Gdy ciężko w balans

27c25a1a-e4b7-4773-8cee-6ca7ba99a7e2

„Pani się nie przyłożyła”. Utknęło we mnie to zdanie jak ość w gardle. Penetruje zakamarki umysłu, snuje się wewnętrznymi korytarzami, jak jakiś nawiedzony duch. Naciska klamki drzwi do kolejnych pokoi, do jednych zajrzy, inne obojętnie minie, przejdzie dalej, aż zmęczy się i zatrzyma gdzieś na drzemkę.

Czasem śpi długo. Przygniecione warstwami innych zdań.
Bywa, że o nim zapomnę na jakiś czas, nim zbudzi się i wstanie z popiołów niczym feniks – wyspane, rumiane, jeszcze bardziej żywotne.
Lubi przebieranki. Niczym mała dziewczynka mierzy suknie wyjęte z maminej szafy. Ubrania nadają zdaniu tożsamość. Czasem ciężko rozpoznać pierwowzór.

– Pani się nie przyłożyła. – W białej sukni brzmi neutralnie, w sumie całkiem niewinnie.

– Pani się nie przyłożyła. – Spowite w czerń dołuje pesymizmem.
Aż ja, adresatka zdania, z rozpaczy i wstydu chcę się zakopać w szafie ze starociami na strychu. Lecz… nie mam strychu. Starocie – już tak, te zawsze się znajdą.

W pomarańczowej sukience zdanie wydaje się mniej groźne:
– Pani się nie przyłożyła, ale proszę się tak nie przejmować! Wszystko będzie dobrze.

– Pani się nie przyłożyła? – Niebieski mundurek, oczy zaokrąglone ze zdziwienia. Doprawdy? Co też się stało? To do pani niepodobne!

7b6ba2fa-258b-4ac1-8452-ee25162038be

I wtedy wchodzi ono, tym razem w krwistej czerwieni. Wyciąga palec uzbrojony w szkarłatny tips, idealny, by celować nim oskarżycielsko:
– Pani się nie przyłożyła! Skandal!
Ton władczy, z domieszką pogardy i szyderstwa. Z naciskiem na „pani”, z naciskiem na „nie”.

A może być też zdanie spokojne i łagodne, w szmaragdowej haleczce rusałki. Siedzi sobie na kamyku, nad potokiem, duma:
– Pani się nie przyłożyła… Dlaczego tak się stało? Skąd ten brak przyłożenia?

Albo nonszalanckie, z papierosem w ustach: – Pani się nie przyłożyła, i co z tego? Nie pani pierwsza i nie ostatnia!

Artystyczne. Bransoletki brzęczą wokół nadgarstków. Fioletowa spódnica do kostek, szyta z falban.
– Daj już spokój z tym przykładaniem się! Lepiej tańcz, tańcz, tańcz! – woła Fioletowa i już wiruje na parkiecie.

A ja zostaję. Wypatruję kolejnego „najścia”, kolejnej odsłony, kolejnego koloru.
Bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Mam dość opiniowania. Zaczynam mieć dość: „pani się nie przyłożyła”.

Bo może czasem samo „przyłożenie się” nie wystarczy? Trzeba czegoś więcej?
Czegoś totalnie z zewnątrz? Okazji? Sprzyjających okoliczności? Szczęścia, czy wręcz farta? Zwykłego farta?

A może chodzi również o to, by się przykładać w określony sposób, w sam raz? Nie za lekko, nie za mocno. I nie cały czas.
Trzeba wiedzieć, kiedy puścić wewnętrzne sprzęgło i wrzucić na luz.
Odczepić się.
Czasem nie wiem, jak żyć by było dobrze. Jak trafiać w balans.

d2907b1d-48f1-4d74-8455-874e91194174

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Gdy ciężko w balans

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Nie ma czegoś takiego, jak balans w każdej sytuacji. Wprawdzie staramy się, by wszystkim było dobrze, wygodnie, a potem okazuje się to balansem na linie, bo wszystkim nie da się dogodzić. Nie ma recepty na życie, a na koniec, mimo starań, ponosimy porażkę, przy czym świadomość totalnej klęski dołuje każdego dnia. Moja koleżanka, psycholożka wszystkim radzi, by zacząć myśleć o sobie dobrze i widzieć swoje dobro, a nie tylko dbać o innych, a zapominać o sobie i swoich potrzebach. Przyznaję jej rację, a nawet poszłam dalej i sama się dowartościowuję, gdy sprawiam sobie takie małe radości, nawet wtedy, gdy mi znowu nie wyszło. Bo teraz już wiem, że nie zawsze wychodzi, mimo starań, prawda?
    Zasyłam serdeczności

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Ultra Anuluj pisanie odpowiedzi