Takie tam smętne bajanie – bujanie…

3dbbb9a6-05f2-4a2f-a3e9-cf77f0569ddf

Wróciliśmy! Byliśmy na wakacjach w Polsce. To nasza coroczna tradycja: objazdówka po rodzinie. Bo w końcu jest na to czas, jest ku temu okazja. Toteż intensywnie odbywaliśmy odwiedziny, wizyty, spotkania. Koncentrat rozmów. Musi być koncentrat, taki fest zagęszczony, by po powrocie wystarczył na dłużej. Bo w Holandii z każdym dniem, tygodniem, miesiącem będzie się rozwadniał – aż z gęstego syropu zostanie wodnisty płyn – wyprany z koloru, z ledwie posmakiem lata, takim naprawdę mizernym.

Po wakacjach zwykle uaktywnia się mój syndrom emigranta.
Owo poczucie braku przynależności.
Niekiedy tylko delikatnie łaskocze pod powiekami, ale czasem zadrapie.
Gdzie jest właściwie mój dom? W Holandii? W Polsce?
Gdzie jestem u siebie?
Wiem, i tu, i tu;  ale gdzie bardziej?

c39ef3c5-5b73-442e-95d1-bdd2e371c790

WhatsApp Image 2026-08-19 at 21.46.27

5422a6d7-b4df-4e47-84f9-749739b5c0c9

Znak zapytania rośnie, jak nadmuchiwany balon.
Staje się tak duży, że mogę go objąć ramionami. Wczepiam palce w sprężystą powłokę. Spokojnie, nie przebiję jej, uważam.
Wspinam się na esowate ramiona pytajnika. Moszczę się w zaokrąglonej połówce jak w łupinie orzecha. Tylko nogi wystawiam na zewnątrz i bujam nimi, niby beztrosko. Ze źdźbłem kłosa w ustach obserwuję otoczenie. Niedługo.
Pytajnik ma kształt falisty. I brzegi śliskie. Zsuwam się bezwiednie.

Ląduję na drugiej połówce, tak samo zaokrąglonej, tylko odwrotnie zakręconej. Siadam, bujam nogami, obserwuję otoczenie z kłosem w ustach.
Wszystko tak samo, a jednak z zupełnie odmiennej perspektywy.

I tak sobie lawiruję między dwiema połówkami.
Polska – Holandia. Holandia – Polska.
Wiatraki – szczupaki, tulipany – umiłowany, kanały – banały, rowery – covery, niziny – wypociny, albo odleżyny…
Tak, robią mi się odleżyny! Nic dziwnego! W końcu ile można polegiwać w znaku zapytania? Kulać się z jednego zaokrąglenia w drugie? Noż w głowie może się zakręcić i to nieźle. Dlatego: hop!

Zeskakuję na trawę. Drobne źdźbła kłują mi podeszwy stóp.
Przeciągam zesztywniałe mięśnie, prostuję plecy.
Pytajnik, uwolniony od mojego ciężaru, natychmiast unosi się w powietrze. Mówiłam, że to balon! Z helem.  Leci spokojnie, niewzruszenie.

Unoszę dłoń w geście pożegnania,  ale wówczas uświadamiam sobie, że przecież to był mój azyl, moje schronienie – te dwa elipsowate ramiona pytajnika, odbijające się od siebie nawzajem jak w lustrzane.
Więc biegnę, więc wołam:
– Ej, wracaj! Nie uciekaj.

Balon – pytajnik nie słyszy. Wsuwa się między obłoki, miękko jak brakujący puzzel. Już go nie widzę. Sońce mnie razi. Zapomniałam słonecznych okularów! Formuję daszek z dłoni i skanuję błękit aż po horyzont, aż oczy pieką od oślepiającej jasności. Na nic. Znak zapytania rozpłynął się w przestworzach.

9b27753b-641b-4d3b-8700-c2f1360ca49a

0d4878c5-6941-4a99-aaac-f75c058cad5a

669880d6-65ac-4389-a14e-82ddd44860d9

Trzeba mi iść dalej.
Wtedy zauważam ją w trawie. Kulę. Wygląda jak piłka, taka zwykła, plażowa. Podnoszę ją, jest lekka, wypełniona powietrzem. Obracam między palcami.
I już wiem: przecież to kropka. Przynależna do pytajnika; ta która zwykle stoi u dołu. Zaraz, zaraz, jak się to nazywa? Znak diakrytyczny. Kropka, kreska, przecinek. Pytajnik uleciał, została kropka.

I co ja mam z nią zrobić? Rzucić w górę, może też pofrunie?
A może ją zatrzymać? Przytrzymać? Jak zielony kamyk na szczęście?

***

Ps. Witajcie, blogowi Przyjaciele!
Dobry miesiąc tu nie zaglądałam. Odwykłam od pisania.
Na szczęście Igotata – nie! Zobaczyłam, że szanowny małżonek spreparował nowe wpisy, ale ja ich, szczerze mówiąc, nie czytałam.
Zabrakło mi odwagi. Wystarczyło, że zobaczyłam zdjęcia (a prosiłam, by moich nie wrzucał, to nie słucha!) i już się bałam dalej czytać.
Ale żeby nie było tylko na Igotatę, ja ze swoimi starymi wpisami mam to samo!
Jakiś podskórny wstyd nie pozwala mi do nich wracać. Napisane, poleciało w eter, nie ma. Nie sprawdzam. Nie wracam. Zostawiam. Idę dalej.
Powiedzcie, czy też tak macie? Domyślam się, że nie. Ale pocieszcie mnie, może chociaż czasem? Winking smile Czaseczkiem? Winking smile

4ad3ce8f-dbf1-4b6c-bb80-e08d78223b72

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Takie tam smętne bajanie – bujanie…

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Też tak mam, pocieszam Cię prawdziwie, czyli nie wracam do napisanych tekstów, skoro mam iść naprzód, więc to normalne.
    Na pytanie: gdzie jesteś? jest tylko jedna odpowiedź: tam jesteś, gdzie Twoja Rodzina. To nie ziemia ważna, a bliscy ludzie, którzy Cię otaczają. Ja mogłabym być na końcu świata, ale z tymi, których kocham. I tam by była moja ojczyzna, moje miejsce na ziemi, gdzie oni, gdzie bylibyśmy razem.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  2. oko's awatar oko pisze:

    nie przesadzaj. w końcu piszesz między innymi dla siebie. więc wstydzić się nie ma powodu. chyba że nałgałaś okropnie i teraz Ci głupio. a zdjęcia znakomite – w godziwych warunkach przyszło wypoczywać.mieszkać.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Alodia1949's awatar Alodia1949 pisze:

    Bardzo piękny tekst napisałaś, niebanalny i zabawny – brawo!

    Dla mnie ojczyzną jest także język i dlatego między innymi, nie zdecydowałam się na emigrację. Brat wyemigrował, założył rodzinę ale nie był tam szczęśliwy a potem zginął w wypadku.

    Nie wracam do swoich wpisów.

    Polubienie

  4. jotka's awatar jotka pisze:

    Ja tez nie wracam, gdy raz zajrzałam, na te wcześniejsze dużo dużo, to przekonałam sie, ile wody upłynęło i chyba ciągle się zmieniam…

    Ne myśl za wiele, żyj tu i teraz, znajdzie sie wiele osób, które pozazdroszczą Ci dwóch miejscówek na wakacje:-) Dzieci dwu lub trzyjęzyczne, świat stoi przed nimi otworem!

    Byle na świecie było spokojniej!

    Polubienie

Dodaj komentarz