Właśnie kończą się nasze ferie zimowe. To znaczy w Polsce mówi się: ferie zimowe, natomiast holenderska nazwa nawiązuje do wiosny. Tutaj są to krokusvakantie i trwają jeden tydzień. Tym razem zostaliśmy w domu, starsze dzieci kończą szkołę średnią, więc mają dużo nauki, egzaminy za pasem. Wykorzystaliśmy ferie na naukę i pracę; a przy okazji mogliśmy pomóc tym, którzy wyjeżdżali: na przykład codziennie jeździliśmy opiekować się kotem koleżanki.
Obiecywałam sobie, że krokusvakantie to doskonała okazja, by nadrobić zaległe blogowe wpisy. Mam kilka takich porzuconych w połowie, które aż proszą się o dokończenie. No, cóż! Taką ci optymistką byłam!
Niestety codzienność zarzuciła nas obowiązkami. Na bieżące posty zabrakło czasu, a co dopiero na „wczorajsze” czy “zeszłoroczne”. ![]()
Na szczęście jeden dzień wygospodarowaliśmy na atrakcję. Bo w końcu ferie!
Znajoma Holenderka Joke, notabene szalenie serdeczna i pomocna osoba, podarowała mi bilet na lodowisko (jej mąż jeździ regularnie na łyżwach i w ramach promocji dostał dodatkową wejściówkę w prezencie).
Zgodzicie się, że jak ma sie bilet w kieszeni, to jakoś łatwiej wyjść z domu? Mniej wymówek. Poza tym „bilet nie może się zmarnować”.
Ale nas do lodowiska akurat nie trzeba przekonywać. Dzieciaki chętnie jeżdżą, a w tym sezonie jeszcze nie mieliśmy okazji szusowania na łyżwach. W naszej miejscowości nie ma lodowiska, a kanały…. tych mamy pod dostatkiem, ale nie zamarzły. No, dobrze, może przez trzy dni pokrywała je cieniutka warstwa lodu, lecz mogły się po niej ślizgać co najwyżej kaczki, na pewno nie ludzie.
Pojechałam zatem z dziećmi na kryte lodowisko do Haarlemu. Po drodze, a konkretnie: niedaleko dworca centralnego, zauważyliśmy całe poletko fioletowych i ciemnogranatowych krokusów. Mnogość kielichów i intensywność barw, robiła wrażenie. I z pewnością zapowiadała wiosnę (bo przecież nie zimę). ![]()
Lodowisko okazało się bardzo przyjemne i przestronne. Składa się z dwóch oddzielnych części. Wewnętrzna jest przeznaczona do nauki jazdy, zabawy i ćwiczeń. Tu można korzystać ze sprzętów pomocniczych: żelaznych podpórek, plastikowych kaczuszek.
Natomiast tor zewnętrzny służył do szybkiej, jednokierunkowej jazdy.
Nie mamy własnych łyżew, więc wypożyczyliśmy tutejsze i co nas zdziwiło, miały długie wystające płozy. Pierwszy raz miałam na sobie tego typu łyżwy, więc początkowo czułam się w nich bardzo niepewnie. Jeździłam tylko po wewnętrznej części i wspomagałam się żelazną podpórką.
Z zazdrością, ale też dumą, podpatrywałam dzieciaki, które śmigały bez strachu po zewnętrznym torze.
W końcu, gdy oswoiłam się z “szybkimi łyżwami” i ja odważyłam się do nich dołączyć. A musicie wiedzieć, że na zewnętrznym torze już nie było podpórek, kaczuszek, pingwinków, krzesełek, i żadnych innych pomocników.
Najpierw poruszałam się bardzo nieporadnie, trzymałam się prawej strony, jak najbliżej barierki, by w razie czego móc się chwycić. Jednak z każdym kolejnym „kółeczkiem” moja odwaga rosła.
Jeździłam coraz bliżej środka, nabierałam prędkości i… podobało mi się!
Obserwowałam starszych Holendrów mknących po lodzie z wielką szybkością, ale też gracją. W obcisłych kombinezonach, pochyleni do przodu, doskonale utrzymywali równowagę, wyglądali jakby płynęli.
Łagodne odepchnięcie od podłoża jednej nogi, potem drugiej i tak na zmianę, równo, w idealnej harmonii. Metalowe ostrza łyżew rysowały na tafli skośne kreski, wydawały melodię zgrzytów i skrzypnięć. Hipnotyzujący widok.
Niektóre tory były zarezerwowane przez szkółki dla dzieci lub dla dorosłych.
Mijając je, wychwytywałam słowa holenderskiej instruktorki – starszej kobiety, z długim srebrnym warkoczem, której wysportowanej sylwetki i witalności mogłaby pozazdrościć niejedna młoda osoba. Siwy warkocz tańczył na wietrze z każdym ruchem, a jego właścicielka nie spuszczała oczu z gromadki swoich małych podopiecznych.
– Harder! Harder! – wołała do dzieci, a te na wyścigi mknęły do mety.
Jak któreś się przewróciło, natychmiast wstawało i jechało dalej. Żadnego płaczu, zmęczenia, jojczenia. Chyba wszystkim udzielała się siła i waleczność instruktorki. Ja też w myślach powtarzałam sobie: “harder! harder!” – i mocniej przyciskałam ostrza do wyślizganego podłoża, mocniej odpychałam się od lodu. I to „harder” napełniało mnie radością i satysfakcją, która rosła i rosła, z każdym kolejnym okrążeniem.
A że następnego dnia, po wstaniu z łóżka, czułam ból mięśni, w takich miejscach, w których nie wiedziałam, że mięśnie mam… to już zupełnie inna historia.
I tak było warto! ![]()
Nigdy nie jeździłam na łyżwach. Ale z przyjemnością oglądam transmisje z olimpijskich zawodów w łyżwiarstwie figurowym.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Oj tak! Łyżwiarstwo figurowe jest szalenie widowiskowe i cudnie się je ogląda. 🙂 Też lubię.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam, Alodio! 🙂
PolubieniePolubienie
Ale fajna u Was ta jazda na łyżwach…
Ale i tak najbardziej mnie zachwyciły pola pełne krokusów…
I w stolicy nad Wisłą też już czuć nadchodzącą wiosnę…
Stokrotka
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję, Stokrotko.
Wyobrażam sobie Warszawę budzącą się po śnieżnej zimie:
ćwierkanie ptaków, dłuższe dni i ten specyficzny zapach pulsującej życiem ziemi. 🙂
Niech wiosna przyjdzie do Was, niech ucieszy, zachwyci!
PolubieniePolubienie
Brawo! co tam bóle mięśni, a te krokusy to cud wiosenny!
Wytrwałości dla dzieciaków w zdawaniu egzaminów!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dzięki, Joteczko!
Wytrwałość to podstawa. I motywacja, by nie osłabła.
A to poletko krokusów to było jak prezent od dnia.
Zdjęcia nie oddają całego tego piękna, świeżości, nasycenia kolorów.
Trzeba łapać takie cuda przyrody w tych niepewnych czasach…
PolubieniePolubienie
Trochę mnie u Was nie było, ale z przyjemnością przeczytałam najnowszy wpis. Oczywiście trzymam kciuki za starsze pociechy, by egzaminy wypadły wspaniale, ale nie zapominam o Okruszku. Pozdrawiam serdecznie.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
O, jak miło, Iwonko! Dziękujemy za Twoją życzliwość, pamięć i pozdrowienia.
Bardzo doceniamy!
A ja też przepraszam, bo mało mnie na blogach, niestety.
Zajrzę do Ciebie, bo też jestem ciekawa, co słychać.
Pozdrawiam. 🙂
PolubieniePolubienie
U mnie w ogródku ziemia zmarznięta, więc krokusy będą kwitły pod koniec marca, a może później, bo mają jeszcze zagościć śnieżyce.
Biję brawo, ponieważ odważyłaś się dołączyć do młodych czy sprawnych sportowców. Wielki szacun za taką AMBITNĄ postawę.
Młodzieży życzę udanych egzaminów i radości, jaką daje satysfakcja z wyników pracy.
Zasyłam serdeczności
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Bardzo dziękujemy, Ultro!
I młodzież, i ja. Bo w sumie nie wiem, co łatwiejsze: egzaminy w szkole czy jazda na „szybkich łyżwach.” 😉 Rzecz względna. 🙂
Ale fakt pierwszy raz miałam toto na nogach i przyznam trochę mnie przerażały te wydłużone płozy. 🙂 W figurówkach ostrza są krótsze i z ząbkami, więc trzeba było się przestawić. Ale wiesz ci Holendrzy tak śmigali kółeczko za kółkiem, że wjechali mi na ambicję. Choć ja przy nich to taki żółwik byłam.
Najważniejsze, że się dobrze bawiliśmy i troszkę się poruszaliśmy.
Serdeczności, Ultro!
PolubieniePolubienie