Gdy licho mnie bierze

84356576_171486750806116_4765932106641571840_n

Nie jestem przesądna. Nie, wcale.
Uważam, że trzynastka może być tak samo szczęśliwa jak siódemka, a siódemka równie pechowa co trzynastka. Gdy słyszę, że nie wolno mi kłaść torebki na podłodze albo siadać na rogu stołu, to się uśmiecham.
Pieniędzy i tak noszę niewiele w portfelu, a na rogu przecież już mogę – jestem mężatką. Zatem nie, nie jestem przesądna.
Tylko czasem… nachodzą mnie wątpliwości.

Pamiętacie może naszą osławioną wyprawę do Hiszpanii (trzydniową!), tak pieczołowicie opisaną przez Igotatę? Powiedzmy, że tak (niech ma Igotata). Winking smile
Natomiast ja pamiętam dokładnie, że właśnie wtedy przebiegł nam drogę czarny kot. Zaśmiałam się, wszyscy się roześmialiśmy.
No bo co ma do nas czarny kot, w dodatku cudzy? Nic!
Tymczasem po chodniku rozwinął się kłębek… pecha.
Wełna oplotła nam nogi i odtąd wszystko szło na opak: samolot nie poleciał, na następny czekaliśmy kilkanaście godzin, pociąg do Barcelony miał opóźnienie, a jak już wsiedliśmy do kolejnego, to ten zepsuł się i utknął między stacjami.
Pech mnożył się przez pączkowanie i w rezultacie po powrocie „z wakacji” zamiast tryskać energią i dobrym humorem, padliśmy na łóżka jak kłody.

Dlaczego o tym wspominam, skoro nie jestem przesądna?
No bo przecież nie jestem?

A znacie przysłowie: „Jaki Nowy Rok, taki cały rok”?
Jasne, że znacie! No to zdradzę Wam, że się martwię.
A martwię się dlatego, że pierwszy dzień stycznia przeleżałam w łóżku z okropnym bólem pleców. Kto czytał notatkę Okruszka, ten wie.
Z powodu mojej niedyspozycji odpuściliśmy nawet nasze, tradycyjne już, sylwestrowe kinderparty. Zagraliśmy w catana i „Podaj dalej”, a o dwudziestej pierwszej wypiliśmy truskawkowego bezalkoholowego szampana i dzieci poszły spać – a ja z nimi, bo plecy tak rwały, że nie szło siedzieć.

84984857_506097210110092_90737411830579200_n

Przez resztę sylwestrowej nocy Igotata pracował na komputerze, a ja leżałam w łóżku z rozgrzewającym pasem na plecach.
Próbowałam uciec w sen, co było znacznie utrudnione przez nieustanne wystrzały petard za oknem. Obserwowałam, jak panujący w pokoju mrok kurczy się aż do całkowitego zaniku, w ułamku sekundy  świat zastyga, po czym następuje eksplozja: odpryski różu, fioletów i złota wypełniają przestrzeń. Głośno, rytmicznie, tanecznie, sylwestrowo.
„Fascynujące” – wymruczałam spod kołdry i zasnęłam, nie wiadomo kiedy.

Straciłam toast o północy, przegapiłam sylwestrowe życzenia.
Szkoda, bo “to se ne wrati”.
W zamian mój pierwszy dzień w roku wydłużył się, jak nigdy przedtem.
Obudziłam się już o szóstej.
Po całonocnej inwazji decybeli, cisza poranka wydała mi się nienaturalna, podejrzana. Przeraziłam się. Może świat się skończył?
Chciałam zerwać się z łóżka, podbiec do okna, upewnić się, że jest jak dawniej, ale ból – wyspany i wypoczęty niczym zdrowy niemowlak – przyssał się do mnie z nadspodziewaną mocą, a konkretnie: przyssał się do moich pleców.
Krzyknęłam z bólu i… zdziwienia.
Co jest?! Własne ciało chce mi być więzieniem?!

No i, w ten sposób, uciekł mi Nowy Rok.
Zakopał się w pościeli, znieczulony tabletką.

Nie, ja nie narzekam. Winking smile
Ta sytuacja miała też dobrą stronę. Nie musiałam stać przy garach, rodzinka przyniosła mi jedzonko do łóżka, ba, nawet torcik noworoczny się znalazł!

80892967_823845451389449_1471953075513065472_n

No i w końcu skończyłam opasłego, ale pięknego „Szczygła”.

Po kilku dniach wszystko wróciło do normy, ciało przestało być więzieniem, znów dogadywaliśmy się jak starzy kumple.
Ciało dźwigało codzienne obowiązki, biegało slalomem odhaczając kolejne punkty dnia, jeździło na rowerze, a raz to nawet w basenie sobie popływało.
Tak że tego, luzik. Smile

84072571_203230577531163_3692014236227076096_n

Aż… znowu przyszedł sylwester.
Mały, nieoficjalny, kameralny sylwestrzyk (założywszy, że w ciągu roku mamy sylwestrów dwanaście: ten grudniowy – wszystkim znany i jego jedenaścioro młodszego rodzeństwa).

Ostatni dzień stycznia, a u mnie: gorączka i ból gardła.
Ból z tych, co to spać nie pozwalają.
No bo niby jak mam zasnąć, gdy nie mogę przełknąć śliny?
A nie mogę jej przełknąć, bo za bardzo boli.
Gardło puchnie, jeść ciężko, nawet ziewnąć nie można, bo i głupie ziewanie boli.

I znów – hop! – uciekł mi początek lutego.
Opuściłam lekcje niderlandzkiego, nie ugotowałam obiadu, nie posprzątałam.
Za to dokończyłam „Biegunów” i Szwaję (zawsze czytam dwie książki jednocześnie: coś ambitniejszego i lżejszego, dla równowagi).

Dziś czuję się dobrze, energia mnie rozpiera i próbuję nadrobić stracone chwile.
Stukam maile, taszczę zakupy, odrabiam pracę domową, nastawiam pranie.
Znów czytam tylko przed snem i w poczekalni, gdy dzieciarnia ma zajęcia dodatkowe (a miejcie ich, miśki, jak najwięcej!).

Nie, nie jestem przesądna. Wcale.
Tylko boję się, jakie licho się do mnie przypałęta w ostatni dzień lutego.
Albo marca czy kwietnia…
Przecież jeszcze tyyyyyle minisylwestrów przed nami. Winking smile

84671697_180046286424288_8336872529054400512_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „Gdy licho mnie bierze

  1. Teresa pisze:

    Ja też nie jestem przesądna. Ten kot 😉 jednak daje do myślenia. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  2. jotka pisze:

    W razie czego odpukuję w niemalowane!
    Kochana, odpędź złe myśli i miej nadzieję, że najgorsze za Tobą. Niedyspozycje czasami się zdarzają seriami, obniżka formy, może twój organizm oczekuje spowolnienia, bo ileż można pracować na 3 etatach?
    Przynajmniej rodzinka miała okazje Cię zaopiekować, czy zawsze musisz iść na czele?
    Nie złość się na swoje ciało, przytul je i porozpieszczaj:-)

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Och, Jotko, mów mi tak jeszcze… 🙂
      Twoje słowa działają jak bąbelkowa kąpiel. Cudowne odprężenie.
      I masz rację, skoro ciało prosi o zwolnienie, to trzeba go posłuchać i dać sobie pozwolenie na chwilę relaksu.

      Polubienie

  3. Ultra pisze:

    Nie jesteś przesądna, to pewne jak dwa dodać dwa, ale spowolnij swoje zadaniowe bieganie. Rozdaj karty obowiązków każdemu z domowników, a Ty w tym czasie leż na podłodze z nogami pod kątem prostym w kolanach (może być taboret podłożony) po kilka minut dziennie, bo takie wypadanie kręgów może się powtórzyć. Zadbaj wreszcie o siebie, nie tylko o wygodę domowników. Nie tylko Ty masz ręce. A kot, jak mu się nie chce sprzątać, niech leży w brudzie i chodzi wymięty.
    Serdeczności zasyłam dla Ciebie i całej wesołej Rodzinki

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję stokrotnie, Ultro.:)
      Zastosuję się do Twojej rady i postaram się pamiętać o tym leżeniu z kolanami pod kątem prostym. Rwa kulszowa to rzecz paskudnie bolesna i nie mam zamiaru bezczynnie czekać na kolejny jej atak. Trza zapobiegać. 😉
      Gdyby jeszcze ci moi domownicy bardziej garnęli się do obowiązków.
      Pewnie popełniam błąd, ale jak widzę niezadowolone miny, to wolę sama coś zrobić.
      Tylko przykro mi potem i myślę sobie, że nasza rodzinka wcale nie taka wesoła jakby z bloga wynikało. 😉

      Polubienie

      • MS pisze:

        Kochana jako matka 5 dzieci powiadam Ci, leż, odpoczywaj, czytaj ksiązki, ulubione blogi.Moja mama mówiła: „szanuj się, bo jak się sama nie uszanujesz, to nikt Cię nie uszanuje” i powiem Ci, że miała kobitka rację 🙂 Kurze, nie uciekną, dzieci się nie rozchorują jak raz, czy dwa zjedzą tosta na obiad 🙂 Spokojnie dasz radę wszystko ogarnąć jak będziesz do tego zdolna.

        Polubione przez 1 osoba

        • Igomama pisze:

          Masz piątkę dzieci i tyle optymizmu i spokoju w sobie?
          Wspaniała jesteś!
          Gratuluję, podziwiam i chylę kapelusza przed Tobą. 🙂
          I chętnie skorzystam z Twoich rad, wskazówek i doświadczeń.
          Szacun. :)*

          Polubienie

          • MS pisze:

            Igomamo na stanie już 4, od października będzie 3. Towarzystwo zaczyna się usamodzielniać, co mnie z jednej strony cieszy, a z drugiej zaczynam odczuwać syndrom opuszczonego gniazda 😦 No, ale cóż takie prawo natury.

            Polubione przez 1 osoba

  4. Anna pisze:

    Przesądna sobie bądź albo nie, byle zadowolona. zdrowia życzę bardzo, a Szczygieł i Bieguni bardzo ok. Pani Szwaji nie czytuję.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Anno, i to jest właściwie podejście. 😉
      Być zdrowym i zadowolonym – oto priorytet, a reszta, na przykład przesądność , to dodatek.;) Ja przesądna akurat nie jestem. Wierzę natomiast w siłę autosugestii i raczej obawiałabym się, że wmówię sobie sylwestrowe choroby i ciało mnie posłucha, na zasadzie samospełniającej się proroczni.

      Polubienie

  5. MS pisze:

    Igomamo potrzebuję do Ciebie jakiś kontakt na prv, bo mam kilka pytań o Holandię 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  6. Iwona Zmyslona pisze:

    Dalej nie bądź przesądna, natomiast skorzystaj z rad Ultry, Jotki i wszystkich, którzy radzą pomyśleć o sobie. Trzymam kciuki za całą rodzinkę. Tytuły książek sobie spisałam, może wróci mi chęć czytania, bo na razie jestem na „nie” ze wszystkim. Uściski.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Iwonko, dziękuję za miły komentarz.
      Ale zmartwiłaś mnie tym wszechobecnym „nie”. 😦
      To pewnie „zimowa” chandra, styczniowo – lutowe przesilenie.
      Oby nic więcej i oby szybko minęło.

      A co do książek – Szwai nie notuj, bo to części trylogii.
      Musiałabyś zacząć od części pierwszej o nieco przekornym tytule: „Klub mało używanych dziewic” (tytuł wprawia w konsternację, ale książka jak najbardziej pozytywna o czterech czterdziestoletnich przyjaciółkach, które chcą zrobić w życiu coś pożytecznego).

      Uściski
      Ps. I poprawy samopoczucia życzę.

      Polubienie

  7. agacia336 pisze:

    Zdrowka!

    Ja za to jestem troszke przesadna i choc wmawiam sobie, ze to glupoty, to zawsze czuje lekki stres i scisk zoladka, nic nie poradze. 😉

    Polubione przez 1 osoba

  8. Igomama pisze:

    Dzięki Agaciu. 🙂
    Ten lekki stres i ścisk żołądka może być na plus.
    Wiesz, taki Twój system ostrzegawczy, dzięki któremu po prostu jesteś ostrożniejsza. 😉
    I to jest jak najbardziej ok.
    Pozdrówka.

    Polubienie

  9. Magdalena B-P pisze:

    Ja zaś wierzę, że w poprzednim życiu byłam wiedźmą i dlatego czarny kot i trzynastka są dla mnie symbolami szczęścia (trzynastego braliśmy ślub, bo w „normalny” dzień się nie udało ze względu na wylądowanie w szpitalu, no i potem postanowiliśmy wybrać szczęśliwą trzynastkę i to był dobry wybór) 😉 Moje wiedźmowe dzieci też tak postrzegają świat – z humorem i z przekorą, znaczy. Tak na prawdę jednak nikt z nas nie wierzy ani w koty, ani w czterolistne koniczyny, ani w horoskopy, ani w żadnych bogów, demony czy inne cuda niewidy. Wierzymy w to co widzimy, wierzymy w naukę, wierzymy w naszą mądrość i nasze talenty i w to, że nawet (a może zwłaszcza) z najgorszej sytuacji, z najgorszego problemu można wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość i czegoś nowego o życiu się nauczyć, choćby pokory…

    Polubione przez 1 osoba

  10. Morgana pisze:

    Kochana
    Nie wierzę, że „13”, czy czarny kot, to od razu pech!
    Teraz cieszę się Wnusiem, szybko chcę wrócić do sprawności i cieszyć się życiem, słoneczkiem, kwiatami za oknem, bliskimi 😉
    Pozdrawiam cieplutko:)

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Och, tak. 🙂
      Ty masz teraz wnusia do kochania, Morgano. 🙂
      Cudownie. Oby zdrowie Ci dopisywało, byś była silna i sprawna, aby móc w pełni cieszyć się maleństwem. A niedługo wiosna, to będziesz miała i spacerki z wózkiem, i kwiatki, i słoneczko. Aż się chce żyć! 🙂

      Polubienie

  11. Teraz już wiesz, że tym pechem miał być koronawirus. Pech dla świata. Pozdrawiam. To niezwykłe, że określeniem Okruszek zwiesz dziecko. To tak, jak ja od wielu wielu lat. Dzieci w szkole i przedszkolu nazywałam Okruszkami i moją własną trójkę też.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję za miły komentarz. Ja moje dzieci „przezwałam” jeszcze w czasie prenatalnym.
      Pierwsza była Iskierka (wyczułam, że to dziewczynka), potem Groszek (czułam chłopca), a w końcu Okruszek – neutralnie, bo tym razem nie mogłam wyczuć kto zacz. 😉
      A z tym koronawirusem – wiem, że to brzmi niewiarygodnie i może nawet trąci pychą, ale jak popatrzę na mój „unieruchomiony” Sylwester i Nowy Rok, to aż ciarki mnie oblatują – jakby moje ciało coś wyczuwało i chciało powiadomić o tym, co nastąpi później.
      Wiem, że to niemożliwe, po prostu taki zbieg okoliczności.
      Zdrowia życzę i dziękuję za odwiedziny. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na Igomama Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s