Nie wierzę, Okruszek wybiera szkołę średnią!

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.16.40

„Idzie luty, podkuj buty” – to polskie przysłowie ma w tym roku zastosowanie dla nas, w Holandii. Ale bynajmniej nie przez zimę (w naszym mieście śnieg leżał raptem cztery dni)! Podkuwamy buty, bo chodzimy. Dużo chodzimy, głównie po szkołach, jako że właśnie w lutym w holenderskich szkołach średnich odbywają się “dni otwarte”, open dag.

Rzecz istotna dla ósmoklasistów i ich rodziców, a my do tej grupy „się łapiemy”.
Czy nam się podoba, czy nie, fakt jest niezaprzeczalny: Okruszek – nasze najmłodsze dziecko, Okruszek – nasz rodzinny pieszczoch, Okruszek – autorka pamiętnika pisanego od kołyski – tenże ci Okruszek od września rozpocznie naukę w szkole średniej.
Wcześnie? Pewnie, że tak! Gdybyśmy mieszkali w Polsce, Okruszek byłby teraz w klasie piątej i prawdopodobnie jeszcze nie w głowie miałby wybór następnej szkoły.
Ale jako że mieszkamy w Holandii, obejmuje nas tutejszy system edukacji, a w tutejszym systemie edukacji dzieci idą do liceum w wieku lat dwunastu.

W naszym mieście znajduje się pięć tzw. „ogólniaków”, odwiedziliśmy wszystkie.

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.16.06_1

Okruszek, z racji posiadania starszego rodzeństwa, i tak ma łatwiej, gdyż rodzeństwo już przetarło szkolne szlaki: Iskierka uczęszcza do liceum „katolickiego” (notabene katolickie tylko z nazwy), a Groszek do liceum dwujęzycznego. Chociaż obie szkoły dobrze znamy, nie przeszkodziło to nam zajrzeć do nich w ramach „dni otwartych”, pozostałe middelbare scholen oczywiście również odwiedziliśmy.
Bo tak w ogóle „open dag(y)” są świetnie zorganizowane i naprawdę warto wziąć w nich udział. To okazja, by podejrzeć sale lekcyjne, pracownie, szatnie, mediatekę. Wziąć udział w próbnych lekcjach. Porozmawiać z nauczycielami i uczniami. Natknąć się na starych znajomych. Smile
K każdym razie na pewno wartościowo spędzić popołudnie.

A że z Okruszkiem zwiedziliśmy łącznie sześć szkół (jedną w sąsiedniej miejscowości), podzielę się z Wami informacjami, jak taki open dag przebiega.

W większości odbywa się on według schematuSmile with tongue out
Przy wejściu witają nas gospodarze szkoły. Wręczają nam plan budynku oraz propozycję gry, coś a la bingo czy escape room. Dostajemy rozpiskę sal, w których czekają różnorodne zadania. Dziecko chodzi od sali do sali, wybiera interesujące je aktywności, a po wykonaniu danego zadania, otrzymuje naklejkę lub podpis. Za uzbieranie całego zestawu naklejek, otrzymuje nagrodę w postaci gadżetu z logo danej szkoły: Okruszek wzbogacił się w ten sposób o worek na tenisówki, długopisy, ekierki. Drobiazgi, ale cieszą.

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.16.06_2

Oprócz indywidualnych zadań, w szkołach odbywały się prezentacje i minilekcje, Okruszek na ten przykład załapał się na naukę chińskiego.
W pracowniach chemicznych i fizycznych organizowano ciekawe pokazy i eksperymenty, w których dzieciaki chętnie brały udział. Tam, w każdej szkole, ustawiały się największe kolejki.

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.19.01_2

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.19.01

W sali ekonomicznej Okruszek wykazał się doskonałą intuicją i wyczuciem rynku (nie wiem skąd?). W każdym razie bezbłędnie dopasował etykiety z rocznym wynagrodzeniem do wskazanych zawodów, między innymi: nauczyciela, urzędnika, pilota, bankiera, influencera.
Aż nauczyciel wyróżnił Okruszka i zaznaczył, że dotąd nikt z odwiedzających nie wykonał tego zadania bez pomyłki. Fart czy zadatek na ekonomistkę?

Z kolei jedno z zadań matematycznych zupełnie nas przerosło.
Dotyczyło kodowania i na pierwszy rzut oka wydawało się dziecinnie proste: rodzic i dziecko siadają naprzeciwko, mają przed sobą kartki z układem współrzędnych, po stronie rodzica jest rysunek, u mnie była to kaczka. Moim zadaniem było instruowanie Okruszka, by narysował taką samą kaczkę na swojej kartce. Dzieliła nas dykta, więc ja nie widziałam działań Okruszka, z kolei on nie widział pierwowzoru. Kompletnie się pogubiłyśmy, a to, co pojawiło się na osi Okruszka z kaczką miało niewiele wspólnego.

Największy „stres” przeżyłyśmy jednak w pracowni biologicznej.
Wiecie, my byśmy się na medycynę nie nadawały! Ani na weterynarię. Na biologię też nie. Okruszek musiał ułożyć plastikowe organy w jamie brzusznej modelu człowieka, ale to było nawet ciekawe i pouczające. Pikuś.

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.18.07        WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.19.02

Natomiast stoisko z żywymi organami owcy, konkretnie z płucami i sercem, demonstrowane w specjalnych warunkach – to było dla nas trochę za dużo.
Laborant, w specjalnym kitlu, w lateksowych rękawiczkach, z uśmiechem na ustach, przez całe popołudnie eksponował odwiedzającym żywe narządy – mnie już po minucie oglądania (z oddali), niemal zrobiło się słabo.
Okruszek najpierw zgrywał chojraka. Stanął tuż przy „owczym” laboratorium, zajrzał z zaciekawieniem, ale zaraz się odsunął i wyszedł na korytarz.
– Jakoś tak mi dziwnie w brzuchu – zauważył. – Lepiej chodźmy dalej.

Więc poszłyśmy. Do pracowni językowych.
Książki, zdjęcia z Paryża, Londynu; flagi, ćwiczenia do uzupełnienia typu: wykreślanki, krzyżówki, to jest to co lubimy. Żadnych żywych organów! O, tak! Bezpieczne miejsce, nasze miejsce, bo my to jednak humanistki jesteśmy. Smile

WhatsApp Image 2026-02-19 at 20.49.50

WhatsApp Image 2026-02-19 at 20.49.05

No i tak wyglądały nasze lutowe popołudnia w szkołach.
Przy okazji spotkałyśmy mnóstwo starych znajomych. Było edukacyjnie, było gwarno, było wesoło.
Następny etap to rejestracja do szkół, ale to dopiero w połowie marca.
Okruszek ma już swoją szkołę faworytkę. Czy się do niej dostanie? Nie wiadomo.
Podobno rocznik jest liczny, chętnych więcej niż miejsc, więc w najbardziej „obleganych” szkołach, prawdopodobnie dojdzie do losowania.
Losowanie odbywa się u notariusza, aby wszystkie dzieci (z jednakowymi wynikami w nauce), miały równe szanse.

W naszym miasteczku, w arkuszu rejestracyjnym, musimy zaznaczyć trzy konkretne szkoły, a dziecko dostanie się do jednej z nich. U nas wybór ogranicza się do trzech kandydatur, ale w większym Haarlemie trzeba wytypować pięć szkół, a w takim Amsterdamie – osiem (a w poprzednich latach bywało, że jeszcze więcej).

Póki co trzymamy kciuki za Okruszka, by dostał się do swojej wymarzonej szkoły, numer jeden. A jak się nie uda, to też nie będzie dramatu.
Nie wiem, jak Wy, ale ja uważam, że jak ktoś chce się uczyć, to znajdzie przestrzeń do nauki w każdej szkole,  a jak ktoś nie chce – to i najlepsza szkoła nie pomoże. A może nie mam racji? Może to już tak nie działa? Co myślicie?

WhatsApp Image 2026-02-19 at 17.16.06

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność, wiatrakowe zwyczaje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz