Dziś jeszcze o Łodzi. Łodzi, która okazała się piękna, kolorowa i na pewno warta pobytu. Moja babcia dobrze znała Łódź. Mieszkała w niej w młodości. A że miała dar opowiadania, chętnie snuła różne historie, również z Łodzią w tle. Ileż to razy, za dzieciaka, słyszałam o ulicy Piotrkowskiej!
Piotrkowska ścieliła się w mej wyobraźni jak niekończący się dywan, na którym ktoś poustawiał cały świat.
Zmieścił wszystko: Misia Uszatka z bajkami na dobranoc, Juliana Tuwima z tomikiem poezji, Artura Rubinsteina z uniwersum muzyki…
Sławni reżyserzy i aktorzy zstąpili z ekranu wprost na aleję gwiazd.
Ja, cicha dziewczynka z prowincji, rozchylałam usta ze zdumienia nad niezwykłością Łodzi.
Piotrkowska, ogarnięta szałem twórczości, unosiła się nad ziemią jak latający dywan. Ale równocześnie twardo stąpała po ziemi i była blisko życia. Życia surowego, spracowanego w fabryce, z palcami pooranymi igłami, z wzrokiem zmęczonym od wpatrywania się w nitki tkanin.
Na Piotrkowskiej kwitł handel. Pracownie krawieckie szyły odzież, zakłady szewskie wytwarzały trzewiki, modystki projektowały kapelusze.
Żydzi i Polacy sprzedawali wyroby jubilerskie, meble, zabawki, artykuły spożywcze i delikatesowe.
I tak przez calutki boży dzień. Aż nadchodził wieczór i lampiarz zapalał latarnie gazowe, a mlecznożółte światło przełamywało mrok miasta.
W opowieściach babci na Piotrkowskiej zawsze panował gwar i można było znaleźć tam wszystko, absolutnie wszystko – poza roślinnością.
„Nie ma tam ani jednego drzewa, tylko bruk i kostka, nawet kwiatka nie ma – mówiła babcia, a ja otwierałam oczy ze zdumienia, bo za nic nie mogłam połączyć eldorado z betonową pustynią. Sięgałam do pudełka z kredkami (z rysunkiem Uszatka na wieczku) i w głowie zamalowywałam Piotrkowską szarą kredką.
Przyciskałam rysik mocno, by pokryć pastele, w których wcześniej mieszkał Uszatek i aż dziury wydrążałam w pergaminowej siateczce wyobraźni, Wychowywałam się w domu pod lasem. Dotykałam kory drzew i patrzyłam w niebo przez witraże liści. Piotrkowska tym bardziej mnie fascynowała. Przyciągała i odpychała.
Przyjechałam do Łodzi teraz – z córką, przyjaciółką i jej córką.
Moja wyobrażona Piotrkowska przebudziła się z długiego snu jak Śpiąca Królewna, ziewnęła oparami wielkiego miasta, po czym zaczęła rozstawiać przed nami kamienice jak rozkłada się obrazki w niektórych książkach dla dzieci.
Domy stanęły na sztorc, pomniki ożyły, Reksio zaszczekał, Rubinstein zagrał mazurka Chopina.
Nawet zieleń znalazła jakieś wyrwy w bruku, bo jednak wyrosła I pięła się w górę smukłymi pędami. Kępy kwiatów doniczkowych rozweselały krajobraz gronami fuksji i purpury.
![]()
I choć spacerowałam Piotrkowską w „młodym” towarzystwie, to cały czas czułam przy sobie ducha babci. Gładziła mnie podmuchem wiatru na czole.
Tylko nasze role się odwróciły.
Tym razem ja opowiadałam Jej o Piotrkowskiej.
Ps. Autorką tych pięknych zdjęć jest utalentowana Justyna Darmochwał.
Ale pięknie opisałaś wasze zwiedzanie, niczym ambasadorka łódzkich atrakcji. Nie pozostaje nic innego, jak wybrać się Twoim śladem, bo przez Łódź tylko przejechałam ze dwa razy!
PolubieniePolubienie
Dziękuję, Jotko! 🙂
Zachęcam do wizyty w Łodzi, my byłyśmy zachwycone!
PolubieniePolubienie
Przez Łódź tylko tranzytem — moja rodzina ze strony taty nie z miasta Łodzi, a spod miasta Piotrkowa pochodzi (mój pradziadek nawet w Piotrkowie się urodził, choć to musiało być dla rodziców zaskoczenie, bo inne rodzeństwo wypadało z matki łona raczej na prowincji).
PolubieniePolubienie
Dzięki za komentarz, Świechno. 🙂
Ja też mam sporo takich miejsc „tylko tranzytem”, choć Łódź raczej nie jest nam nigdzie „po drodze”. Ale jeśli droga długa, to warto czasem się zatrzymać i sprawdzić, czy nie mijamy czegoś wartego odwiedzenia…
PolubieniePolubienie
Łódź jest wciąż na liście miast do odwiedzenia.
Dawno, dawno temu odwiedzałam to miasto ze swoją babcią…
PolubieniePolubienie
Oj, jako dziecko często podróżowałam z moją babcią (tą od „łódzkich opowieści”)!
Miasta w Polsce jednak zmieniły się znacznie w ostatnich latach, no i z wiekiem wspomnienia też zacierają się, płowieją, jednocześnie stając się bardziej zaokrąglone i puszyste. Mam nadzieję, że uda Ci się „odhaczyć” Łódź na Twej liście, zdecydowanie warto. 🙂 Przy okazji odświeżając wspomnienia z beztroskiego dzieciństwa… 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Twój opis Łodzi przeplatany zdjęciami naprawdę przemawia do wyobraźni. Ale bez choćby odrobiny zieleni to ja sobie życia gdziekolwiek nie wyobrażam jednak…
PolubieniePolubienie
Ja tak samo!
Od czasu do czasu lubię gwar dużych miast, ale najlepiej się czuję wśród zieleni. Pozdrawiam, Celcie.
PolubieniePolubienie
Piotrkowska zawsze była dla mnie miejscem pełnym kontrastów — z jednej strony monumentalna, pełna historii i legend, z drugiej zaś, wciąż tętniąca życiem, rozwijająca się na naszych oczach. To niesamowite, jak Twoja opowieść łączy przeszłość z teraźniejszością, jak babcia snując historie, wprowadzała Cię w świat tej ulicy. Sama mam podobne wspomnienia — chociaż nigdy nie miałam okazji poznać Łodzi tak głęboko jak Ty, to jednak Piotrkowska zawsze budziła we mnie mieszankę podziwu i fascynacji.
Tym bardziej cieszę się, że teraz, po latach, widzisz ją w zupełnie nowym świetle. Zieleń, której brakowało, zaczyna wreszcie wplatać się w betonową scenerię, a miasto odzyskuje dawne kolory. Piotrkowska naprawdę ma w sobie coś magicznego, coś, co potrafi połączyć pokolenia. Ciekawie jest spojrzeć na nią oczami kogoś, kto miał okazję przeżyć zarówno jej dawny, industrialny urok, jak i współczesną metamorfozę.
Twoje słowa przypomniały mi, jak różne mogą być historie tego samego miejsca — za każdym rogiem kryje się inny świat, każda kamienica opowiada inną opowieść. Dzięki tej refleksji Piotrkowska staje się nie tylko ulicą, ale wręcz bohaterką opowieści.
PolubieniePolubienie
Zgadza się. 🙂 Piotrkowska tyle razy była tłem różnych opowieści, że w pełni zasłużyła, by dla odmiany samej stać się bohaterką. 😉
A tak w ogóle fascynujące jest odbieranie czegoś z różnych perspektyw, też czasowych. Wszelkie powroty po latach w jakieś miejsce i zupełnie inny odbiór otoczenia, zdarzeń, a może całkiem zbliżony – to zależy…
Fajne takie rozkminy. 😉
Pozdrawiam, Andrzeju.
PolubieniePolubienie
Przepięknie powędrowałaś ulicą Piotrkowską. Mnie na niej najbardziej zachwycają te wszystkie „Ławeczki”.
Ulicy Piotrkowskiej poświęciłam całe rozdział w jednej z moich książek.
Pozdrawiam serdecznie.
Stokrotka
PolubieniePolubienie
Której, Stokrotko?
Mam Twój „Kraj nad Wisłą” i przed wizytą w Łodzi, przeczytałam rozdział: „Hollyłódź, czyli stolica polskiego filmu”, zawarłaś w nim mnóstwo ciekawych informacji, pomocnych przy zwiedzaniu. Dziękuję za nie. 🙂
PolubieniePolubienie
O rany, jak pieknie napisalas o Piotrkowskiej! Bylam raz, z 15 lat temu i wtedy tez byla ciekawa. A te wszystkie rzezby sa cudowne, zupelnie cudowne. Kon mnie zachwycil.
Zazdroszcze wychowywania sie pod lasem. Niby jestem z Wroclawia, ale z takiej czesci Wroclawia co bardziej wsia byla niz miastem (moja Mama, raz przylapana przez milicjanta, jak przechodzila nie po pasach, byla przez niego zapytana skad jest. Powiedziala, ze ze wsi. On poprosil od dowod osobisty i prychnal – jaka wies! Wroclaw przeciez. Na co Mama na niego prychnela – a na Biskupinie pan kiedys byl??? i rozstali sie wsrod chichotow. Ament.
PolubieniePolubienie
Krysiu, w sumie to dobry układ Ci się trafił: mieszkałaś jakby trochę w mieście i trochę na wsi. 🙂 Taka sytuacja ma sporo plusów.
A na Wyspach pewnie też znalazłaś swój zielony azyl.
Tak, rzeźb w Łodzi to jest cała masa. Powiem Ci, że chyba w żadnym innym mieście nie widziałam aż takiego ich nagromadzenia, co rusz coś nowego wyrasta z chodnika. Bo jeszcze seria studzienek ma swój urok: dziewczynka, chłopiec i ryba – za każdym razem w nieco innym ujęciu.
PolubieniePolubienie
W Łodzi byłam ze 3 razy, bo tam mieszkał stryj matki, a mój ukochany wuj Bolesław z rodziną. Nikt jednak mi miasta nie pokazywał, bo jak tu spacerować z kaleką? Zresztą niepełnosprawność, sprawiła, że nie poznałam także innych miast, w których bywałam lub mieszkałam. Wielką miłośniczką Łodzi, jest blogerka Anna, autorka Ambasady(AMBASADA), którą fascynuje fotografowanie. Coś mi się zdaje, że ze wspomnianą przez Ciebie Justyna Darmochwał, miałyby o czym dyskutować. Bardzo się cieszę, że Wasz pobyt w Polsce, obfituje w ciekawe wydarzenia i dostarcza wzruszających doznań. Pozdrawiam całe towarzystwo, nie tylko to, spacerujące po Piotrkowskiej.
PolubieniePolubienie
Iwonko, pięknie dziękuję za Twoją uważność, życzliwość i polecenie bloga Ambasada (też myślę, że dziewczyny by się dogadały, jak to w przypadku pasjonatek zwykle bywa). 🙂
Jednak najbardziej poruszyła mnie pierwsza część Twojego komentarza.
Wyczułam smutek małej Iwonki, której nie dane było poznać miast, w których bywała, czy nawet mieszkała. Domyślam się, że z powodu barier architektonicznych, ale pewnie też tych – ludzkich: braku wiedzy, uprzedzeń…
Na szczęście dziś już jest inaczej.
W budownictwie uwzględnia się potrzeby osób z niepełnosprawnościami: światła głosowe dla niewidomych, brak krawężników, podjazdy, dostosowane toalety w miejscach publicznych.
I co najważniejsze większa świadomość społeczna, edukacja – i dobrze!
Najwyższa pora.
Dziś osoby z niepełnosprawnościami czy chorobami przewlekłymi są WIDZIALNE czy to na mieście, czy w internecie, gdzie prowadzą fanpage, nagrywają rolki, normalizują pewne tematy, które dotąd stanowiły rodzaj tabu.
Dzięki temu są postrzegane przez pryzmat swej OSOBOWOŚCI, a nie ewentualnych deficytów czy kalectwa.
Zresztą pełnosprawność to rzecz umowna.
Żaden człowiek nie jest w 100% zdrowy.
Iwonko, życzę Ci, by jak najwięcej dóbr było dla Ciebie dostępnych i byś poznała miejsca, na których Ci najbardziej zależy.
Byś doświadczała zrozumienia i serdeczności, nigdy – nietolerancji.
Pozdrawiam i przepraszam, że tak długo (ba, napisałam jeszcze dłużej, ale przez przypadek skasowałam swój komentarz tuż przed wysłaniem, i to dwukrotnie – nie wiem, jak ja to zrobiłam?)
PolubieniePolubienie