Jest prawdą powszechnie znaną, że dzieci sprawiają mnóstwo kłopotów, aczkolwiek potrafią też sprawić radość, nie wspominając, że czasem po prostu się przydają. A przydają się w sytuacjach, gdy człowiek dojrzały chce na chwilę zdjąć gorset dorosłości (taki gorset, wiadomo, fajna rzecz, ale potrafi uciskać). Ponadto przydają się, gdy człowiek dojrzały zwyczajnie zatęskni za własnym dzieciństwem, które odjechało w siną dal i se ne vrati.
Właśnie wtedy na ratunek przychodzi niepełnoletni przedstawiciel ludzkości! Dziecko.
Rola matki, babki, ciotki tudzież belferki etc. (plus to samo w wydaniu męskim) w końcu dostarcza jakichś plusów!
Przyznam się Wam, że ja zostałam mamą, aby bez wyrzutów sumienia i bez ograniczeń czytać dziecięcą literaturę. Tak! Te wszystkie Pippi, Karolcie, Magiczne Krzesła, Muminki, Dorotki, Baśnie… uwielbiam.
Z mniej więcej podobnych powodów udzielam się pomocowo w szkole Okruszka. Dla profitów.
Wolontariat w bibliotece, dekorowanie szkoły na przyjazd Mikołaja i Piotrusiów, sprzątanie owych dekoracji, ponowne dekorowanie, tym razem na okoliczność Bożego Narodzenia (to są innego rodzaju dekoracje, jeśli ktoś miałby wątpliwości), potem znów sprzątanie… oczywiście nie samej, lecz w towarzystwie innych Gorliwych Rodziców. Nie wiem, jak to jest w przypadku Gorliwych Rodziców, ale mnie do pomagania motywują wyłącznie… korzyści!
Ano tak, zbieram je jak znaczki kolekcjonerskie: pierwsza – poznanie nowych osób, druga – praktykowanie języka, trzecia – pierwszeństwo w elitarnych wydarzeniach, czwarta – … Na pewno jest i czwarta, i piąta, a może nawet dziesiąta, ale zatrzymajmy się przy trzeciej: elitarnych wydarzeniach.
Elitarne wydarzenia to głównie szkolne wycieczki.
Super sprawa: atrakcyjny wyjazd, w dodatku za darmo (no, może jedynie za opiekę nad grupką dzieci, ale to drobiazg, nie warto wspominać).
Tą drogą załapałam się na kultowy musical Frozen w teatrze cyrkowym w Scheveningen.
Frozen, czyli Kraina Lodu to kultowa opowieść o dwóch siostrach Annie i Elsie, przy czym Elsa jest obdarzona magiczną mocą, której intensywności trochę się obawia. A co znaczy: teatr cyrkowy?
Słuchajcie, taka ciekawostka: w Niderlandach wiele teatrów nosi miano cyrkowych, choćby Carre w Amsterdamie (gdzie oglądaliśmy balet „Jezioro Łabędzie”), czy właśnie opisywany Circustheater, w nadmorskiej dzielnicy Hagi. Skąd wzięły się te nazwy?
Jakieś sto, dwieście lat temu najpopularniejszą rozrywką masową był cyrk. Ludzie kochali wielkie widowiska, egzotyczne zwierzęta, występy akrobatyczne, muzykę, światła – tak jak współcześnie lubi się kino, teatr, koncerty.
Po Europie podróżowały wielkie trupy cyrkowe, a Holendrzy rozsmakowali się w występach. Jako kraj zamożny, otwarty na nowe trendy, a także… deszczowy – zaczęli budować duże, zadaszone budynki (bardzo eleganckie) przeznaczone specjalnie na potrzeby cyrkowców. Wszystko po to, by widowiska mogły się odbywać przez cały rok, niezależnie od pogody/niepogody.
Z biegiem czasu zmieniła się moda i zapotrzebowanie na rodzaj rozrywki, więc budynki stricte cyrkowe zostały zmodernizowane i dostosowane do nowych preferencji publiczności.
I tak oto Circustheater w Scheveningen, otworzony w 1904 jako miejsce występów Cyrku Schumanna, od mniej więcej trzydziestu lat specjalizuje się w produkcjach musicalowych i są to międzynarodowe hity: Król Lew, Mary Poppins, Tarzan, czy aktualne Frozen (w marcu do repertuaru wejdzie Harry Potter).
Teatr jest pięknie położony, wystarczy przejść przez ulicę, by znaleźć się na nadmorskiej plaży, ze słynnym piętrowym molo i diabelskim młynem.
Zatem najpierw się ukulturalniamy, a potem usportawiamy: hop-siup nad Morze Północne po spacer, rozruch mięśni, wietrzenie głowy i inhalację jodem.
Wracając do naszego elitarnego wyjazdu – pozwólcie, że pominę milczeniem (jakże wymownym!) podróż z dziećmi autokarem – sam musical był wspaniały! Dekoracje, kostiumy, scenografia – na bogato!
Zimowa sceneria, baśniowy zamek i zaskakujące efekty specjalne: prószenie śniegu, magiczne sztuczki Elsy, skuwanie lodem powierzchni robiły wrażenie! Jednak dzieciom zdecydowanie najwięcej radości sprawiał bałwanek Olaf i renifer Sven. Każdorazowe pojawienie się na scenie jednego lub drugiego wywoływało salwy śmiechu i okrzyki radości.
Jak musical, to oczywiście były piosenki! Orkiestra grała na żywo.
Ręka w górę, kto nie zna hitu: „Mam tę moc!”?
Wiem, że największym powodzeniem cieszył się on dobrych kilka lat temu, ale zapewniam Was, że dzieciaki nadal pamiętają tekst.
Po niderlandzku refren brzmi: „Laat het los, laat het gaan!”, śpiewała cała sala.
Z uśmiechem i sentymentem przypomniałam sobie tę frazę i z nią Was pozostawiam. Bo co tu więcej się rozpisywać!
Macie moc! Tylko w to uwierzcie i róbcie ze swojej mocy użytek.
Dzieciaki bynajmniej w swoją moc nie wątpią, a z dorosłymi bywa już różnie, niestety. Więc przypominam: macie moc!
A Wam: nauczyciele, rodzice, dziadkowie, wujkowie i wszyscy, którzy dzierżycie pieczę nad dziećmi, współczesnymi dziećmi – życzę SUPERMOCY!
(Kto ma wątpliwości, niech jedzie jako opiekun na wycieczkę szkolną.)
Ps. Żeby nie było, cały tekst zawiera lokowaniu sarkazmu, więc potraktujcie go z przymrużeniem oka. ![]()
To także o mnie, praca w szkole podstawowej i biblioteka dla dzieci, to wieczne dzieciństwo! Dzięki za wyjaśnienie cyrkowej nazwy, bo trochę mnie zdziwiła.
Supermoce potrzebne, bo dziadkowie się starzeją, a dzieci coraz bardziej wymagające!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Oj, prawda, Joteczko.
Ciężkie czasy dla wychowawców, pracowałaś tyle lat w szkole, więc znasz temat. 😉
I z roku na rok wcale nie jest łatwiej.
Pozdrawiam Cię, a Mikołaja proszę, by przybył z supermocami dla dziadków.
PolubieniePolubienie
Cześć, czyli jak widzę to same zalety, ale sobie – trzeba korzystać jak się daje a przy okazji robi się coś dobrego dla innych (no i dla siebie).
Pozdrowienia serdeczne 😃
PolubieniePolubienie
Same zalety, tylko dziwnym trafem, jakoś nikt nie chce się na te szkolne „imprezy” pisać. 😉 🙂 🙂
Dyrektorka musi za uszy ciągać chętnych. 😉
Więc ten tego… 🙂
Pozdrawiam przedświątecznie. 🙂
PolubieniePolubienie
Dobrze, że już niedługo święta, to sobie odpoczniesz, po tak intensywnej pracy. Moc mocą, ale i jej może zabraknąć, gdy rok dobiega końca. Pozdrawiam.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Masz rację, Iwonko, gdy rok dobiega końca, każdy już chodzi z nosem do ziemi, a ponura pogoda i brak słońca nie poprawiają nastroju.
Choć wiesz, ja ten artykuł pisałam humorystycznie, z autoironią.
Dzięki Bogu, nie mam powodów do narzekania, a ten rok obył się ze mną akurat dość łaskawie, mimo że ogólnie, w mediach, ale też dla moich przyjaciół 2025 porządnie dał w kość.
Trzymaj się Iwonko, wszystkiego dobrego przedświątecznego!
PolubieniePolubienie