„Masło” – powieść, która wchodzi pod skórę

2d4e9770-dd93-45f7-b382-397d2f0e0e26

Wpadła mi ostatnio w czytnik na Legimi książka, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Pasowałoby określenie: wślizgnęła się. Wślizgnęła się i aksamitną, mleczną mazią wyścieliła mi umysł, jak przystało na „Masło”. Niech tytuł Was nie zwiedzie, to nie książka kucharska!
MasłoAsako Yuzuki wymyka się szufladkom gatunku.
Na „Lubimy czytać” widnieje jako kryminał, sensacja, thriller – dla mnie to raczej „literatura piękna” albo „literatura nieodkładalna”. Winking smile

Wykradałam bowiem każdą wolną chwilę na „jeszcze jeden akapit”, choćby tyci, tyci. Książka trzymała w napięciu od początku do końca. W każdym razie mnie trzymała, bo w internecie opinie podzielone,  przy tym sporo niskich: że nudy, że może i zapowiada się ciekawie, ale potem porażka, nie wciągnęła, nieudany prezent, co to w ogóle jest.
Mnie zachwyciła! Być może potrzebowałam czegoś oryginalnego i „Masło” powiało świeżością prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni.
To opowieść o przyjaźni, kobiecości i relacjach międzyludzkich, a takie lubię.

Rika, oddana pracy dziennikarka, chce przeprowadzić „wywiad życia” z Manako Kaji, posądzoną o zabicie trzech bliskich jej mężczyzn.
Kobiety spotykają się w areszcie śledczym w Tokio i rozmawiają przez szybę pleksi. Różnią się pod każdym względem, wzajemne porozumienie wydaje się niemożliwe. Manako Kaji powtarza, że jest niewinna, odmawia jakichkolwiek rozmów na temat rzekomych ofiar, przystaje jedynie na pogawędki dotyczące… jedzenia. Gotowanie jest jej pasją, przed aresztowaniem prowadziła popularnego bloga kulinarnego.

Z kolei Rika nie ma pojęcia o gotowaniu. Żywi się daniami instant, naprędce zalewanymi wrzątkiem. Mimo to zgadza się na warunki osadzonej.
Odtąd Manako Kaji dzieli się swoją miłością do tradycyjnego tłustego jedzenia, a Rika słucha, a następnie podejmuje się gotowania tychże dań, bądź kupowania ich w konkretnych miejscach, o wskazanych porach. Taki gastronomiczny układ.
Jak łatwo się domyślić – wskutek tych spotkań Rika doświadcza przemiany, też fizycznej, nabiera dodatkowych kilogramów, co w zafiksowanym na punkcie wagi japońskim społeczeństwie, od razu zostaje jej wytknięte.
Trudno się Rice dziwić, opisy dań są tak sugestywne, a same dania tak apetyczne, że w trakcie czytania ślinianki pracują pełną parą.
Manako ma taką siłę perswazji, że również ja, czytelniczka, nie mogłam się powstrzymać przed odtworzeniem jej przepisu (na razie tylko jednego, tego najprostszego) – na ryż.

79bf37a9-37f5-4fed-bc78-4737ec7401b4

A że akurat gotowałam ryż jako dodatek do zupy pomidorowej, to mały kopczyk odłożyłam na talerzyk i zgodnie z zaleceniem Manako jego szczyt pokryłam paseczkiem zimnego, świeżego masła i patrzyłam, jak topi się w zetknięciu z gorącem, jak zmienia się w oleistą strużkę i wnika w powłoczki ziarenek, które momentalnie nabierają gładkości i smaku.
Potem należało jedynie podlać ryż sosem sojowym i zajadać ze smakiem. Manako Kaji gwarantuje, że to danie uszczęśliwi nasze kubki smakowe, a ciało wypełni niezwykłą energią.
Nie wiem, czy to siła sugestii, w każdym razie ryż bardzo smakował Rice, mnie również.

W książce mamy jeszcze trzecią bohaterkę: Reiko, która jest najlepszą przyjaciółką Riki. Dziewczyny razem studiowały dziennikarstwo, jednak Reiko po wyjściu za mąż zrezygnowała z pracy w redakcji (a była w tym dobra!) na rzecz prowadzenia domu i starań o dziecko.
Reiko uwielbia gotować, a Manako Kaji fascynuje ją, nie z powodu swojej złej sławy i domniemanych morderstw, ale ze względu na ciekawe przepisy kulinarne.

Między trzema kobietami nawiązuje się dziwna więź, która odbija się na każdej z nich. Rika tyje, a Reiko odwrotnie – staje się coraz drobniejsza, jej kostki u nóg wyglądają jakby miały się złamać z chrupnięciem.

Motyw masła przewija się przez całą powieść.
Już w pierwszej scenie Rika udaje się z wizytą do Reiko, a ta prosi, by przyjaciółka po drodze kupiła kostkę masła. Jednak jako że w całym Tokio panuje deficyt nabiału, Rika kupuje margarynowy miks.
Masło zwieńcza każdą potrawę, wszystkiemu dodaje głębi smaku, nawet deserowym mochi.

Pewne światło na maślaną obsesję rzuca stara japońska bajka o czarnoskórym chłopcu Sambo. Sambo spotkał w lesie trzy tygrysy, które ukradły mu nowe ubrania, w dodatku chciały go zjeść. Na szczęście im się nie udało! Wdały się w kłótnię między sobą o to, który jest najwspanialszy. Każdy tygrys chwytał zębami ogon drugiego i w ten sposób wszystkie trzy wirowały wokół palmy. Wirowały tak długo i skutecznie aż zmieniły się w żółciutkie masełko.
Ojciec Sambo zebrał je i zużył do naleśników, którymi najadła się cała rodzina.
Morał z bajki? Nie rywalizować i nie popadać w samouwielbienie, bo ono prowadzi do zguby.

Czy trzem bohaterkom – Rice, Reiko i Manako – bliżej do tygrysów czy do rodziny Sambo, zjadającej tygrysie masło? Jeszcze nie wiem i pewnie dlatego ta historia wciąż chodzi mi po głowie.
Ma wiele warstw, jak masło. Pozwala się smarować na różne sposoby. Oblepia swą maślaną konsystencją i każe się spożywać kompulsywnie – nawet jeśli jednocześnie złości i irytuje. Taka to właśnie książka. Winking smile

Czytał ktoś z Was może „Masło”? Albo coś innego, co Was tak pochłonęło, że nie mogliście się oderwać od lektury? (nawet jeśli nie rozumieliście fenomenu książki). Podzielcie się, proszę, w komentarzach.
Dobrych polecajek nigdy dosyć.

1ffa1703-581e-47c2-85ae-c19c802daff1

Ten wpis został opublikowany w kategorii książki i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz