Wpadła mi ostatnio w czytnik na Legimi książka, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Pasowałoby określenie: wślizgnęła się. Wślizgnęła się i aksamitną, mleczną mazią wyścieliła mi umysł, jak przystało na „Masło”. Niech tytuł Was nie zwiedzie, to nie jest książka kucharska!
„Masło” Asako Yuzuki wymyka się szufladkom gatunku.
Na „Lubimy czytać” widnieje jako kryminał, sensacja, thriller – dla mnie to raczej „literatura piękna” albo „literatura nieodkładalna”. ![]()
Wykradałam bowiem każdą wolną chwilę na „jeszcze jeden akapit”, choćby tyci, tyci. Książka trzymała w napięciu od początku do końca. W każdym razie mnie trzymała, bo w internecie opinie podzielone, przy tym sporo niskich: że nudy, że może i zapowiada się ciekawie, ale potem porażka, nie wciągnęła, nieudany prezent, co to w ogóle jest.
Mnie zachwyciła! Być może potrzebowałam czegoś oryginalnego i „Masło” powiało świeżością prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni.
To opowieść o przyjaźni, kobiecości i relacjach międzyludzkich, a takie lubię.
Rika, oddana pracy dziennikarka, chce przeprowadzić „wywiad życia” z Manako Kaji, posądzoną o zabicie trzech bliskich jej mężczyzn.
Kobiety spotykają się w areszcie śledczym w Tokio i rozmawiają przez szybę pleksi. Różnią się pod każdym względem, wzajemne porozumienie wydaje się niemożliwe. Manako Kaji powtarza, że jest niewinna, odmawia jakichkolwiek rozmów na temat rzekomych ofiar, przystaje jedynie na pogawędki dotyczące… jedzenia. Gotowanie jest jej pasją, przed aresztowaniem prowadziła popularnego bloga kulinarnego.
Z kolei Rika nie ma pojęcia o gotowaniu. Żywi się daniami instant, naprędce zalewanymi wrzątkiem. Mimo to zgadza się na warunki osadzonej.
Odtąd Manako Kaji dzieli się swoją miłością do tradycyjnego tłustego jedzenia, a Rika słucha, a następnie podejmuje się gotowania tychże dań, bądź kupowania ich w konkretnych miejscach, o wskazanych porach. Taki gastronomiczny układ.
Jak łatwo się domyślić – wskutek tych spotkań Rika doświadcza przemiany, też fizycznej, nabiera dodatkowych kilogramów, co w zafiksowanym na punkcie wagi japońskim społeczeństwie, od razu zostaje jej wytknięte.
Trudno się Rice dziwić, opisy dań są tak sugestywne, a same dania tak apetyczne, że w trakcie czytania ślinianki pracują pełną parą.
Manako ma taką siłę perswazji, że również ja, czytelniczka, nie mogłam się powstrzymać przed odtworzeniem jej przepisu (na razie tylko jednego, tego najprostszego) – na ryż.
A że akurat gotowałam ryż jako dodatek do zupy pomidorowej, to mały kopczyk odłożyłam na talerzyk i zgodnie z zaleceniem Manako jego szczyt pokryłam paseczkiem zimnego, świeżego masła i patrzyłam, jak topi się w zetknięciu z gorącem, jak zmienia się w oleistą strużkę i wnika w powłoczki ziarenek, które momentalnie nabierają gładkości i smaku.
Potem należało jedynie podlać ryż sosem sojowym i zajadać ze smakiem. Manako Kaji gwarantuje, że to danie uszczęśliwi nasze kubki smakowe, a ciało wypełni niezwykłą energią.
Nie wiem, czy to siła sugestii, w każdym razie ryż bardzo smakował Rice, mnie również.
W książce mamy jeszcze trzecią bohaterkę: Reiko, która jest najlepszą przyjaciółką Riki. Dziewczyny razem studiowały dziennikarstwo, jednak Reiko po wyjściu za mąż zrezygnowała z pracy w redakcji (a była w tym dobra!) na rzecz prowadzenia domu i starań o dziecko.
Reiko uwielbia gotować, a Manako Kaji fascynuje ją, nie z powodu swojej złej sławy i domniemanych morderstw, ale ze względu na ciekawe przepisy kulinarne.
Między trzema kobietami nawiązuje się dziwna więź, która odbija się na każdej z nich. Rika tyje, a Reiko odwrotnie – staje się coraz drobniejsza, jej kostki u nóg wyglądają jakby miały się złamać z chrupnięciem.
Motyw masła przewija się przez całą powieść.
Już w pierwszej scenie Rika udaje się z wizytą do Reiko, a ta prosi, by przyjaciółka po drodze kupiła kostkę masła. Jednak jako że w całym Tokio panuje deficyt nabiału, Rika kupuje margarynowy miks.
Masło zwieńcza każdą potrawę, wszystkiemu dodaje głębi smaku, nawet deserowym mochi.
Pewne światło na maślaną obsesję rzuca stara japońska bajka o czarnoskórym chłopcu Sambo. Sambo spotkał w lesie trzy tygrysy, które ukradły mu nowe ubrania, w dodatku chciały go zjeść. Na szczęście im się nie udało! Wdały się w kłótnię między sobą o to, który jest najwspanialszy. Każdy tygrys chwytał zębami ogon drugiego i w ten sposób wszystkie trzy wirowały wokół palmy. Wirowały tak długo i skutecznie aż zmieniły się w żółciutkie masełko.
Ojciec Sambo zebrał je i zużył do naleśników, którymi najadła się cała rodzina.
Morał z bajki? Nie rywalizować i nie popadać w samouwielbienie, bo ono prowadzi do zguby.
Czy trzem bohaterkom – Rice, Reiko i Manako – bliżej do tygrysów czy do rodziny Sambo, zjadającej tygrysie masło? Jeszcze nie wiem i pewnie dlatego ta historia wciąż chodzi mi po głowie.
Ma wiele warstw, jak masło. Pozwala się smarować na różne sposoby. Oblepia swą maślaną konsystencją i każe się spożywać kompulsywnie – nawet jeśli jednocześnie złości i irytuje. Taka to właśnie książka. ![]()
Czytał ktoś z Was może „Masło”? Albo coś innego, co Was tak pochłonęło, że nie mogliście się oderwać od lektury? (nawet jeśli nie rozumieliście fenomenu książki). Podzielcie się, proszę, w komentarzach.
Dobrych polecajek nigdy dosyć.
Jaka smaczna książka i recenzja. Nie stosuję margaryny („Tylko mleczna margaryna zrobi z ciebie Gagarina” – takie hasełko było w PRL). Z książek jakie mnie „porwały” ostatnio oprócz „Wczoraj byłaś zła…”Kąckiej to „Klub Dzikiej róży” Kate Quinn – polecam,, też o kobietach, też trochę o tym jak jedzenie zbliża i czasem łagodzi obyczaje.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Dziękuję, Alodio! Też za polecajki.
Do nagrodzonej „Wczoraj byłaś zła na zielono” już od dawna się przymierzam, a „Klub Dzikiej Róży” dodałam na wirtualną półkę.
Pozdrawiam. 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Czytałem – uczucia mieszane…Po pierwsze miałem wrażenie, że tłumaczenie na angielski jest kiepskie , jakieś takie nieporadne.Po drugie – niejasność – Rika ma odwiedzić Reiko i chce kupić jej masło. Wchodzi do sklepu a tam ogłoszenie – maksimum jedna kostka na klienta…I ona, zamiast kupić idzie do następnego sklepu, tam takie samo ogłoszenie… to ona idzie do następnego sklepu…????Po trzecie – książka przypomniała mi smak masła w ciekawych kombinacjach… n.p. kawałek masła na gorącym ryżu i smak gdy to się rozpływa w ustach – aaaa :))Jestem pewien, że moje spożycie masła mocno wzrosło.Tak się złożyło, że 2 tygodnie później miałem badanie krwi – dziwnie wysoki poziom cholesterolu. Nie wierzę w szkodliwość masła, ale jednak – zredukowałem spożycie i cholesterol spadł.Niestety książka również przestała mnie interesować i nie skończyłem.
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Lechu, bardzo dziękuję za Twoją opinię. Fajnie się skonfrontować po lekturze, zwłaszcza że, mamy inny odbiór: Ty nie dałeś rady skończyć książki, ja nie mogłam się od niej oderwać. I to jest normalne.
Tak już jest, że książki muszą wstrzelić się w odpowiedni moment, by rezonowały z czytelnikiem.
Widocznie w „Maśle” znalazłam coś, czego potrzebowałam. 😉
Tłumaczenie polskie, moim zdaniem, było bardzo zgrabne i przyjemne w odbiorze.
Niejasności logistycznej nie wyłapałam, może gdybym miała umysł ścisły – prędzej zwróciłabym uwagę na pewne usterki, a tak to… 😉
PolubieniePolubienie
Nie znam, ale zaintrygowałaś mnie. Przypomniało mi się także dzieciństwo, gdy odwiedzałam babcię i gotowała mi ryz na mleku, podawała z masłem, cynamonem i cukrem. Nie potrafię powtórzyć tego przepisu, ale smak pamiętam!
Z wieloma książkami tak mam, jeśli trafi się naprawdę ciekawa! niby chcę szybko skończyć, a jednocześnie żal…
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Też pamiętam taki ryż, Jotko. Jeszcze z jabłuszkami można zapiec, wtedy jest jeszcze smaczniejszy.
I znam to uczucie, gdy czytam ciekawą książkę: takie rozdwojenie, chcę szybko poznać zakończenie, a jednocześnie szkoda, że książka się kończy.
Choć z drugiej strony, jak jedna się skończy – czeka kolejna. 😉
PolubieniePolubienie
Brzmi jak jedna z tych książek, które nie tyle się czyta, co się w nie „wpada” i trochę zostaje w środku głowy po zamknięciu okładki. Fajnie opisane to przejście od lekkiej ciekawości do czegoś, co zaczyna realnie wpływać na codzienne nawyki — nawet jeśli tylko w tak prozaicznej formie jak gotowanie ryżu z masłem.
Najbardziej intryguje chyba ten kontrast między tym, co się dzieje „na papierze”, a tym, co uruchamia się w odbiorcy: jedni widzą nudę, inni coś bardzo intensywnego i zmysłowego. I to często jest właśnie znak, że książka nie jest oczywista ani jednowymiarowa.
No i motyw jedzenia jako języka porozumienia — prosty, ale skuteczny. W literaturze działa to zaskakująco mocno, bo omija racjonalne filtry i trafia od razu w doświadczenie.
Zapisuję sobie ten tytuł, bo takie „nieodkładalne” historie zwykle albo zostają na długo, albo kompletnie zmieniają sposób, w jaki patrzy się na temat.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ciekawa jestem, w której grupie czytelników, byś się znalazł?
Zadowolonych z książki czy znudzonych? 😉
Niektóre książki potrafią nieźle namieszać i podzielić czytelników. 😉
Pozdrawiam.
PolubieniePolubienie
U mnie to zwykle zależy od momentu, w którym po nią sięgam. Ta sama historia potrafi albo totalnie wciągnąć, albo trochę „nie siąść”, jeśli akurat człowiek jest w innym nastroju.
Ale w sumie to dobrze, że nie ma tu jednomyślności — przynajmniej jest o czym pogadać i wymienić się wrażeniami 🙂
PolubieniePolubienie
Cześć! Zaciekawiło minie, muszę pójść do biblioteki i wypożyczyć żeby samemu się przekonać, ale może mi się spodobać 😃
Przyjemnej niedzieli!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Albo i nie. 😉 🙂 🙂
Ale zawsze warto się przekonać samemu, jak jest okazja i książka dostępna w bibliotece.
Spokojnego tygodnia!
PolubieniePolubienie