Niedzielny poranek. Za kilka godzin zabrzmi “Whiskey In The Jar”, ja póki co szykuję się na wizytę w świątyni innego trunku, z którego słynie Dublin. Inna melodia gra mi w duszy. “Sound of Silence”, lecz nie oryginał, cover zespołu Disturbed. Witaj, ciemności, moja stara przyjaciółko. Witaj, świątyni, w której Ciemność do niedawna powstawała!
Do Guiness Storehouse wybrałem się bladym świtem, zaraz po śniadaniu, o 9:30. Spytacie skąd pomysł, by wybrać się tu w niedzielę o tak wczesnej porze? No cóż, warto wizytę w tym miejscu zaplanować jeszcze przed przyjazdem do Dublina. Wiele nie brakowało, a atrakcja ta przeszłaby mi koło nosa. Niedzielny poranek był jedynym terminem, który był jednocześnie dostępny i dawał nam dość czasu na przygotowanie do wieczornego koncertu.
Opcji wstępu jest kilka: można wybrać tę z dodatkowymi warsztatami, dodatkowym trunkiem, czy wizytą w pobliskich pubach. Zdecydowałem się na wersję podstawową – Igomama została w hotelu, więc nie chciałem pobytu przedłużać ponad miarę.
Na wejściu dowiadujemy się szczegółów powstania fabryki, wynajmu budynków, dokumentu, od którego wszystko się zaczęło.
Dalej zwiedzamy już sami, bez przewodnika, każdy we własnym tempie. Zaczynamy od składników: jęczmień, woda, chmiel i drożdże.
Mijamy pole jęczmienne, mijamy podwieszone pod sufitem szyszki chmielu.
Woda tańczy tworząc napisy i obrazy.
Drożdże wypełniają przestrzeń bąblami.
Dalej maszyny, w których odbywa się proces tworzenia piwa. Warzenie, gotowanie, parzenie – nie robię notatek, chłonę atmosferę.
Wreszcie – pokój dla smakoszy. W pierwszym pomieszczeniu szpitalna biel pomaga skupić się na woniach, których mieszanka tworzy kompozycję piwną. Z niewielkimi próbkami udajemy się jednak do następnego pomieszczenia: kto piłby Guinnessa w szpitalu? Otacza nas drewno oraz popiersia i portrety osób istotnych w historii browaru.
Jeszcze kilka słów o marketingu: reklamy, śpiewające ostrygi, ryby na rowerze: jest nietypowo i z przymrużeniem oka…
Wreszcie harfa irlandzka i wspinaczka na szczyt: The Gravity Bar.
Wokół panorama Dublina. Nie imponująca może, bo Guinness Storehouse położony jest dość daleko od centrum.
Ale i tak Guinness smakuje tu wyjątkowo. A jak ktoś nie chce, lub nie może rozsmakować się w Czerni, to może zdecydować się na Guinness Clear. Zamawiasz Guinnessa, pijesz wodę. Na zdrowie!
Jestem kompletnie bezalkoholowa („Od piwa głowa się kiwa” „Od wódki rozum krótki”) ale mam z nim dwa skojarzenia: w dzieciństwie jeździłam na wieś do dziadków gdzie w PGRze uprawiano chmiel i raz nawet posadzono mnie do obrywania kiści ale słabo mi szło.
Drugie – gdy przeprowadziłam się na obecne mieszkanie często czułam zapach drożdży. To nie objaw choroby – w pobliżu był poniemiecki Browar Piastowski (powstał 1893-4 r.). W2001 zburzono główny budynek i wybudowano tam osiedle mieszkaniowe zachowując dwa oryginalne budynki.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Browar_Piastowski
PolubieniePolubienie