Świąteczne pogaduszki Okruszka

WhatsApp Image 2025-12-25 at 18.17.27_2

Moi rodzice są zajęci, więc postanowiłam oddać im przysługę i skrobnąć wpis na bloga, z okazji świąt. Niech mają niespodziankę od swojego Okruszka. Bo zawsze będę ich Okruszkiem, nawet teraz, gdy przerosłam mamę (co akurat nie było trudne!) i starszą siostrę. Jakbyście pytali, to: taty i brata nie przerosłam i nie zamierzam (na razie!).

Grudzień to miesiąc, gdy dorośli fukają nerwowo, a dzieci się cieszą i marzą o prezentach. Dorośli mają więcej pracy, dzieci odwrotnie – mniej nauki, bo w szkole jest więcej luzu. Dorośli się śpieszą, jakby ktoś im podmienił baterie, z codziennych na turboświąteczne. Biegają, to tu, to tam. Wciąż przepędzają dzieci z kąta w kąt. I kota, który w grudniu jakoś bardziej plącze się pod nogami. On również dostał baterię turboświąteczną. Winking smile

WhatsApp Image 2025-12-25 at 18.27.23

Nerwowość dorosłych (i ten ich wieczny foch!) jest dla mnie niezrozumiała!
Wiem, że pośpiech, korki, deadliny i bardzo ważne sprawy w pracy, które trzeba zamknąć przed styczniem, ale przecież nerwowość w ogarnianiu spraw nie pomaga! Nerwowość w niczym nie pomaga. Przez stres to wrzodów można się nabawić. Przynajmniej tak twierdzą dorośli.
Ale nie o wrzodach miało być (bo nawet nie wiem, co to te wrzody), lecz o świętach…

A więc: w szkole świętowaliśmy wigilie klasowe. Wcześniej nasza pani przymocowała na drzwiach  sali lekcyjnej papierową choinkę, na której były zaznaczone bombki. Rodzice wpisywali w  ich konturach nazwę potrawy, którą przyniosą na wigilijny stół. Kto nie ma czasu na gotowanie, wiadomo, przynosi napoje, owoce lub kupne ciastka. Ja zawsze staram się przynieść coś kreatywnego. Tak się przyjęło i tak lubię. W zeszłym roku przygotowałam z mamusią bałwanki z małych naleśników, w tym roku – reniferki.

d1731493-5e1d-45d0-a129-70fd71bde49d

Wyszły takie słodkie, że aż szkoda było je zjeść! A tak naprawdę to nie były jakoś bardzo słodkie, bo paluch i precelki zawierały ziarenka soli. I prawidłowo, przynajmniej nikt się nie zasłodził.

Klasowe wigilie obchodziliśmy w czwartek wieczorem, natomiast w piątek odbyły się szkolne występy bożonarodzeniowe, jak co roku zresztą: każda klasa prezentuje się na scenie, a ochotnicy mogą przygotować dodatkowy występ taneczny, karaoke lub co kto potrafi.
Pochwalę się (bo ponoć to jest powód do chwalenia się), że ja z kolegą zostałam wybrana do poprowadzenia całej imprezy. Mieliśmy zapowiadać każdy występ.

d1f98b32-3f52-4d31-a55a-e6ec5fce6259

Tatuś nawet na tę okazję zwolnił się z pracy, by zobaczyć mnie w akcji.
Podobno prowadzenie imprezy to zaszczyt. Cóż, moim zdaniem to raczej wielka odpowiedzialność, bo trzeba mówić głośno, wyraźnie oraz pojawiać się na scenie (i znikać) w odpowiednim momencie. To było nawet zabawne!
Tylko nogi nas rozbolały od stania. Za kotarą stało tylko jedno krzesło, więc jak „znikaliśmy”, to musieliśmy się nim dzielić. We dwoje się nie mieściliśmy, więc ścigaliśmy się, kto pierwszy usiądzie, jak w takiej zabawie z zajmowaniem krzesełek. A bonus imprezy był taki,  że ze sceny mieliśmy świetny widok na  publiczność, czyli widzieliśmy wszystkich uczniów, nauczycieli, a także rodziców. Mogliśmy podejrzeć to i owo, na przykład kto robi najwięcej zamieszania. Tu was zaskoczę – nie dzieci! Winking smile
A po występach, już w klasach, piliśmy kakao i oglądaliśmy świąteczne filmy.
W tym roku – niespodzianka: każda rodzina dostała paczkę żywnościową od sieci supermarketów Albert Heijn.

WhatsApp Image 2025-12-25 at 18.36.32

Bardzo to miłe, wszyscy kochamy paczki! Zwłaszcza, jak środku nie ma nudnych, brokułów i szpinaku, tylko ryż, bułeczki maślane, napoje i chipsy.Winking smile

A po tych wszystkich atrakcjach, nastąpiła największa i najbardziej oczekiwana: ferie świąteczne! Jupi, aż dwa tygodnie wolnego od szkoły!
Wymarzone warunki, by pojechać do Polski. Marzyłam o tym!
Wyobrażacie sobie, że wszystkie dotychczasowe święta, czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie, spędziłam w Holandii? Wszystkie, bez wyjątku, w całym moim jedenastoletnim życiu. I naprawdę chciałabym odmiany! Poza tym bardzo tęsknię za dziadkami, ciociami, wujkami. Bardzo.
Moje rodzeństwo przy każdej okazji podkreśla, że najlepiej wspomina Wigilie spędzone w Polsce. Oczywiście brat z siostrą zawsze dodają, że ja nie znam takich Wigilii, bo mnie jeszcze nie było na świecie. Gdybyście słyszeli, z jaką wyniosłością to mówią: ciebie wtedy nawet nie było na świecie. Jakby oni na tym świecie żyli już co najmniej sto lat!

A najgorsze jest to, że w tym roku, gdy mamy tyle wolnego czasu i byłaby idealna okazja do spędzenia świąt w Polsce – moje rodzeństwo… odmówiło wyjazdu! Tak! Dokładnie. Brzmi niedorzecznie, ale to najprawdziwsza prawda! Jakiegokolwiek wyjazdu. A jeśli my wyjedziemy, oni zostaną w domu. My będziemy jeść w Polsce barszcz, karpia i kapustę z grzybami, oni też jakoś przeżyją, przecież dostaliśmy paczkę z Albert Heijna, zjedzą ryż i chipsy. Ale jechać nie mogą. Muszą się uczyć. Oboje kończą w tym roku szkoły średnie i mają egzaminy maturalne. I nie zabiorą przecież do Polski wszystkich książek. Muszą pisać projekty. Tak mówią.
Acha! Już to widzę! Moja siostra pewnie cały czas spędzałaby ze swoim chłopakiem, a brat oglądałby filmy. Już ja ich dobrze znam!
Ale rodzice oczywiście im wierzą. I powtarzają, że nauka jest najważniejsza i skoro Iskierka i Groszek muszą się uczyć, to niech się uczą, a my nie powinniśmy im tego utrudniać. Bez przesady! Wymówki! Ja z tego nic nie rozumiem, bo już dwa lata temu wieszali flagi na domu i zdawali te swoje matury. To czemu znowu mają coś zdawać?  Mówią, że to były pół – matury i że ja się nie znam, bo chodzę “tylko” do podstawówki.
67f2e877-a154-4147-adc4-37f33e769e43

c42103c8-14ab-46c5-9bcf-a236fdd7cb7c

Zatem z bólem serca zostaliśmy na święta w domu, w Holandii. Mama stwierdziła, że dzieci nie będą jeść w Wigilię ryżu, ja z kolei uważam, że pewnie jedliby chipsy, te z “mojej” paczki od “mojej podstawówki”, a na to nie zasługują!
Byłam naprawdę rozczarowana postawą mojego rodzeństwa.
Na szczęście nie jestem pamiętliwa. Ani złośliwa.
Mam złote serce dla każdego i okazałam je w całej swej złotej wspaniałości w świątecznym czasie, gdy przygotowałam upominki dla całej rodziny, dla rodzeństwa również.
Wiem, że prezenty przynosi Mikołaj. Albo Gwiazdor. Albo, w Krakowie, Dzieciątko. Ale ja postanowiłam im pomóc!
Tata, od tego prawdziwego Mikołaja, dostał tusz do drukarki i torcik wedlowski, mama – krem do twarzy. Bardzo się ucieszyli i widać było, że nie spodziewali się niczego innego, tymczasem… tadam, niespodzianka! Na mamusię pod choinką czekała wykonana przeze mnie stajenka, a na tatusia – bombka!

99de6a4c-e760-415c-a5e0-958046ba951e

WhatsApp Image 2025-12-25 at 18.17.27

Za moje zaskórniaki (uzbierane, gdy wrzucam plastikowe butelki po napojach do specjalnego automatu) dla siostry kupiłam pudełko na pierścionki, a dla brata figurkę superbohatera. Upominki owinęłam w świąteczny papier. Wszyscy rozpływali się w zachwytach nad moją inicjatywą, bo szybko domyślili się, że to ja stoję za podarkami. Wiecie co mnie zdradziło? Podpisy na paczuszkach: mama, tata, siostra, brat… Jak mogłam postąpić tak nieostrożnie?

Pomijając prezenty, napracowałam się w grudniu co najmniej jak dorośli. Uwaga, uwaga, lepiłam pierogi z kapustą i grzybami (farsz zrobiła mama) i wykrawałam ciasteczka śmietankowe. No, dobra, rodzeństwo trochę mi pomagało.
Choinkę też stroiliśmy sami. Tata przymocował jedynie lampki. I oczywiście domowej tradycji stała się zadość: choinkę od razu zaanektował Guzik (zaanektował to trudne słowo, ale wiem co oznacza: że przyjął za własność). Już w trakcie wieszania ozdób, Guzik próbował wskakiwać na gałęzie. Tatę to denerwowało, nas – rozśmieszało.
Żeby kot był syty i mysz cała, to znaczy: żeby kot był zadowolony i choinka stała (a nie przewracała się przez jego skoki), zawarliśmy układ: Guzikowi wolno leżeć wyłącznie pod choinką.
Donoszę, że czyni to skwapliwie i na tym poprzestaje (jak dotąd).

WhatsApp Image 2025-12-25 at 18.26.56

Jeszcze a propos Wigilii – już wiem, że lepiej nie zakładać białej bluzki! Wystarczyła pierwsza łyżka barszczu, by na mojej koszuli pojawiły się różowe cętki. Za to tata ochlapał obrus, to chyba gorzej? Mama była najsprytniejsza. Włożyła różową bluzkę, pod kolor barszczu. Za rok pójdę w jej ślady.

A skoro o barszczu mowa, ja tu gadu, gadu, piszu, piszu, a na stole gorący barszcz czeka! I pierogi stygną. I rodzeństwo na pewno wyjada wszystkie ciasteczka. Muszę lecieć. Zadbać o swój żołądek, i zarazem żołądki pozostałych domowników, by nie zjedli za dużo. Winking smile

Pozdrawiam Was świątecznie w imieniu całej rodziny, zwłaszcza mamy i taty.
Zapewniam, że moja mamusia (tata to nie wiem) pamięta o wszystkich Czytelnikach bloga.
Myśli o Was z ogromną serdecznością (sama mówiła!) i ma nadzieję, że spędzacie Święta tak, jak lubicie;  nieważne gdzie, ważne z kim i nie musi być na tip top, wystarczy by była zgoda, życzliwość i poczucie bliskości.
Wiecie, brat i siostra czasem tak mnie denerwują, że już teraz wyprowadzam ich daleko, na studia, ale tak naprawdę nie wyobrażam sobie domu bez ich (złośliwej) obecności!
Więc ten tego, lecę do stołu, po nowe różowe cętki na koszuli!

Przyciete

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność, Z pamiętnika Okruszka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to Świąteczne pogaduszki Okruszka

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Kochany Okruszku, piszesz dowcipnie, więc śmiałam się z Twoich dywagacji, uwag dotyczących starszego rodzeństwa przez co zrobiło mi się wesoło i zabawnie jak nigdy dotąd. Cieszę się, że mogę poznać Rodzinę widzianą Twoimi oczami i z humorem opisaną. Przypominam sobie, że ja z siostrą zawsze toczyłyśmy boje o wszystko i robiłyśmy sobie psikusy, ale potem, gdy byłyśmy dorosłe, każda wiedziała, że to najbliższa osoba, na której można polegać.
    Okruszku, wyglądasz pięknie, podobnie jak Twoja Rodzina. Życzę Ci wielu sukcesów, kreatywności i tego humoru, który rozjaśnia świat i czyni go znośniejszym do życia.
    Zasyłam mnóstwo serdeczności, radości i miłości.
    Życzę wszystkiego najlepszego, najpiękniejszego, a przede wszystkim spełnienia marzeń.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama's awatar Igomama pisze:

      Kochana Ultro, Twój komentarz jest tak serdeczny, że otula jak pluszowy miś. Dziękujemy! I skoro ten wpis przywołał dobre emocje, czułe wspomnienia siostrzanych relacji, to jest to największa radość dla autorki. 🙂
      Cudownie, że łączy Cię z siostrą bliska więź i możecie liczyć na siebie nawzajem. To jest moc!
      A serdeczności przyjmujemy, mnożymy przez pięć i odsyłamy!
      Życzymy Ci zdrowia, byś mogła w pełni cieszyć się życiem i realizować swoje marzenia i pasje, też pisarskie, blogowe, felietonowe.
      Pozdrawiamy z końcem starego i początkiem nowego roku!

      Polubienie

  2. jotka's awatar jotka pisze:

    Okruszku, co za relacja, i do śmiechu i do łez, a ja twoje rodzeństwo trochę rozumiem, bo święta są od tego, by poleniuchować i pojeść , a najlepiej odpoczywamy w domu!

    Przekaz rodzince życzenia na kolejny rok 2026, bądźcie zdrowi i szczęśliwi, powodzenia w szkole i w pracy!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama's awatar Igomama pisze:

      Joteczko, dziękujemy, że do nas zajrzałaś i że tak dobrze nas rozumiesz. 🙂
      Ano to i pojedliśmy i poleniuchowaliśmy w święta, faktycznie, po domowemu i bez zadęcia.
      Mimo to tęsknimy za Polską i naszą Rodziną i Przyjaciółmi w Polsce.
      Ale… być może Rodzinka pojawi się u nas w Sylwestra, nie mówimy o tym głośno, by nie zapeszyć i nie wywołać śniegu, który mógłby zaprzepaścić plany podróżnicze.
      Dziękujemy za życzenia!
      Jotko, Tobie również życzymy wspaniałego kolejnego roku, by zdrowie Wam dopisywało, siły i energia pozwalały dalej podróżować, pisać, wyłuskiwać z życia różne ciekawostki, spędzać czas z wnusiem i tworzyć kreatywny dziennik art journal, a także rozwijać insze Twoje talenty, a masz ich moc!

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do jotka Anuluj pisanie odpowiedzi