Miniony tydzień zafundował mi slalom emocji. Obok radości ze zdanych egzaminów moich maturzystów, miałam sporo stresu. Ale… ale za to dzisiaj, w poniedziałkowy poranek, spotkała mnie przemiła niespodzianka. Udane wejście w nowy tydzień: mój tekst został wyróżniony w konkursie Pasji Pisania.
Pamiętacie? Poprzednio wygrał Igotata, a tym razem szczęście uśmiechnęło się do mnie. Wygrałam „4UGratis” – najnowszą (już piątą!) książkę Michała Pawła Urbaniaka. Na blogu już o Michale pisałam, wiecie, że bardzo go lubię i szanuję, nie tylko jako pisarza i nauczyciela, ale po prostu jako człowieka.
O książkach Michała pisałam tu i tu.
Najnowsze “4UGratis” jeszcze pachnie drukarnią, gdyż premiera miała miejsce 22 maja. Powieść od początku zbiera entuzjastyczne recenzje.
Porusza ważne i bardzo aktualne tematy: życie w internetowym uniwersum, kreowanie idealnego wizerunku na Instagramie, świat blichtru i pozorów. A historia zaczyna się w chwili, gdy Radek Ulanowicz, siostrzeniec rodzinki z Instagrama, znika przed swoim, jakże wyczekiwanym, przyjęciem urodzinowym pozostawiając enigmatyczną notatkę: „Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!!”.
No więc, co tu się wydarzyło? Moja ciekawość sięga zenitu. Michał przyzwyczaił nas do historii niewygodnych, drażliwych i do bohaterów niekoniecznie sympatycznych. Gdy przeczytam książkę, obiecuję wrócić z recenzją.
(zdjęcie pożyczone z facebookowego profilu Michała)
A tymczasem wrzucam moją konkursową miniaturę.
Bynajmniej nie żeby siebie wychwalać (to jest mi obce, kto mnie zna, ten wie), ale żeby wesprzeć Michała Pawła Urbaniaka.
Temat konkursu, czyli słowo – klucz to: “Gratis”!
Liczba znaków: ograniczona, nie powinna przekraczać 1700.
“Gratis
Wracam ze szkoły przemoczony jak pies. Mama stoi nad garnkiem. Drżą jej ręce. Pachnie kaszą i piciem taty.
– Synek, ojciec ma zły dzień…
– Znowu?!
– Cii… Zmykaj do siebie, dobrze? Przyniosę ci krupniku. Kasia zaraz przyjdzie.
Mama nawet nie widzi, że ociekam deszczem! Jem bez smaku. Drobinki kaszy drapią mnie w gardło. Ojciec rozbija się za ścianą, brzęczy szkło. Nie przełknę więcej! Może odrobię lekcje? Sięgam po zeszyt. Liczby skaczą po kartce. 8×6 to 42 czy 48? Ścieram łzę.
Dlaczego nie jestem Alanem? Miałbym ogród i trampolinę. Albo Maćkiem, którego tata odwozi do szkoły srebrną skodą. Gdybym był Kubą, dostawałbym dużo zabawek… Nas nie stać na nic!
– Hej, braciszku! – Odwracam się. Kasia wróciła!
– Długo musisz tego słuchać? – Wskazuje brodą ścianę, a ja potwierdzam skinieniem.
– Wiesz co? Chodź ze mną!
– Gdzie? Przecież pada.
– Nie szkodzi.
– Nie masz pieniędzy na kawiarnię.
– Na kawiarnię nie mam, ale zabiorę cię do miejsca, które jest gratis. Nie daj się prosić!
***
W tym miejscu co jest gratis, jest też cicho, a książki wspinają się pod sufit. Pani za biurkiem zna Kasię. Witają się i coś szepczą. Potem ta pani wskazuje boczne drzwi:
– Czytelnia jest wasza!
Kasia wyjmuje z regału grubą książkę.
– Ta historia zawsze poprawia mi humor, może i tobie się spodoba?
Siadamy. Kasia czyta na głos, a ja przenoszę się do przytulnego domku, do zabawnych, brzuchatych stworków. Są białe i łatwe do narysowania. Tatuś z książki coś pisze, mama siedzi z robótką, a ja bawię się z Muminkiem i Panną Migotką. A potem dzieją się rzeczy dziwne: góra zieje ogniem, pada deszcz, wszędzie jest woda. Nasz domek odrywa się i płynie. A ja wcale się nie boję. Już nie.”
Kochani Czytelnicy, dziękuję za przeczytanie i odwiedziny. Do następnego!
Ps. W czwartek lecimy do Dublina na koncert Metalliki, oj będzie się działo! Słuchało, oglądało, a później pisało. Przy okazji, jak macie jakieś polecajki odnośnie samego Dublina – nie wahajcie się wrzucić w komentarz.