„Pani się nie przyłożyła….”

c2438c96-9df8-4b86-9d69-569a0c235b09

Nowy rok ma w sobie coś ze świeżego prania. To coś uwalnia się w zapachu: lekkim, przyjemnym, nieco mydlanym. I w fakturze: wilgotna tkanina poddaje się ruchom dłoni, jak się strzepnie, naciągnie po bokach i dobrze rozwiesi, to później nawet nie trzeba prasować. I jeszcze światło. O, tak! Jasność. Znikają plamy, zabrudzenia, niemi świadkowie naszych codziennych aktywności: sos, który prysnął na bluzkę, drobinki błota na nogawkach… Żaden problem!

Spiorą się. Spierze się wszystko, co złe w zeszłym roku, co brudne, szare, nieudane. Słowa, które zakłuły jak pinezki. Spiorą się. Nadgorliwość, obojętność, strach. Je też można wyprać.
Znów wszystko będzie dobrze. Do szafy z ubraniami wróci świeżość, czystość, rześkość. Nastanie nowy początek. Nowy, nowiuteńki.

Może stali czytelnicy pamiętają – nasza rodzina ma taką noworoczną puszkę na marzenia.
W styczniu wrzucamy do niej karteczki z życzeniami na najbliższe miesiące. Wkładamy nowe, a wyjmujemy „stare”, ubiegłoroczne. Każdy mierzy się sam ze swoimi zapiskami, w ciszy. Jeśli chce się podzielić, przeczytać na głos co się udało, a co nie – to jak najbardziej może to zrobić. Ale nie musi.

e7355a3e-96b7-42f6-97e8-5eeec12b9bd6 

W zeszłym roku jedynie ja i Okruszek nakarmiłyśmy puszeczkę.
Starsze dzieci i Igotata nie chcieli. A może zapomnieli? Potem było im przykro, gdy Okruszek i ja konfrontowałyśmy się z naszymi postanowieniami.
Nie, „przykro” to nie jest właściwe słowo. Odczuli coś na kształt żalu, rozczarowania, zazdrości. Więc teraz nadrobili ubiegłoroczne zaniedbanie i wypełnili puszkę tak, że mój karteluszek ledwo się zmieścił. No, tacy oni są, mówię Wam. Ale przecież im miejsca w puszce nie będę żałować! A życzeniom – przyklaskuję.

Na pierwsze styczniowe zajęcia w szkole polonijnej przyniosłam nowy kalendarz i właśnie tę puszkę. Bo zmiana cyfry w roku daje okazję, by przypomnieć nazwy pór roku i miesięcy w języku polskim, a wierzcie mi, dla dzieci dwujęzycznych mieszkających w Holandii zima to winter, a styczeń to januari.

d3ff333d-5992-4cf8-a994-44ea921ed771

Mniejsza o nazwy, najważniejsze, czym wypełnimy nasz kalendarz.
Zimą, jeśli dopisze śnieg (co w Holandii nie jest takie oczywiste), dzieci pójdą na sanki; wiosną zobaczą pola kwiatowe, latem będą pływać w jeziorze, jesienią zbierać kasztany. To już bardzo wiele. A będzie więcej. Można więcej.

Pokazałam dzieciom naszą rodzinną puszkę z marzeniami jako inspirację. Opowiedziałam, że moja córka w tym roku kończy szkołę podstawową i wrzuciła do puszki karteczkę z nazwą szkoły średniej, do której chciałaby się dostać. Opowiedziałam, że w zeszłym roku część życzeń nam się spełniła, a część nie.
– A co się spełniło? – ktoś zapytał.
– Podróże i lot samolotem – odpowiedziałam, bo faktycznie tak było.
– Mi też! Ja byłem w Turcji! – ktoś zawołał.
– A ja w Egipcie – pochwalił się ktoś inny i zaraz wszyscy chcieli wymieniać, gdzie kto był. Klasyk.

36e317ca-2f57-4403-8361-bee00cd83901

Pozwoliłam im mówić równocześnie przez pięć sekund, a potem zadźwięczałam dzwoneczkiem, by przejść do zadań w książce.
Wtedy dziewczynka z pierwszej ławki, rezolutna blondyneczka z włosami układającymi się w drobne fałdki, takie od nocnych warkoczyków, głośno zapytała:
– A co pani się nie udało? – Chodziło o tę puszkę i ubiegły rok.
Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Pozostałe dzieci zaczęły mi się przyglądać badawczo. Żałowałam, że nie przygotowałam sobie zawczasu jakiejś przykładowej, neutralnej odpowiedzi na tę okoliczność.
Z tego zdziwienia i rozpędu powiedziałam prawdę. Zwierzyłam się ze swojego (niezrealizowanego) postanowienia.
Dzieci skwitowały to skinieniem i tyle. Ale dziewczynka z pierwszej ławki zmarszczyła nosek i powiedziała:
– Ale to życzenie akurat nie zależało od puszki, tylko od pani! Widocznie się pani nie przyłożyła, dlatego się nie udało.

Zastygłam w bezruchu. Ta dziewczynka nawet nie skończyła ośmiu lat! Nie dość że użyła rzadko spotykanego czasownika „przyłożyć się”, to jej spostrzeżenie – mnie, dorosłą, wręcz zawstydziło trafnością i dojrzałością.
– Masz całkowitą rację! – przyznałam. – Są życzenia, na które sami mamy wpływ i to akurat takie było. Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś.

W drodze do domu, rozmyślałam o tej sytuacji. Taka rezolutka! Przyłożyć się. Ja w ogóle zapomniałam o istnieniu takiego słowa. Wyparłam je „postarać się”.  „Postarać się” używam akurat dość często. Postaram się to zrobić, postaram się zapamiętać, postaram się, postaram się, postaram się.
Ale „przyłożyć się do czegoś” też brzmi ładnie. Chyba ma nawet większą siłę oddziaływania. Bo przykładam się oznacza, że daję całą siebie, całego siebie.

Widzicie, jak to się czasem zadziewa?
Próbowałam nauczyć czegoś dzieci, a tymczasem dziecko nauczyło mnie i to znacznie więcej.
Moi drodzy! Zatem nie ma wymówek: jeśli chcemy coś osiągnąć, to się przykładamy! Smile

33774a5d-a1b2-4fb9-8548-138974424ff9

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz