Plan Delta – Posejdon ujarzmiony

123213799_648890149332720_5061259317399734948_n

Jak zamknąć udane wakacje? Jak spowodować, by prócz wypoczętych ciał, przywieźć z nich też nieco wiedzy o kraju, w którym przyszło nam mieszkać? Nasz rodzinny KO-wiec zadbał o to, by w sposób Igo-kompatybilny „wstrzyknąć” nam wszystkim wiedzę o tym, co do niedawna było największą zmorą mieszkańców regionu, w którym spędziliśmy nasze wakacje: kapryśne i śmiertelnie groźne Morze Północne. I o tym, jak Holandia z problemem tym sobie poradziła. Wybraliśmy się na całodniowy pobyt w Deltapark Neeltje Jans.

Bilety do parku kupiliśmy jeszcze w Landalu, przez sieć – kasy na miejscu świecą pustkami. Parking „w cenie”, która choć do niskich nie należy, mieściła się w naszym wakacyjnym budżecie. Zaraz na wejściu spytano nas o której chcemy popłynąć w krótki rejs (również w cenie) – wybraliśmy porę najwcześniejszą, dając sobie szansę na wyruszenie dalej, gdyby pobyt w tym miejscu okazał się niewypałem. Jak się okazało jedynym niewypałem był właśnie wspomniany rejs… Ale nie uprzedzajmy faktów.

Park usytuowany jest na jednej z wysp, które połączone są linią zapór, przy pomocy których Holendrzy chronią przybrzeżne tereny przed zalaniem. Cała konstrukcja powstawała od początku lat pięćdziesiątych. Po wielkiej powodzi z 1953 roku prace przyspieszyły. Park w gruncie rzeczy przybliża zarówno tę powódź, jak i zmiany, które pośrednio wywołała. I to od przeżywania powodzi w zasadzie zaczęliśmy nasze zwiedzanie.

Nie zrobiliśmy tego celowo – ot, przed salą znajdował się wyświetlacz, na którym na naszych oczach umykały ostatnie sekundy do następnego seansu. Nie myśląc długo stanęliśmy przed wejściem – byliśmy jedyni, dopiero tuż przed otwarciem bramki pojawiła się druga rodzina. I ruszyliśmy na podróż w czasie, której nikt z nas się nie spodziewał.

Stoimy w dziecinnym pokoju. Wokół panuje półmrok. Łóżeczko, nad nim zegar wskazujący godzinę ósmą. Pora spać? Za oknem szaleje burza.

Radio ostrzega o nadchodzącym sztormie. Ale mieszkańcy Zelandii są do sztormów przyzwyczajeni. Oczy ciążą… Zegar mknie do przodu.

Burza się wzmaga. Słyszymy krzyk dziecka. Przerażone, krzyczy to jedno słowo, które mali ludzie zwykli używać jakby miało magiczną moc. „Mama! Mama!” Okruszek również krzyczy, biorę ją w ramiona, przytulam. Jest równie przerażona jak dziecko, które właśnie zbudziła szalejąca za oknem burza. Mijają kolejne godziny…

Wreszcie wiatr wdziera się do środka. Brzdęk pękających szyb, szum wiatru, fruwające firanki. „Mama! Mama!” Zaklęcie nie działa, burza się wzmaga.

Otwierają się drzwi – wychodzimy z pokoju.

Za nimi – widzimy panoramę. Po prawej – rozszalałe morze. Dalej – dom, tuż przy plaży, przed którym na ciężarówkę rodzice pakują to, co uznają za niezbędne. Na środku widać niewielkie miasteczko. Po lewej – droga.

Z domu wychodzi niewielka postać i stara się zbliżyć do rodziców, ale wiatr miota wszystkim, co nie przytwierdzone do ziemi. „Mama! Papa!”, rzuca zaklęcia. Mama jednak posyła przerażoną córkę do domu. Tam bezpiecznie. Tam nic nie fruwa. Do czasu…

Wreszcie morze przerywa wały, wlewa się tam, gdzie mu być nie wolno. Eksplozje. Wyrywane ze ścian cegły.

Krzyk na ekranie. Krzyk przy moim uchu. Czujemy się, jakbyśmy tam byli. Widzimy dziewczynkę, którą od rodziców dzieli teraz rwąca rzeka morskiej wody. Woda ta przynosi jakiś wyrwany w innym miejscu most. Most łączy, most daje nadzieję.

To tylko fikcja, ale wszyscy patrzymy i prosimy – byle tylko się udało. Wreszcie – dłonie stykają się.

IMG_20201016_155654

Bezpieczeństwo. Mama. Zaklęcie jednak zadziałało. Magia baśni…

Później doczytałem, że zalecany wiek na tę atrakcję to osiem lat. Drżący, roztrzęsiony, sześcioletni Okruszek nie pozostawia złudzeń, że faktycznie, dla niej było na to wszystko za wcześnie. Ja wróciłem tam raz jeszcze, by przeżyć, uwiecznić i poczuć, jak przerażająca była ta ostatnia noc stycznia prawie siedemdziesiąt lat temu.

Po takim początku postanowiliśmy poszukać miejsca, gdzie nastrój Okruszka uległby poprawie. Na zewnątrz znaleźliśmy sporo atrakcji: przede wszystkim – wodny plac zabaw, gdzie ze starszym bratem można śmiało zapanować nad wodnym żywiołem.

WodneZabawy

Dalej wielkie akwarium z sunącymi majestatycznie rekinami, widowisko z lwami morskimi w roli głównej.

123214808_1022379158245513_554188290105940341_n

Wreszcie wspomniany rejs…

dd6b9795-ce2d-4d71-a10a-efc874ff9ff9

Prawie godzina pływania, ale nie mogę powiedzieć, by podróż była warta poświęconego na nią czasu. Mina Groszka oddaje w pełni to, jak pasjonująca była to podróż. Winking smile

IMG_20201016_125231

Po tej wycieczce postanowiliśmy się posilić. Niestety, jedzenie tylko na wynos. Na szczęście pogoda nam dopisała. Rozsiedliśmy się na świeżym powietrzu i zjedliśmy jedzonko, suto doprawione najlepszą z przypraw – głodem.

IMG_20201016_134526

Po posiłku ruszyliśmy zobaczyć z bliska to, dzięki czemu mali ludzie z zelandzkich miejscowości mogą dziś spać spokojnie, nawet gdy w radiu (dziś to raczej w internecie Winking smile) zapowiadają sztormy. Konstrukcja robi wrażenie: czuć moc betonowych bloków, wściekłość morza, któremu człowiek się przeciwstawia.

IMG_20201016_143607

Po obu stronach widzimy głównie wodę. Tylko ten wąski przesmyk, zwieńczony szeroką jezdnią, który łączy skrawki lądu oddzielające szalejące morze od spokojnej wody za zaporą.

123137776_401719780850825_7363354375812180064_n

Kolejna atrakcja pozwala nam udać się śladami Geppetta. Spacerujemy we wnętrzu wieloryba, dowiadując się jak wiele rzeczy kiedyś pozyskiwano z tego największego na ziemi stworzenia.

IMG_20201016_152004

Zwiedzanie atrakcji zewnętrznych puentujemy saneczkowo. A może raczej – pontonowo? Domyślam się, że w innych okolicznościach atrakcja ta byłaby oblegana, ale nie w czasie naszej wizyty.

IMG_20201016_154127

Zjeżdżamy po kilka razy, Okruszek na przemian z Igomamą i ze mną. Starsze rodzeństwo najpierw razem, później już osobno.

IMG_20201016_153439

Bawimy się przy tym setnie. Na koniec jeszcze oglądamy krótki film o powodzi, z którego dowiadujemy się nieco więcej o szczegółach samego kataklizmu i jego skutkach: zarówno bezpośrednich – liczbie ofiar, stratach, czasie odbudowy pierwszej linii obrony, jak i tych długofalowych – budowie zapór i innych zabezpieczeń, by do podobnej tragedii w przyszłości już nie dopuścić. Z parku wychodzimy późnym popołudniem, pełni wrażeń i zadowoleni z udanie spędzonego ostatniego dnia wakacji. Pora wracać do domu, który też przecież stoi w miejscu, gdzie jeszcze kilkaset lat temu pływały rybki. Jak to mawiają miejscowi: „Bóg stworzył Holendrów, a Holendrzy – Holandię”. Winking smile

IMG_20201016_155942

Ten wpis został opublikowany w kategorii Holandia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Plan Delta – Posejdon ujarzmiony

  1. ultra pisze:

    Gratuluję. Park rzeczywiście daje każdemu moc atrakcji, więc bajeczny świat i horror przeplatają się jak to w życiu też bywa. Dzieci fantastyczne, zatem z każdej wycieczki wyniosą coś dla siebie i wzbogacą przeżycia oraz wyobraźnię.
    Zsyłam serdeczności

    Polubione przez 2 ludzi

    • igotata pisze:

      Dziękujemy za serdeczności! Dzieci faktycznie głównie skorzystały, choć Okruszek jeszcze przez kilka dni miał poważne obawy przed zaśnięciem… Tak to jest, jak się nie doczyta wskazówek dotyczących poszczególnych atrakcji… 😉

      Polubienie

  2. jotka pisze:

    Okruszek jest bardzo wrażliwy, wiec dla niej to był horror!
    Sukces połowiczny, a może i zupełny, bo jednak jakieś atrakcje były, a każda wycieczka czegoś uczy:-)

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Tak, Jotko. „Doświadczenie” wielkiego sztormu i powodzi z 1953 r. to bardziej horror niż atrakcja, ale w każdym razie dla Holendrów jest to ważna lekcja i wydarzenie historyczne.
      Rezultatem tej właśnie tragedii – było wynalezienie metod zapobiegania im w przyszłości i „poskromienie” morza.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s