Uskrzydleni po „Jeziorze Łabędzim”

efe6a70d-6910-417b-b549-24aea5780123

Z oddali można by je wziąć za papierowe łódeczki origami, bujające się na falach. Z bliska widać, że to ptaki. Ptaki królewskie. Wyłaniają się łodygi szyj, smukłe głowy zwrócone w tym samym kierunku. Wachlarze skrzydeł zamiatają taflę, zostawiając na wodzie ulotny, ażurowy wzór. Puchowa miękkość piór. Biel, która aż razi w oczy. Pióra skrzą się diamentowym blaskiem. Łabędzie. Symbol elegancji, harmonii, miłości i wierności aż po grób.

Inspiracja dla pokoleń artystów.
Chyba każdy słyszał o „Jeziorze Łabędzim” Czajkowskiego. Kiedyś, jeszcze za czasów studenckich, miałam okazję obejrzeć je w Teatrze Wielkim w Warszawie. Wybrałam się z koleżankami z akademika na tzw. „wejściówki”, czyli tanie miejsca stojące, przycupnęłyśmy na twardych schodkach, ale wcale nam to nie przeszkadzało. Wciągnął nas łabędzi walc, dzieje Zygfryda i Odetty, może nawet łezkę uroniłyśmy. Pamiętam eteryczne baletnice, z włosami upiętymi w kok, w identycznych śnieżnobiałych tutu, tańczące na palcach, jakby niesione podmuchem wiatru po scenie.
To było jakieś dwadzieścia pięć lat temu.
***
Teraz.
Teraz, czyli „po latach”, miałam okazję jeszcze raz obejrzeć „Jezioro Łabędzie”.
To był zupełnie inny wieczór. Już nie siedziałam na twardych schodkach, lecz w pluszowym fotelu. I w kraju nie moim (choć jednak trochę moim), w Teatrze Carré w Amsterdamie.

WhatsApp Image 2025-11-18 at 17.43.47

Sama pewnie bym się tam nie wybrała, ale to było wyjście grupowe, prezent od naszego wspaniałego księdza. Obdarował nas nie tylko biletem na balet, ale też dodatkową oprawą VIP – owską, dzięki której mogliśmy się poczuć jeszcze bardziej wyjątkowo.
Przypomniał mi się Kopciuszek zmierzający na bal karocą z dyni. Co prawda my z Igotatą (bo i on się załapał w ostatniej chwili, w zastępstwie) przyjechaliśmy tramwajem, ale również był to wieczór, światła latarni odbijały się w kanałach, a Królewski Teatr Carré wyglądał jak prawdziwy pałac: płaskorzeźby na ścianach, kryształowe żyrandole, wokół złoto i purpura.
Nasza grupa została powitana transparentem przez panią z obsługi foyer, która opiekowała się nami już przez cały wieczór. Przed przedstawieniem zaprowadziła nas do kameralnego saloniku w stylu rokoko, gdzie fotele są obite welurową tkaniną i mają drewniane poręcze, gdzie ścianę zdobi sztukateria, a w oknach powiewają falbankowe firaneczki. Zostaliśmy ugoszczeni poczęstunkiem i trunkami, a gdy nastała pora występu – nasza opiekunka zaprowadziła nas szpalerem do głównej sali i wskazała miejsca. Zasiedliśmy w środkowym balkonie, widoczność była znakomita, scena wprost rozpościerała się przed nami.

b98a5b11-a8cc-499d-b63a-3032040d22ad

Od razu dodam, że gdy zaczęła się przerwa, „nasza” pani już na nas czekała, a w „naszym” saloniku był przygotowany poczęstunek: gorące mięsne kuleczki bitterballen, smażone kawałki dorsza kibeling, winogrona, orzeszki, pralinki… Wino, herbata, kawa, woda – wedle życzenia.
Owa królewska otoczka na pewno wpłynęła pozytywnie na odbiór przedstawienia, lecz nawet bez niej – balet sam by się obronił. Zachwycił nas. To nie była oryginalna wersja Czajkowskiego, lecz jego nowatorska odsłona, w interpretacji i reżyserii Matthew Bourne`a.
Muzyka pozostała niezmieniona, natomiast fabułę przekształcono i uwspółcześniono. Największa innowacja, a może dla kogoś nawet szok: stado łabędzi tworzyli wyłącznie mężczyźni. Zatem nie było sukienek wirujących po sali i sterczących na boki jak talerzyki. Zamiast ptaków łagodnych i delikatnych, dostaliśmy stado silne, zadziorne, dzikie.

12d6bdab-4fde-498f-bcb5-9f91398761e3

Piękno w zupełnie innym wydaniu. Ale nadal piękno! Niezaprzeczalnie.
Czarne trójkąty na czole, przyciemnione oczodoły dodawały łabędzim tancerzom drapieżności. Zamiast tutu – szerokie, muskularne torsy i białe spodnie z gęsto naszytymi strzępkami jedwabiu, imitującymi pióra. Gra mięśni pod skórą, perfekcja ludzkiego ciała.
Nie było słów. Żadnych napisów, zero objaśnień. Tylko muzyka. Taniec. Ruch. Ptasia choreografia. Piękna scenografia, sugestywne rekwizyty, ale przy całym bogactwie zachowany pewien minimalizm, bez nadmiaru, sztuczności.
I okazało się, że słowa nie zawsze są potrzebne! Czasem można je odłożyć i wyzwolić emocje, olbrzymie emocje, zupełnie innymi kanałami. A jednak OPOWIEDZIEĆ historię.
A jednak pokazać relacje między bohaterami, ich toksyczność, czułość.
Klatka po klatce odtwarzać wydarzenia. Więc był Książę i jego matka, nie grająca bynajmniej fair, była Dziewczyna, która okazała się opłacona i był Łabędź i ten Drugi, Obcy. A może to był jeden, ten sam? Tak jak natura ludzka ma dwie strony, a moneta awers i rewers.
Książę szukał sensu życia, miotał się przyciągany z jednej strony pragnieniem wolności, a z drugiej potrzebą relacji, krążył między miłością, zazdrością, zdradą, desperacją.
Z jeziora wypływała nostalgiczna, niepokojąca nuta, rozlewała się po scenie i wkraplała do serc. Łabędzie pióra fruwały w tańcu i opadały jak jesienne liście. Czule pieściły skórę, ale potrafiły zadrapać ostrą końcówką, do krwi. Takie widowiska lubię. Piękne, ale nie przesłodzone, gdy pomiędzy najpiękniejszymi melodiami łabędź zasyczy do ucha. Taka sztuka mnie uskrzydla.

89487b2b-da34-4961-9e8b-2c6f2694215f

Ten wpis został opublikowany w kategorii Holandia, wiatrakowa codzienność, wiatrakowe zwiedzanie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 Responses to Uskrzydleni po „Jeziorze Łabędzim”

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Zapierająca dech w piersiach wspaniała recenzja, która i mnie przy okazji uskrzydliła. Twoje opisy są nasycone emocją, a emocja dotyka w najczulsze struny każdego człowieka. Ta więc tańczyłam razem z łabędziami, a że w męskim wydaniu, tym bardziej było przyjemnie z tymi ptaszyskami.

    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 2 ludzi

    • Igomama's awatar Igomama pisze:

      Racja, racja, Ultro, też tak uważam. 🙂 Męskie łabędzie mają niesamowitą energię.
      Dziękuję i bardzo się cieszę, że mogłaś sobie choć troszkę potańczyć. 🙂
      Taniec zawsze dobry, na zdrowie i dla relaksu.

      Serdecznie pozdrawiam. I łabędzio. 😉

      Polubienie

  2. Podoba mi się, jak łączysz wspomnienia z Warszawy ze współczesnym doświadczeniem w Amsterdamie – to daje wrażenie autentycznego przeżycia, a nie tylko relacji z wydarzenia. Dla mnie szczególnie mocne jest to, jak dostrzegasz siłę i drapieżność łabędzi – pokazuje, że piękno może mieć różne oblicza i wcale nie musi być słodkie, by poruszyć.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama's awatar Igomama pisze:

      To drapieżne piękno poruszało nawet bardziej niż to delikatne.
      Może dlatego, że takie nieoczywiste?

      Polubienie

      • Delikatność łatwo podziwiać, bo jest oswojona, znana, przewidywalna. A gdy pojawia się coś surowego, nieoczywistego, to nagle emocje robią się intensywniejsze — jakby człowiek był bardziej czujny, bardziej obecny.

        Może właśnie dlatego taka estetyka zostaje w pamięci na dłużej. Bo nie tylko zachwyca, ale też trochę niepokoi, a to połączenie zawsze działa mocniej niż sama harmonia i miękkość.

        Polubione przez 1 osoba

  3. rusinowa's awatar rusinowa pisze:

    Ależ TY pięknie to opisałaś Igomamo. Moje uznanie. !

    Stokrotka

    Polubione przez 1 osoba

  4. jotka's awatar jotka pisze:

    Twój opis starczy nawet zamiast spektaklu, serio! Nie widziałam w całości, a chętnie bym obejrzała. Większości podobnych spektakli bywa bardzo późno, z dala od domu, a jeszcze jeszcze trzeba wrócić, chyba że z noclegiem.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama's awatar Igomama pisze:

      Dokładnie, Jotko, jak się mieszka z dala od dużego miasta, to każde wyjście do teatru zmienia się w wyprawę! I w wyzwanie logistyczne.
      Bardzo Cię rozumiem, bo sama pochodzę z małego miasteczka i wychowałam się „bez teatrów”. Bakcyla złapałam dopiero na studiach, gdy wprowadzili tanie bilety dla studentów: wejściówki stojące.
      Oj, wtedy korzystałyśmy z dziewczynami i „zaliczyłam” chyba najwięcej kulturalnych wyjść.
      A teraz też stosunkowo rzadko bywam na przedstawieniach (choć jak już jestem, obiecuję sobie bywać częściej ;), ale może dlatego każde wyjście tak bardzo mnie cieszy?

      Polubienie

  5. pszczolkamaja's awatar pszczolkamaja pisze:

    Zazdroszczę! I nie mam na myśli tylko tej VIP-obsługi i dodatków (chociaż także), ale tych emocji które opisujesz. Pozdrowienia serdeczne!

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Ultra Anuluj pisanie odpowiedzi