Odkąd mieszkam na emigracji, mój wewnętrzny radar wyłapuje z otoczenia najmniejsze drgnienia polskości. A tych, o dziwo (i całe szczęście!), w Holandii nie brakuje. Nie tak dawno opowiadałam o wykładzie dr Ewy Woydyłło, potem o projekcji „Lalki” Kawalskiego w tutejszych kinach.
Natomiast w minioną sobotę Polska Szkoła w Oss zorganizowała spotkanie autorskie z pisarką Joanną Jagiełło. Jako że wydarzenie miało charakter otwarty, skorzystałam z życzliwości gospodarzy i wybrałam się na nie z dwunastoletnią córką.
Nie zniechęciła nas nawet perspektywa półtoragodzinnego dojazdu!
Dlaczego? Bo lubimy książki Joanny Jagiełło.
Doceniamy jej lekkie pióro, bujną wyobraźnię, poczucie humoru, ale także szacunek, z jakim traktuje młodego czytelnika, uważność na problemy młodzieży i odwagę w poruszaniu trudnych tematów.
Mimo że wiek nastoletni mam dawno za sobą, zdarza mi się sięgać po literaturę młodzieżową. Poniekąd z sentymentu, a trochę – gdyż jako mama trojga nastolatków – chcę nadążać za młodym pokoleniem.
I tak, parę lat temu, w moje ręce trafiła „Kawa z kardamonem” -na spotkaniu dowiedziałam się, że była to powieść debiutancka. Polubiłam główną bohaterkę, Linkę, do tego stopnia, że później sięgnęłam po tom drugi, trzeci, a w końcu czwarty, domykający „Kawową” serię.
Jakiś czas temu wspólnie z młodszą córką czytałyśmy „Pamiętnik Czachy”, a potem „Urodziny”, które wzbudziły w nas sporo emocji.
Bo wyobraźcie sobie taką sytuację: Majka zaprasza na swoje przyjęcie urodzinowe całą klasę, pomijając trzy osoby. Znamy to z życia, prawda? Wykluczenia z grupy zdarzają się nagminnie.
I bolą, w młodym wieku o wiele dotkliwiej, gdyż tutaj odporność psychiczna i poczucie wartości dopiero się kształtuje, a akceptacja rówieśników i przynależność do grupy to podstawa.
Choć książka traktuje o poważnych sprawach, napisana jest w ciepły sposób. Przyjemnie się czyta! Pamiętam, że młodsza córka i ja, podczas wspólnej lektury, niejeden raz wybuchałyśmy śmiechem, co zresztą przykuło uwagę starszej córy, dziewiętnastolatki, która przysłuchiwała się naszemu czytaniu zza uchylonych drzwi swojego pokoju. Przyznała się do tego dopiero po jakimś czasie, gdy przeszłyśmy do kolejnej książki, wyjrzała do nas z zapytaniem:
– A wy już nie czytacie o Jessice, Grubym i tamtym chłopcu z biednej rodziny? No, o tych urodzinach?
– “Urodziny” skończyłyśmy – odpowiedziałam, a starsza nie kryła rozczarowania:
– Ojej! A dlaczego nie poczekałyście na mnie?
Nie było rady, musiałyśmy jej streścić końcówkę.
Ale ta anegdota jedynie potwierdza, że dobra książka łączy pokolenia i że Joanna Jagiełło potrafi zaangażować emocjonalnie czytelnika, nawet opornego, który twierdzi, że wyrósł z targetu. 😉
Wracając do spotkania autorskiego – warto było poznać panią Joannę na żywo, zza okładek książki – zobaczyć człowieka. Tak po prostu.
Wiedziałam z mediów, że Joanna Jagiełło jest sympatyczna, życzliwa i otwarta, ale teraz mogłam tego doświadczyć w kontakcie bezpośrednim.
A tak w ogóle to jest kobieta – orkiestra, która gra wieloma talentami.
Poza tym podejrzewam, że musiała zawrzeć tajny pakt z Czasem, dzięki czemu jej doba liczy więcej godzin niż w przypadku zwykłych zjadaczy chleba! Bo jak inaczej wytłumaczyć wszystkie aktywności, których się podejmuje?
Obok pisania – komponuje, śpiewa, gra na gitarze. I maluje obrazy, jest świeżo upieczoną absolwentką studiów podyplomowych na Akademii Sztuk Pięknych.
Wiele podróżuje. No, a prywatnie jest mamą i babcią, co – notabene – wyjaśnia jej doskonałą znajomość dziecięcej psychiki oraz potrzeb i problemów młodych ludzi. Nic dziwnego, że pani Joanna od razu nawiązała świetny kontakt z uczestniczącymi w spotkaniu dziećmi.
Zaczęła od przybliżenia początków swej pisarskiej drogi.
Już we wczesnym dzieciństwie lubiła czytać i pisać. Dziadek kupował jej książki, a ona sama, jako sześciolatka, napisała książeczkę o podwórzowym psie Pifie, którzy zerwał się z łańcucha i wyruszył w podróż dookoła świata.
Natomiast dwunastoletnia Joasia chciała zostać dziennikarką.
Hodowała świnki morskie, w sumie miała ich aż dwadzieścia osiem. W gazetce hodowcy wymyślała o nich historyjki.
Później pracowała jako tłumaczka i nauczycielka języka angielskiego, a marzenie o pisaniu zamknęła – jak powiedziała – w złotej klatce, pod sercem. Na szczęście marzenie znalazło sposób, by się z tej klatki wydostać.
Dziś w dorobku Joanny Jagiełło znajduje się ponad pięćdziesiąt książek!
Dzieci zadawały przeróżne pytania, choćby: “Co jest najlepszego w pisaniu?”
No właśnie TO: możliwość tworzenia; wymyślania światów, bohaterów, przygód.
Niektóre pytania: „Jaki kolor się pani podoba? Jaka jest pani ulubiona potrawa?” niekoniecznie były związane z zawodem pisarza, ale nikomu to nie przeszkadzało. Dziecięca szczerość bywa rozbrajająca! Niekiedy może wprawić w zakłopotanie: „Ile pani ma lat? Ile pani ma pieniędzy?” – pytały dzieci, a Joanna Jagiełło, z wyczuciem i humorem, zaspokajała ich ciekawość.
Zdradziła też kilka tajników swojej pracy i okazało się, że pisarze nie mają zwykłych wakacji, bo nawet jeśli na wyjeździe nie piszą, to poszukują inspiracji do kolejnych książek, rozglądają się za ciekawymi miejscami, wymyślają bohaterów i bacznie obserwują otoczenie.
Przedstawiła też kilka wybranych książek, bo wszystkich – przy tak potężnym dorobku – przedstawić nie sposób.
„Olaf i Stella” – opowieść o fokach z Helu, do których przypływa nieznajoma ze Szwecji. Biała nakrapiana Stella szuka nowego domu, co nie do końca odpowiada miejscowym fokom.
„Zbój” jest z kolei inspirowany prawdziwą historią. Tytułowy bohater (lama) zbiegł z zagrody w Karkonoszach i wędrował na wolności, by odnaleźć Ducha Gór.
Seria Biuro Śledcze „Trop Sekret” oferuje detektywistyczne zagadki, z którymi mierzą się Inka i Filip.
Cykl „Wielkie Trio” opowiada o przygodach sympatycznych trojaczek, które przy okazji zawsze uczą się czegoś nowego.
Bardzo pouczająca jest również kolekcja skierowana dla najmłodszych „Wszystko powiem babci”. Babcia Agnieszka zawsze znajduje czas dla swojej wnuczki Zosi i dzieli się z nią wiedzą, niezależnie czy dotyczy ona mowy zwierząt, jednorożców, świetlików czy kupy dinozaura.
Z kolei młodzież może sięgnąć po „Zielone martensy”, „Najukochańszą” czy „Popękane życie”.
Najtrudniejsze emocjonalnie są „Jak ziarnka piasku”, powieść dla starszej młodzieży o tragedii i sprawach z pogranicza tabu.
Mądra książka może stać się zaczątkiem szczerej rozmowy.
Literatura ma ogromną moc oddziaływania i może pokonać granice, nie tylko między krajami, ale też te międzyludzkie.
A my, córa i ja, wróciłyśmy ze spotkania autorskiego bardzo zadowolone, oczywiście z nowymi nabytkami książkowymi. I z autografem!:)
Z sympatią wspominamy promienny uśmiech Joanny Jagiełło i okołoliterackie rozmowy.
Jak dobrze, że chce się Wam brać udział w takich wydarzeniach mimo że trzeba, dość daleko, jechać. Nie znam tej autorki a w moim pokoleniu czytało się książki dla młodzieży Krystyny Siesickiej. Była też wrocławska pisarka Stanisława Platówna, która nie miała dzieci ale korzystała z doświadczeń rodzinnej młodzieży. Była córką śpiewaczki operowej Franciszki Platówny.
Takie spotkania mają wiele zalet, a jeśli osoba autora/ki przypadnie nam do serca, to już w ogóle piękna sprawa. Dzieciaki lubią opowieści z dreszczykiem, a widzę, że książki pięknie wydane! Gratulacje!