„Kartka” na Dzień Matki

cb193ac4-9916-4694-9dce-071556d97646

Być mamą to być dłonią, która trzyma rączkę dziecka, a czasem ją puszcza.
Być mamą to być ramieniem, na którym dziecko może położyć głowę i odpłynąć w bezpieczny sen.
Być mamą to być stopą, która podąża za dzieckiem, bywa obok, trochę za, a czasem przed.
Być mamą to być kolanem, na które można się wspiąć, rozsiąść, a potem bujać aż do podskakiwania kitek.

Być mamą to być uchem, które słucha gaworzenia, seplenienia, beztroskiego paplania, a koniec końców bolesnych zwierzeń.
Być mamą to być okiem, które stara się zachować czujność, ale czasem mrugnie i nie zobaczy, a jak nie zobaczy, to potem nie może sobie tego wybaczyć.
Być mamą to być ustami, które mówią bajki na dobranoc i całują łzy toczące się po pucołowatym policzku.
Być mamą to być czułością.
Nie zawsze życie pozwala być mamą, ale zawsze można nią być w sercu lub metaforycznie. Wszystkiego najlepszego dla Was, kochane Mamy!

0ac179e4-3a1c-4d81-ad8f-d2b650b94e26

***

Ostatnio Igotata zaprezentował na blogu swoje, jak sam je skromnie określił, „ćwiczenie literackie”.
Psst! Coś Wam (nieskromnie, z dumą!) zdradzę: tekst Igotaty „Kartka” o nauczycielce geografii – snajperce z Sarajewa zwyciężył w konkursie Pasji Pisania i został nagrodzony książką Marii Weroniki Józefackiej. Jupi!

A korzystając, że dziś Dzień Matki, przyszło mi do głowy, że mogę Wam wrzucić również moje (skromne) ćwiczenie literackie.
Temat ten sam: „Kartka”, te same zasady (maks. 1700 znaków).
A wrzucam dlatego, że akcja w mojej miniaturze toczy się dokładnie w Dzień Matki.

b3b63c7f-eef5-42b9-85ae-fe706f174c23

Kartka

Teresa wstaje o piątej. Nie musi się zrywać tak wcześnie, jest na emeryturze, ale przecież dziś Dzień Matki! W końcu zobaczy się z Grzesiem. Nie widziała go już trzy miesiące. A dziecko to dziecko, nawet dorosłe. Wczoraj przygotowała sobie ubrania, porządne, jak do kościoła. Tylko pantofle włoży płaskie, bo tam trzeba podejść kawałek od autobusu. Ale ma jeszcze sporo czasu. Wchodzi do kuchni.
Zrywa kartkę z kalendarza. Imieniny: Filipa, Pauliny; wschód słońca: 4:30; przepis dnia: sernik jak u mamy. Sernik! Grześ lubi sernik, najbardziej z truskawkową galaretką. Jak był mały, to najpierw zjadał warstwę serową, a galaretkę zostawiał na koniec. Poruszał talerzykiem, by się trzęsła, a wtedy wbijał w nią widelczyk:
– Bach! Pokonałem cię, czerwona meduzo!
I zjadał. Taki rezolutny dzieciak, z wyobraźnią! Pani od plastyki chwaliła jego prace. Teresa sięga po kartonik po butach. Jej matczyne skarby! Ostrożnie wyjmuje korale z makaronu, przesuwa suche rurki jak paciorki różańca. Zna na pamięć zawartość pudełka: czerwone serce wycięte nierówno, z jedną połówką mniejszą, drugą większą; rysunek domu i psiej budy, laurka – wazon z tulipanami, zdjęcie do legitymacji…
I kartka wydarta z zeszytu, napisana niewprawną rączką: „Pseprasam Mamuśu nie wiem cemu to zrobiłem koham cie”.
Za co przepraszał? Boziu, już nie pamięta! Do zerówki musiał chodzić, a może dopiero zaczął pierwszą klasę? Ale umiał przepraszać. Dobry chłopak. Teresa wzdycha, odkłada pudełko.

***

Przed jedenastą dojeżdża na miejsce, o tej porze nie zdarzają się korki.
Garbi się, jakby budynek na Rakowieckiej przygniótł ją do ziemi.
Zakratowane okna, strażnicy i jej syn. Godzina widzenia. Jej Grześ za szybą z pleksi.
……………………………………………………………………………………………

Jak widzicie, tekst trochę gorzki i przewrotny, ale życie i takie bywa.
Jednak… żeby nie zostawiać Was z uczuciem niepokoju, zwłaszcza w Dzień Matki – załączam piękne tulipany. Tegoroczne! Prosto z Holandii!

a9202df3-b966-4e48-a6d1-a2cfe9324384

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz