Lepszego przejścia ze starego roku w nowy nie mogłam sobie wymarzyć! Odwiedziła nas rodzina z Polski: mama i brat z bratową. Podjęli się trudu podróży samochodem zimą, gdy warunki na drodze są niepewne, aura – kapryśna i w każdej chwili może sypnąć śniegiem, nawet w Holandii, za którą przecież w ostatnich latach śnieg nie przepadał. A jednak tym razem przyprószył! Tak mu się odmieniło. Zaskoczył wszystkich.
Chmury rozeszły się w szwach, białe kłaczki waty lecą w dół, lecą i lecą, pokrywając cienką kołderką puchu chodniki i ulice. A nasi goście właśnie wracają do Polski! Martwię się o ich bezpieczeństwo.
Niestety nie mogli zostać dłużej, bo jutro muszą dotrzeć do pracy.
Zresztą kto da gwarancję, że za kilka dni drogi będą suche?
Tym bardziej jestem niewymownie wdzięczna, że nasi goście w ogóle podjęli się trudu takiej eskapady! Zimą trudu jest znacznie więcej niż latem. Letni trud – przy zimowym – to bułka z masłem (wszak latem jedzie się jak po maśle, a nie po śliskiej brei).
Było wspaniale! Spędziliśmy razem sylwestra, świętowaliśmy moje urodziny, robiliśmy dużo fajnych rzeczy. Rozciągaliśmy płachtę dnia we wszystkich możliwych kierunkach, naciągając jej koniuszki aż po noc, byle pomieścić jak najwięcej miłych chwil, unieść, podrzucić jak śnieżki.
Zapomniałam o istnieniu telefonu i laptopa, co też jest potrzebne, a wręcz wskazane (i wiem, że będzie mi wybaczone przez czytelników, bo czytelników mam wspaniałych i wyrozumiałych). ![]()
No więc tak: jako że nie było mnie na blogu, nie podsumowałam minionego roku, choć to akurat bardzo sympatyczny zwyczaj – sama lubię czytać czyjeś refleksje końcoworoczne, przemyślenia, zestawienia… Te wszystkie książki roku, podróże roku, wyjątkowe wydarzenia; książki dobre, ale też ze znakiem ostrzegawczym: strata czasu, nie sięgaj.
Nie podsumowałam, bo byłam dla rodziny, byłam dla siebie.
Ale może jeszcze podsumuję… ![]()
Tymczasem sypie śnieg, nasi goście nadal są w trasie, a ja czekam na wiadomość, kiedy dotrą do domu. Dopiero wtedy się uspokoję.
Będę mogła się skupić, wyciszyć oddech, odprężyć lawinę myśli sunącą (po maziowatym śniegu) w mojej głowie. Wypuszczę powietrze z ulgą i będę się delektować danymi nam chwilami. Jeszcze trochę poobracam je w głowie jak błyszczące bombeczki, trącę palcem, wprawię w ruch, niech pomigoczą, nacieszą oczy.
A potem może uda mi się wrócić do Starego, by zebrać, co w nim było najważniejsze. I zatrzymać się przy Nowym, zawrzeć z nim pakt, nieco go oswoić, zaprzyjaźnić się z nim, by sprzyjał, sprzyjał nam wszystkim.
Obdarzał zdrowiem, ale nie tylko, bo też rozumem, siłą psychiczną, zaufaniem odwagą, empatią, uważnością, bliskością, wszystkim, czego potrzeba najbardziej.
Dziękuję Wam, drodzy Czytelnicy, że wciąż nam towarzyszycie, czasem częściej, czasem rzadziej, może raz na rok albo i dwa lata gdzieś tam nas wspomnicie – rodzinkę na emigracji w Holandii, z trojgiem dorastających dzieci, a właściwie młodzieży, z kotem i całą naszą codziennością, która w większości jest całkowicie zwyczajna, ale od czasu do czasu zsyła nam coś ekstra, piękne bonusy, takie cacuszka na choince, jak choćby teraz – przyjazd rodzinki.
Oby takich przyjemnych chwil i dobrych niespodzianek było jak najwięcej – również u Was, moi drodzy!
Ps. Update – rodzinka bezpiecznie wróciła do domu. ![]()