Cyrk bożonarodzeniowy w Amsterdamie – holenderska tradycja, której warto doświadczyć

03095ffc-79b7-4b32-8814-e230f67d814d

Jak się czujecie w objęciach zimy? Trzyma mocno i nie puszcza! Jak zima, to niestety sezon na chorowanie. Gorączka i ból gardła rozłożyły na łopatki nawet Okruszka, zwykle tryskającego energią. Córa przespała cały weekend. Nie dotarła na jasełka do polskiego kościoła, dziś i wczoraj nie była w szkole, a miała brać udział w turnieju szachowych. Nic, przepadło. Ale… nie przychodzę do Was z chorobami. Mam coś lepszego i bardziej ekscytującego. Kolejny niderlandzki zwyczaj, którego prawdopodobnie nie znacie. A jest nim bożonarodzeniowy cyrk!

W okresie okołoświątecznym wiele holenderskich rodzin wybiera się na przedstawienia cyrkowe. Taki rytuał, który jednoczy pokolenia, gdyż zarówno dziadkowie, jak i dzieci znajdują dla siebie coś ciekawego: akrobacje, popisy iluzjonistów, występy klaunów, a to wszystko w czarującej atmosferze, wśród świerkowych gałązek i dekoracji rodem z „Dziadka do orzechów”.

Słyszałam o tej tradycji, ale jakoś mnie ona nie porywała. Cyrk kojarzył mi się raczej z krzywdą zwierząt, niż z Bożym Narodzeniem i Nowym Rokiem.
Ale teraz odwiedzili nas goście z Polski. W dodatku na krótko. Wobec tego zrozumiałe się wydaje, że chcieliśmy zapewnić im wyjątkową lokalną atrakcję, by mieli co wspominać (poza naszym towarzystwem, hi hi).
Postanowiliśmy zatem wybrać się na Wereldkerstcircus do Królewskiego Teatru Carré w Amsterdamie.

af51db30-42b5-4611-9c77-df21a3a385c5

Pamiętacie? Opowiadałam Wam o tym majestatycznym miejscu przy okazji baletu „Jezioro Łabędzie”.
Jest to teatr cyrkowy, założony w 1887 r. przez Oscara Carré – reżysera cyrkowego, przedsiębiorcę i artystę słynącego z występów konnych.
Współcześnie na scenie Teatru Carré są wystawiane głównie musicale, koncerty, przedstawienia operowe i baletowe, ale… gwoli zachowania tradycji, od połowy grudnia po pierwsze dni stycznia, króluje tu wyłącznie kerstcircus, dwa – trzy świąteczne widowiska cyrkowe dziennie i nic poza tym. W sumie nie mieliśmy nawet innego wyboru! Może i dobrze? W przypadku cyrku, nie trzeba znać języka obcego.
Niestety zakup biletów w szczycie sezonu, okazał się nie lada wyzwaniem, zwłaszcza ośmiu biletów! Na większość występów miejsca zostały wyprzedane.
Koniec końców udało nam się kupić sześć biletów na sobotę, ostatnich! A nas było ośmioro. I co teraz? Zmartwiliśmy się.
Stwierdziliśmy, że w tej sytuacji pojadą goście i dzieci, ale po namyśle, zwątpiliśmy w ten plan. Zdobyliśmy ostatnie bilety, więc nasze miejsca były rozrzucone dosłownie po całym teatrze: na balkonach, w lożach, z prawej strony, z lewej – w dodatku teatr ogrooooomny, dzieci nigdy w nim nie były – doszliśmy zatem do wniosku, że obarczenie Iskierki i Groszka odpowiedzialnością za odprowadzenie babci, cioci, wujka i młodszej siostry na właściwe miejsce, a następnie przejęcie ich w czasie przerwy, wskazanie gdzie jest poczęstunek (bo wykupiliśmy dla nich taką opcję, chcieliśmy jak najlepiej, ale niestety to stanowiło dodatkową komplikację). Ostatecznie dokupiliśmy jeszcze dwa bilety na niedzielę (gdy nasi goście już byli w drodze powrotnej do Polski), dla Groszka i Iskierki, żeby nikt nie był pominięty.

Jak widzicie było trochę zachodu, chwilami wątpiłam, czy całe wydarzenie jest warte świeczki. Zwłaszcza że jeszcze musieliśmy dotrzeć do Amsterdamu! A było zimno (ale bez śniegu, ten spadł dopiero w poniedziałek).
Na szczęście przybyliśmy do teatru na czas, w labiryncie pięter i schodów znaleźliśmy nasze miejsca, a na przerwie Igotata „wyłapał” nas wszystkich i zaprowadził do sali z poczęstunkiem. Poczęstunkiem był jeden napój i trzy „hapjes”, miniaturowe krokiety, które można chwycić między dwa palce. Przerwa trwała piętnaście minut, więc ledwie pani przyniosła nam napoje, już wypadało wracać na salę. Dla dorosłych (bo Okruszek miał Fantę) zamawialiśmy (dwa razy: online i ustnie) bezalkoholowe mojito truskawkowe, a podano nam zwykłe, z alkoholem i bez śladu choćby truskawkowego syropu. Cóż, pomyłki rzecz ludzka, zwłaszcza przy takim obłożeniu, toteż machnęliśmy na to ręką. Niestety drinki były zimne, z kostkami lodu, a jako że nie można było wnosić szkła na salę, w rezultacie piliśmy pośpiesznie, bez smaku, w stresie, że się spóźnimy na drugą część. No i ja się spóźniłam! Gdy dotarłam na właściwe  piętro, w moim rzędzie każdy już siedział.

WhatsApp Image 2026-01-12 at 17.04.50

A że moje krzesełko znajdowało się na samym końcu, wszyscy musieliby wstać, by mnie przepuścić. Wolałam uniknąć takiego zamieszania, więc po prostu dyskretnie usiadłam na schodach. I tak przesiedziałam do końca – jak za starych, studenckich czasów. Ale żeby nie było, że narzekam – schody w Carré, wykładane pluszowym dywanem są zgoła luksusowe! Winking smile

Wereldkerstcircus zgromadził czołówkę międzynarodowego świata cyrkowego, laureatów festiwali i zdobywców nagród. Wiecie, dla mnie ten świat jest zupełnie obcy, więc niewiele mogę tu dodać, poza tym, że występy naprawdę robiły wrażenie. I to jakie! Zadziwiały dynamiką i trzymały poziom, od początku do końca. Przeważała sztuka akrobatyczna, na wysokościach. Niektóre numery budziły nie tylko podziw, czy zdumienie, ale wręcz lęk. Przyznaję: zdarzyło mi się krzyknąć z przerażenia (i nie byłam wyjątkiem!).

PXL_20260103_154136876

PXL_20260103_150439419.MP

PXL_20260103_162327732.MP

PXL_20260103_172122599.MP        PXL_20260103_164411811.MP

fd850a5e-6740-404c-96a9-d46616b9692d

No bo wyobraźcie sobie okrągłą platformę, na kilkumetrowym podwyższeniu, i na niej parę artystów jadących na wrotkach. No dobrze, to jeszcze jest okej, ale doobraźcie sobie więcej: że mężczyzna jeździ po obwodzie koła, w szaleńczym tempie, z uwieszoną u jego szyi kobietą, wirującą w powietrzu i wokół własnej osi. Brr, do teraz ciarki biegną mi po skórze! Wystarczyłoby omsknięcie się stopy, o co na wrotkach nietrudno, i upadek z platformy.
Straszne, wolę o tym nie myśleć!

PXL_20260103_152907822

A było więcej takich „sztuczek”! Piękny taniec na trapezie; podwójne, ba! poczwórne salta w powietrzu.
Zachwyciły nas też Mongolskie Anioły – akrobatki z ciałami gibkimi jak z gumy, które stojąc na rękach strzelały z łuku do balonów, stopami! I zawsze trafiały. Przynajmniej w sobotę, bo jak potem dowiedzieliśmy się od Groszka i Iskierki, w niedzielę zdarzyło im się chybić.

2160c37b-cb68-4408-ace5-357b028ea07a

Uff, na szczęście wyrzuty adrenaliny do krwi zostały łagodzone przez klaunów.
Niekwestionowanym faworytem był młodziutki, pocieszny klaun Chistirrin z Meksyku (Marco Antonio Vega), wywodzący się z rodziny o cyrkowych tradycjach. Prawdziwy diament komediowy. Gdybyście widzieli go w akcji! On prawie nie używał słów, a samą ekspresją ciała i sposobem bycia, wzniecał śmiechu! Nawet nasze „poważne” starszaki, które nie znoszą, gdy „ktoś na siłę próbuje być zabawny” przyznały, że klaun Chistirrin miał talent i rozśmieszanie przychodziło mu w sposób naturalny (wydawałoby się bez żadnego wysiłku, a przecież to naprawdę sztuka).

39fb83e5-1fb2-42da-8c4a-2d5b64640fae

Oprócz klauna widzieliśmy pokazy żonglerki i sztuczek iluzjonistycznych, gdy artystka zmieniała stroje za dotknięciem (czarodziejskiej) różdżki swojego partnera.
Ku naszej uldze nie było żadnych egzotycznych zwierząt i ptaków, jednak na koniec wystąpiły konie. Konferansjer zapowiedział, że pokazy koni wpisują się w ponad stuletnią tradycją Teatru Carré i są wyrazem hołdu dla założyciela, Oscara Carré. Ich przesłaniem jest ukazanie przyjaźni człowieka z koniem. Zapewniono widownię, że konie są tutaj obdarzane specjalnymi przywilejami, traktowane po królewsku, tresowane metodami łagodnymi i bez przemocy.

PXL_20260103_164450678.MP

PXL_20260103_172402411

Rzeczywiście konie wyglądały na zadbane i wypielęgnowane, miały zdrową sierść i przyczesane grzywy. Mimo to mieliśmy mieszane uczucia. Jednak w cyrku jest głośno, gra orkiestra, rozbrzmiewają oklaski, migoczą światła, ba!jaskrawe lampy wręcz oślepiają. W dodatku ten maraton przedstawień, po trzy dziennie. Czy konie mogą to polubić? Czy każda tradycja jest warta krzewienia?
A jednak gdy porównać los koni z Carré z losem ciężko pracujących koni pociągowych — często niedożywionych, pozbawionych opieki weterynaryjnej lub koni pochodzących ze złych hodowli — te tutaj zdają się mieć lepszy żywot.

Podsumowując ten i tak przydługi post: mimo kilku drobnych „ale”, wyszliśmy z Królewskiego Teatru i z Wereldkerstkircus zachwyceni!
Ach, a jeszcze nie wspomniałam Wam, jakie tam były dekoracje! Niestety nie zdążyliśmy wszystkich sfotografować, jednak zapadło nam w pamięć ogólne wrażenie strojności i magii.

e7c79013-e052-4527-9ab4-f6125c5accb9        b41bca0e-a7cf-4d1d-a162-f7922af16e83

Z zewnątrz, na fasadzie budynku, umieszczono łańcuch połyskliwych bombek, a w środku ustawiono bajecznie (a właściwie cyrkowo) udekorowane choinki i karciane figury, wypisz wymaluj jak z Krainy Czarów, do której trafiła książkowa Alicja.
Wiec tak, byliśmy oczarowani i zachwyceni.

Jeśli mieszkacie w Holandii lub okolicy, polecamy Wam tę rozrywkę za rok, zwłaszcza że będzie to jubileuszowa 40. Edycja Wereldkerstkircus.
Tylko pamiętajcie, by nie czekać z rezerwacją biletów na ostatni moment, jak my.

Proszę, dajcie znać w komentarzu, co sądzicie na temat holenderskiej tradycji rodzinnych wyjść do cyrku w okresie bożonarodzeniowym i noworocznym. Zaciekawiła Was? Czy to zupełnie nie Wasze klimaty?

PXL_20260103_160646365

Ten wpis został opublikowany w kategorii Holandia, wiatrakowe zwyczaje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Cyrk bożonarodzeniowy w Amsterdamie – holenderska tradycja, której warto doświadczyć

  1. jotka's awatar jotka pisze:

    Za cyrkiem nigdy nie przepadałam, ale kunszt artystów podziwiam, to w końcu wiele godzin treningów i często niebezpieczne kontuzje.

    Tradycja fajna, sporo śmiechu, jeśli w dodatku łączy pokolenia, to tylko przyklasnąć. Nie wszyscy lubią śpiewać kolędy czy biesiadować 😉

    Dekoracje piękne, nastrój świąteczny, super!

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz