Wypadek, matura i szklane powidoki – „Dobra dziewczyna” Michała Pawła Urbaniaka

6ff63818-7596-4266-86ea-bd4edf0b9091

Przyleciał do mnie błękitny motyl. Przycupnął na kamieniu, zamigotał skrzydełkami, cieniutkimi jak bibuła. Popłynęła opowieść. Łagodna, deli…. Nie! Ani łagodna, ani delikatna. Nic z tych rzeczy!
Popłynęła historia drażniąca i niewygodna, motyl przemienił się w osę i użądlił. Może nawet w szerszenia, większe żądło wnika głębiej, bardziej boli.
A czemu ja dziś w takim owadzim klimacie? Wielkanoc za pasem, powinnam wypuścić na ekran żółciutkie, puchowe kurczaczki, kury posadzić na grzędach, niech jajka znoszą na pisanki. Baranka wypadałoby popasać w koszyku ze święconką. Wy też pewnie przygotowujecie się do świąt.
Będziemy świętować, ale… nie pomijajmy czytania.

Już od dawna przebieram palcami na klawiaturze, z radości i ekscytacji, że mogę zaprezentować Wam najnowszą książkę Michała Pawła Urbaniaka „Dobra dziewczyna”.
O książkach Michała opowiadałam Wam już wcześniej, dokładnie tutaj.

9f7da5ae-b2eb-4362-963b-d33847f66f7f

A że już niebawem (skowronki ćwierkają, że pod koniec kwietnia!) ukaże się kolejna książka Autora, tym bardziej chcę zdążyć opowiedzieć o „Dobrej dziewczynie”, nim straci status najnowszej powieści.
Żeby nie przedłużać – jako że czeka Was kucharzenie, pichcenie, a może jeszcze okna domagają się ściereczki – przejdźmy do meritum.

Jest rok 2023, dochodzi do tragedii.
„Nagle zrozumiała, że zdarzy się wypadek – ktoś zginie” – brzmi pierwsze zdanie Prologu. I tak się dzieje, ginie Martyna.
Bo mamy tu dwie kuzynki, Judytę i Martynę właśnie. Sporo je łączy: są w zbliżonym wieku (Martyna nieco starsza), obie straciły ojców, obie są blondynkami o urodzie elfa no i są kuzynkami, z pierwszej linii.
Tyle że dotąd mieszkały na dwóch różnych krańcach Polski i praktycznie się nie znały. Aż tu nagle Martyna, ze swoją mamą, przeprowadza się do miejscowości, w której mieszka Judyta. Judyta ma swoje życie: chłopaka, przyjaciółki, prawo jazdy, maturę za pasem, w planie studia z ochrony środowiska. Jest poukładana, pomocna i… bardzo religijna.
Z kolei Martyna to zadziora: cięty języczek, ostre riposty, może się wydawać, że czerpie radość z wbijania szpileczek innym. Cóż, taka właśnie jest, spontaniczna, szczera do bólu. I bardzo samotna. Zdruzgotana po śmierci ojca.

Judyta zostaje poproszona o zaopiekowanie się Martyną. Ma jej  pomóc zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Judyta się zgadza, aczkolwiek niechętnie! Martyna nie wzbudza w niej sympatii. Kuzynki spędzają coraz więcej czasu razem, poznają się, Judyta wprowadza Martynę w krąg swoich znajomych, ta wydaje się oswajać z nową sytuacją życiową, a potem… dochodzi do tragedii.

I tu lawinowo rosną pytania: JAK? CO SIĘ STAŁO? DLACZEGO? KTO ZAWINIŁ?
Zupełnie jakby ktoś rozbił kościelny witraż!
Kolorowe szkiełka, które tworzyły piękny obrazek, naraz – z poharatanymi brzegami – walają się po posadzce. Pochylamy się nad tymi kawałkami razem z Judytą, która tuż po wypadku ma chaos w głowie i problemy z pamięcią.
Kościelna cisza dzwoni w uszach. Szkiełka odbijają światło i fragmenty przeszłości. Przyglądamy się tym powidokom – cierpliwie, z uważnością.
I cisza zaczyna brzęczeć strzępkami rozmów:
– „Jesteś mądrą i dobrą dziewczyną. Trochę za dobrą na te czasy. Mam wrażenie, że ostatnio stałaś się jakaś przygaszona…” – zwraca się do Judyty jej nauczycielka biologii, pani Izdebska.
I jeszcze: „Więc pamiętaj, że pszczoła umiera po użądleniu, a osa nie. Za to jej jad może zabić również kogoś zdrowego.”

Wyłaniają się konkretne sceny: matura Judyty, słonik na szczęście (pęknięty), wspólne oglądanie filmu „Co się stało z Baby Jane?”, wyprawy na basen, nauka jazdy na placu, dziewiętnaste urodziny z saloniku z grami planszowymi, a w końcu sławetna pożegnalna impreza u Nadii, po której doszło do wypadku.

Judyta uczy się do matury: mimezja – upodabnianie się zwierząt kształtem, barwą i deseniem do otoczenia w celu ochrony przed drapieżnikiem; mimikra – zwierzęta udają inne, groźniejsze…
Historia spina się w całość, stopniowo wypełniają się luki układanki.
Koniec końców dociera do nas prawda – nasza nagroda, czytelnicza satysfakcja.

Mimikra, mimezja, Judyta, Martyna, dobro, zło… Kto tu jest dobry, a kto zły?
W powieściach Michała nie ma biało – czarnych postaci!
Nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
W powieściach Michała można zdzierać bibułki znaczeń, metafor i pod spodem odkrywać kolejne zaszyfrowane warstwy.
Michał Paweł Urbaniak nie pisze na skróty. Zawsze daje więcej. Taki już jest.
Pozdrawiam serdecznie Autora i czekam na jego kolejną powieść: „4U gratis”.

083e26a3-cc36-450c-a910-da670c25fa0f

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz