli oparta na świadectwie z dokumentów czy przekazu ustnego…
    Pięć lat kacetu, Mężczyźni z różowym trójkątem – relacje tych, co przeżyli. Chwilowo mam obrzydzenie do fikcji – po wiesz której lekturze 😉

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama pisze:

      Dziękuję za polecajki, Aksiniu i za Twą opinię, zawsze bardzo dla mnie cenną.
      Co się tyczy Twojego pytania: wiesz, myślę, że autor żyjący po wojnie ma prawo tworzyć fikcję, przynajmniej ma prawo próbować.
      Powinien jednak podejść do tematu z pokorą, zrobić solidny research, wysłuchać wspomnień świadków, a potem i tak zaznaczyć, że jest to JEGO interpretacja wojennej rzeczywistości.

      A Grzesiuka już mam na półce, ale muszę troszkę z nim odczekać, bo aż się boję tej relacji. Spokojnego dnia dla Was. 🙂

      Polubienie

      • Grzesiuka się nie bój – to nie Sołżenicyn, da się czytać, choć może nie do poduszki.
        A co do fikcji – ciekawa jest „Dziewczyna z daleka” Magdaleny Knedler. Obozu w tym obrazie mało, ale naznacza bohaterów.
        Co ja się będę rozpisywać – sama wiesz, bo Twoi dziadkowie też przetrwali wojnę, więc wiesz, że im więcej czasu upływa, tym więcej fałszywych nut się wkrada. Dla mnie ideałem jest Krallowa, jej język jest oszczędny, a opowieści prawdziwe. Przy czym po „Białej Marii” miałam koszmary…

        Polubione przez 1 osoba

  2. Malwina pisze:

    Mnie z kolei od czasów liceum interesował temat Holocaustu w literaturze. Początkowo były to polskie dzieła, podczas studiów natomiast zaczęłam zatapiać się również w greckiej literaturze wojennej. Owocem tego zainteresowania są moje prace (licencjacka i magisterska), dotyczące właśnie Holocaustu 😉 Także jak widać, „trochę mnie wzięło” 😉 I pomimo, że mam na koncie sporo przeczytanych na ten temat książek, to Twoja lista podpowiedziała mi kilka kolejnych pozycji, dziękuję 🙂 Ja ostatnio czytałam „Tatuażystę z Auschwitz”, „Złodziejkę książek”, a „Położna z Auschwitz” czeka na półce na swoją kolej. Na razie zawładnęły mną poradniki dla rodziców, zobaczymy, czy coś dadzą 😉 A jeśli chodzi o polecenie czegoś lżejszego, to zawsze inwestuję w książki podróżnicze, albo biografie. Pozdrawiam i życzę przyjemnej lektury!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Cześć Malwina! Miło Cię widzieć po wakacjach. 🙂
      Jestem pod wrażeniem, że pisałaś prace o holocauście!
      Podziwiam, bo to rozległy temat, w dodatku trudny, bolesny emocjonalnie.
      Naprawdę musiałaś zgłębić temat!
      Co do greckiej literatury wojennej – właściwie niewiele wiem, w sumie nic, a też ciekawe.
      Też muszę kiedyś sięgnąć po „Tatuażystę” i „Położną”, sporo osób poleca.
      Pozdrawiam i dużo sił przy dzieciaczkach. 🙂

      Polubienie

  3. jotka pisze:

    Pierwszej z polecanych nie znam, ale mogę tez polecić :
    Beręsewicz – Czy wojna jest dla dziewczyn?
    Kowaleczko – Fajna ferajna, o dzieciach w Powstaniu Warszawskim.
    Często unikam literatury obozowej, bo sny mam potem ciężkie, ale piękne te Twoje recenzje:-)

    Polubione przez 1 osoba

  4. Anna pisze:

    To jeden z niewielu kawałków literatury, który jest dla mnie nie do przejścia. Kiedy ukazał się Słowik, zachęcona wieloma super recenzjami, nabyłam… i po kilkunastu stronach i dalszym przekartkowaniu lezy sobie, nie mogę i już. A wszystko co ma Auschwitz w tytule od razy na bok. PO prostu nie mogę. A już w takim nagromadzeniu…depresja murowana, podziwiam, że dałas radę. Ja nawet żeby napisać ten post musiałam sie przemóc, tak bardzo nie mogę.

    Polubienie

    • Igomama pisze:

      Anno, musisz być bardzo empatyczną osobą.
      Czytając wczuwasz się w bohaterów i całą sytuację, dlatego tak bardzo odczuwasz ich ból. Wiesz, ja się chyba uodporniłam tymi lekturami, ale w ogólniaku była to dla mnie trauma. Mimo wszystko jednak łatwiej mi czytać ksiażkę wojenną niż obejrzeć film o tej tematyce. Czytając mówię sobie, że chociaż tyle mogę dla tych ludzi zrobić, poznać ich dzieje. I jakoś to mnie trzyma.
      A Tobie dziękuję, że przemogłaś się, przeczytałaś ten post i jeszcze go skomentowałaś.
      Ściski wielkie. 🙂

      Polubienie

  5. Dziecko, kiedy Ty to czytasz?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s