Żyję na emigracji, ale – uwierzcie! – zdarza mi się o tym zapominać.
Głównie w weekendy, gdy jeździmy do polskiej szkoły i polskiego kościoła w Amsterdamie. Spotykamy grono rodaków, szumią dźwięki ojczystej mowy, słyszymy polskie imiona, urywki opowieści prosto z Polski, słowa modlitwy.
Po kościele wszyscy zwyczajowo wstępujemy do polskiego sklepu, bo to po sąsiedzku. Kupujemy twaróg, kasze, kisielki, pierogi, ogórki kiszone i delektujemy się polskimi specjałami.
A w miniony weekend miałam możliwość zaznać polskości w jeszcze większym natężeniu! W naszym miasteczku wyświetlano film „Uwierzyć w Mikołaja 2” , na podstawie książki Magdaleny Witkiewicz. Polski film w niderlandzkim kinie!
I powiem Wam, że to wcale nie jest wyjątek, lecz stały zwyczaj.
Najwyraźniej Holendrom się to opłaca (a mają ci oni żyłkę kupiecką wplecioną w łańcuch DNA!), bo już od kilku lat holenderskie sieciówki Kinepolis i Pathe uwzględniają w repertuarze najnowsze produkcje filmowe, właśnie z Polski.
Niedawno zaprzyjaźnione dziewczyny wybrały się na „Dom dobry”, ja akurat tu się wyłamałam. Filmy, niosące tak ogromny ładunek emocjonalny wolę oglądać w zaciszu domowym. Ale Mikołaj to co innego! Świąteczna komedia w sam raz na babskie andrzejkowanie.![]()
Nawet córki zabrałyśmy z sobą, niech młode też mają frajdę!
Było swojsko i przyjemnie. W kolejce po popcorn prawie sami Polacy, na sali kinowej – również. Choć, żeby nie było, inne nacje też mogą obejrzeć polski film, bo zawsze są wyświetlane angielskie tłumaczenia.
Zapadłyśmy się w pluszowych fotelach, córki chrupały ziarenka popcornu. Wielki ekran przeniósł nas do ojczyzny, a konkretnie do Bielska – Białej i Warszawy, bo tam toczyła się akcja. I choć fabuła była dość przewidywalna, bohaterowie nieco przerysowani, a relacje obtoczone w cukrze pudrze jak rodzynki w serniku – to film nam się podobał.
Na ten moment właśnie takiego kina potrzebowałam. Nieskomplikowanego, kojącego, pozwalającego choć na chwilę oderwać się od wszystkich tragedii i nieszczęść świata.
Oś fabularna (w ogromnym zawężeniu oczywiście) skupiała się na dziewięcioletniej Zosi, która wyruszyła na spotkanie z Mikołajem do studia telewizyjnego, by prosić o uratowanie chorej babci Sabinki.
Zosi towarzyszyła cała plejada postaci: mama, która właśnie wzięła ślub; biologiczny tata, który dopiero co wyszedł z więzienia; jego dziewczyna Aldona marząca o karierze celebrytki. Jednak nas najbardziej zauroczyły babcine przyjaciółki – seniorki odgrywane przez nestorki polskiej kinematografii. Wspaniale było zobaczyć na ekranie znane i lubiane twarze!
Zaśmiewałyśmy się z gagów i zabawnych sytuacji, ale czasem łezkę otarłyśmy ze wzruszenia, może nie każda z nas, ale te bardziej podatne na sentymenty. Bo film bawił, ale przy okazji trącał wrażliwe struny duszy.
No i te polskie akcenty: kolędy śpiewane z Orkiestrą Golców, podsmażane pierogi, prószące płatki śniegu, mróz szczypiący policzki bohaterów…
I szalik Aldony – ciepły kompres na smutki (kto oglądał, ten wie).
Żal nam było rozstać się od razu po seansie, więc całą gromadką zasiadłyśmy w pizzerii. Przy złączonych stolikach dzieliłyśmy się wrażeniami z filmu i trójkątami cienkiego ciasta z ciągnącym się serem (pewnie lepsze byłyby pierożki, którymi na ekranie raczyły się zacne seniorki, ale z braku takowych pizza też się nadała). 😉
I cóż? Cieszyłyśmy się z dobrego zakończenia (ups, spam! ale że zakończenie dobre w komedii świątecznej to żadna niespodzianka przecież?), jednogłośnie przyznałyśmy babci Jagodzie tytuł najzabawniejszej, a za Aldonę trzymałyśmy kciuki: niech otworzy się przed nią wymarzony celebrycki świat, ona sobie w nim poradzi.
To było urocze, że w obcym kraju, poszatkowanym kanałami, wśród Holendrów spożywających swój diner – mogłyśmy swobodnie pogadać po polsku, w dodatku o polskim filmie.
I pośmiać się mogłyśmy po polsku (bo Holendrzy śmieją się charkocząco). Jednym słowem szczęściary z nas! A takie wyjścia trzeba doceniać.
A jak tam u Was? Lubicie od czasu do czasu takie świąteczne filmy/książki?
Cześć. Czy przy tym stole to były ludzie oglądający wcześniej film Polacy? Znaliście się wcześniej?
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Hej, hej! Nie, nie, trochę niejasno to ujęłam. 😉
Po seansie przy stole spotkałyśmy się w polskim gronie pięciu znajomych dziewczyn, a z naszymi córkami uzbierało się nas 11.
Z innymi Polakami, spotkanymi na filmie, aż tak się nie zintegrowałyśmy, by potem umówić się na wspólny posiłek.
Ale myślę, że mogłoby tak się wydarzyć w kraju położonym dużo dalej od Polski, gdzie żyje mniej Polaków i imigranci są bardziej stęsknieni namiastek polskości.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Aaaa, to teraz już rozumiem 😊 Przyjemnego weekendu!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Obejrzałam pierwsza część, była sympatyczna i lubię nastrój podobnych filmów, byle nie były przesłodzone!
Na Dom dobry tez nie wybrałam się, za wiele emocji…
Nie wiedziałam, że nawet śmiać się można w różnych językach:-)
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Jotko, z tym śmiechem trochę żartobliwie napisałam. 🙂
Ale faktycznie niektórzy Holendrzy nawet w śmiech wplatają charkot. 😉
Tak, druga część też bardzo sympatyczna, aczkolwiek ja z kolei pierwszej nie widziałam. 🙂
PolubieniePolubienie
Zdarzało mi się chodzić na polskie seanse. Czasem zabieram wręcz Holendrów. W ramach uczenia ich, ze Polska zmieniła się odkąd widzieli ją w latach 70-90tych.
Niestety podobnie jak niektórzy moi rodacy tutaj – czasem unikam wyjść na polskie eventy, bo nie lubię dużych skupisk Polaków. Różnie to z nimi bywa. To chyba jedyna grupa tutaj w NL, która potrafi iść do kina z butelką wódki.
Nie wiem, czy zaglądasz do mnie na bloga, ale ostatnio wspominałam tam, że biorę udział w organizacji festiwalu polskich filmów. Obiło mi się o uszy, że nie jesteśmy jedynym takim eventem w Holandii. Czy w Twojej okolicy też są organizowane festiwale polskich filmów?
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Traszko, podlinkujesz mi proszę ten post?
Chętnie dowiem się więcej.
My mieszkamy w prowincji Haarlemmermeer, ale nie słyszałam o festiwalach polskich filmów w okolicznych kinach. Może coś przeoczyłam?
Pozdrawiam, Traszko.
PolubieniePolubienie