Kto dogoni uciekający żakiet?

DSCN7605

W minioną sobotę kilkaset „szpilek” w rytm muzyki sunęło, płynęło czy też podskakiwało po angielskim parkiecie. Suknie, prowadzone przez smokingi i garnitury, wdzięcznie wirowały nad ziemią. Och, działo się, działo!
Książę Harry żenił się z Meghan. Zachwyt, wzruszenie, podziw i… plotki.
Dwa tygodnie temu odbył się inny ślub; tym razem na polskiej ziemi (zresztą – a bo to jeden? Wiosna nastała, a za nią niczym welon panny młodej ciągnie się sezon weselny)… I my, w tejże ceremonii zaślubin, mieliśmy zaszczyt uczestniczyć; a potem bawiliśmy się na weselu.

Mati ożenił się z Martą, Marta poślubiła Matiego.
Było wspaniale i… na tym poprzestańmy, bo – po prawdzie – wcale nie miałam zamiaru pisać o weselu…
Właściwie to jeszcze nie wiem, o czym będzie ta notka.
Krótki wypad do Polski dostarczył nam bowiem tylu wspomnień, że usypaliśmy z nich góry piaskowe (a może nie piaskowe lecz wapienne, i wcale nie góry a skały)…

DSCN7631

Próbuję przywołać słowa, ale one zdają się dziś być lekkie jak motyle – i tak samo płochliwe. Moje zachłanne palce starają się pochwycić skrzydlate, kolorowe owady; usadzić na klawiaturze w bezruchu, opisać…
Marny trud! Skrzydła trzepoczą wytrwale w gotowości do ucieczki; w dłoniach zostaje mi ledwie pył… Ulotne piękno…
Cudne chwile zmieniają się w motyle”…

Zaraz, zaraz… Coś mi to przypomina…
W tym momencie motyli pyłek na moich dłoniach przeistacza się w piękną suknię.
Za chwilę suknia staje się żakietem, po czym żakiet zakłada wysokie pantofle na rękawy i zaczyna uciekać. Próbuję go dogonić. Żakiet mnie nie słucha. Pędzi nie wiadomo dokąd.
Ja za nim. Nagle z wieszaka w korytarzu zrywa się torebka.
Skacze w przód na długim pasku jak na skakance.
Zasuwa za żakietem, chyba chce mi pomóc go odzyskać.
Żakiet: szur szur, ja: tup tup, torebka: hop hop…
Co za widowisko!
A wszystkiemu winne… motyle? Pył?

***

Tyle czekania i w końcu stało się. Jedziemy do Polski. Ale fajnie!
Tylko najgorsze to pakowanie. O tak wielu rzeczach trzeba pamiętać!
Wybieramy się na wesele, więc będą nam potrzebne eleganckie stroje.
Mamy zamiar coś zwiedzić, zatem należy pomyśleć o wygodnych ubraniach.
Buty, piżamy, ręczniki, środki czystości, nakrycia głowy…
Może stroje kąpielowe się przydadzą?

Zawsze najpierw pakuję dzieci, a siebie na końcu.
Sporządzam spis rzeczy, to pomaga mi niczego nie przeoczyć.
Moje dziewczynki mają piękne sukienki. Nawet żadnej nie musiałam kupować.
Przyjaciółki chętnie oddają bądź pożyczają nam ciuszki po swoich dzieciach, babcie zawsze coś tam sprezentują i w sumie dziecięce szafy są wypełnione po brzegi.

DSCN7611

Niestety, w ostatniej chwili okazało się, że eleganckie buty, w których synek jeszcze w zeszłym roku szedł do pierwszej komunii świętej, stały się za małe.
To samo ze spodniami. Nie ma rady! Trzeba będzie młodemu kupić buty i spodnie na wesele. Ale to już w Polsce, gdzieś po drodze. Byle tylko nie zapomnieć…

Mężowski garnitur zaliczył już parę imprez, nie szkodzi – zaliczy kolejną.
A ja? Dwa lata temu kupiłam sobie sukienkę na komunię córki i potem już nie miałam okazji jej włożyć. Teraz będzie idealna.
Przezornie przymierzyłam ją kilka dni temu i, na szczęście, nadal pasuje.
Do kompletu z suknią był łososiowy żakiet.

Kurczę, gdzie on się podział? Nie ma go w szafie, nie ma na strychu…
Może jakimś cudem wzięłam żakiet do Polski i zostawiłam w domu rodziców?
Dzwonię do mamy. Obiecuje sprawdzić. Mam nadzieję, że marynarka się znajdzie.

No dobrze, jeszcze tylko buty i torebka. I lakier do włosów.
Na co dzień nie używam, ale „od święta” może się przydać…

***

Samochód mknie po niemieckiej autostradzie.
Podróż się dłuży, ale nam to nie przeszkadza. Polska granica zbliża się coraz bardziej.
I oto jest! Bez pachnie, rzepak się złoci, motyle latają…
Ach, te motyle! Wystrojone jak na bal.
My też wkrótce się wystroimy. Zatańczymy. Świat zawiruje…
Mam tylko nadzieję, że mama znalazła ten nieszczęsny żakiet!

A jednak nie! Morelowa marynarka przepadła jak kamfora.
Mama przejrzała wszystkie szafy i zauważyła jedynie białe bolerko.
Białe lepsze niż żadne, prawda?

***

Po drodze zatrzymujemy się na noc u przyjaciół, jeszcze z czasów studenckich.
Wieczorem wspominamy stare dzieje.

– A pamiętasz imprezy na studiach? – zagaduje mnie koleżanka.
– Pewnie, że pamiętam, w końcu tak dużo ich nie było – śmieję się, bo kluby studenckie odwiedzałam sporadycznie.
Byłam typem kujona, na każde wyjście do dyskoteki dziewczyny musiały mnie długo namawiać. Inna sprawa, że jak już zdecydowałam się na wyjście, to z reguły dobrze się bawiłam.
– Pamiętasz, jak biegałyśmy po akademiku pożyczając sobie nawzajem kiecki… – zaczyna psiapsiółka.
– Acha – mruczę i dodaję – …a w końcu i tak każda szła w swoich ulubionych dżinsach.
– A potem walczyłyśmy o miejsce przed lustrem w zbiorowej łazience. Układanie włosów, nawijanie na szczotkę, nienaganny makijaż… Kiedy to było? – zamyśla się koleżanka, ale ja jej brutalnie przerywam:
– Wiesz, że odkąd mam dzieci, to w zasadzie wcale się nie maluję? Nie suszę włosów, nie układam, tylko wiążę kucyk i już.

DSCN7697

– I jesteś z tego dumna? – koleżanka przygląda mi się badawczo. – Ale na wesele to chyba się pomalujesz, co? I coś zrobisz z włosami… –
– Myślisz? Chyba wypadałoby, a wiesz… ja nawet nie mam szminki!
– Ale mam za to tusz do rzęs! – dodaję szybko pod wpływem zniesmaczonej miny kumpeli.
Naraz ona zrywa się z kanapy i oznajmia tonem nieznoszącym sprzeciwu:
– Ty, ubieraj się!
Patrzę na nią osłupiała. Nie rozumiem.
– Przecież jestem ubrana!
– Oj tam! Zakładaj to, co masz zamiar włożyć na wesele. Przecież nie widziałam cię w tej sukience z komunii.
– Widziałaś na zdjęciu!
– To nie to samo. Tam miałaś żakiet. Dawaj! Przecież musisz sprawdzić, czy to białe bolerko pasuje, no nie?

Dla świętego spokoju daję się przekonać. I słusznie! Okazuje się, że owszem, sukienka leży ładnie, natomiast zastępcza marynarka w ogóle do niej nie pasuje. Ojej! I co teraz?

– Ty, a gdzie masz torebkę? Bo stoisz przede mną jak panna z tańca! – przytomnieje koleżanka.
– Mam, mam torebkę. Na pewno! Muszę sobie tylko przypomnieć, gdzie ją włożyłam.

Niestety, wśród licznych pak i pakunków, ostatecznie torebki nie znajduję.
Też coś, gdzie ona się mogła podziać?!
Wciąż pamiętam moment, gdy zdejmowałam ją z wieszaka i… właśnie – i co wtedy?
Chyba prześladuje mnie jakieś fatum!
Nie mam żakietu, nie mam torebki….

Koleżanka próbuje rozwiązać problem.

– Czekaj, przecież ja też mam jakieś torebki. Zaraz ci coś znajdę!
O, ta beżowa nawet ładnie pasuje! Pożyczę ci ją, oddasz mi latem. Albo prześlesz. No, bierz!

Jest trochę lepiej: nie mam żakietu, ale mam torebkę…
To już jest coś!

***

Żegnamy się z przyjaciółmi, po czym ruszamy w dalszą trasę!
Słoneczko pięknie świeci – to dobrze, nawet bardzo dobrze, przynajmniej żakiet nie będzie mi potrzebny. Świeć słonko, świeć!

Po drodze natrafiamy na galerię handlową. Zatrzymujemy się, by kupić buty i spodnie dla syna. Mamy farta! W obuwniczym właśnie zaczęła się promocja, w sklepie z odzieżą dziecięcą – również, więc nawet nie wykosztowujemy się aż tak bardzo.
Poza tym jesteśmy praktyczni – kupujemy buty i spodnie typu sportowego, by syn mógł je nosić nie tylko „od święta”.

***

W końcu nadchodzi dzień wesela.
Szykujemy się. To znaczy ja szykuję nas.
Prasuję dziecięce sukienki, chłopięcą i mężowską koszulę, a na końcu swoją “kreację”.
Jakie szczęście, że żakiet zginął – odpada jedna rzecz do prasowania!
Czyszczę wszystkim buty… oczywiście swoje na końcu.

Czas zaczyna gwałtownie przyśpieszać.
Dzieciom trzeba wziąć rzeczy na zmianę (zwłaszcza najmłodszej, która być może już w czasie obiadu pobrudzi kieckę zupą lub warzywami).
I tak mamy ogromne szczęście, bo odpada mi problem czesania.
Okazuje się, że jeden z gości weselnych, jest zawodowym fryzjerem.
Marcin strzyże chłopaków, czesze dziewczynki, mnie również.
Moja wdzięczność i radość nie ma końca!

DSCN7486

A czas dalej pędzi jak po autostradzie!
Rety, naprawdę jest już tak późno?
Nie zdążyłam pomalować sobie paznokci, na staranniejszy makijaż także zabrakło mi czasu. Musi wystarczyć odrobina pudru, tusz do rzęs i byle jaka szminka kupiona w ostatniej chwili w przydrożnym sklepiku.

O, ironio losu!
Gdy miałyśmy po dwadzieścia lat, godzinami „upiększałyśmy się” przed lustrem, choć wcale nie było nam to potrzebne. Wtedy próbowałam dodać sobie lat mocniejszym makijażem, by wyglądać jak prawdziwa studentka, a nie uczennica liceum; by w końcu zaczęto traktować mnie poważnie…
A teraz? Teraz bardzo przydałby mi się „odmładzający” makijaż!
Niestety, nie mam na niego czasu!
Zamiast kolorowych kosmetyków kupuję spinki do włosów, gumki i opaski swoim córkom.

***

Idę na wesele taka codzienna i zwyczajna.
Ale to mi nie przeszkadza! Bo ja wcale nie myślę o sobie.
Skupiam się na młodych, na Marcie i Mateuszu, wszak oni są najważniejsi.
Wzrokiem gonię też motyle.
Motyle? Jakie motyle?
Przecież to moje córki ubrane w kolorowe sukienki…

DSCN7485

Z zamyślenia wyrywa mnie głos męża:

– Nie ruszaj się! Zrobię ci zdjęcie.
– Później! – rzucam. – Teraz „pstryknij” dziewczynki. Póki sukienki są czyste i zanim warkocze się rozlecą. I Groszka uwiecznij na pamiątkę!

***

Tym sposobem nie mam ani jednego własnego zdjęcia z wesela.
Nieważne! Sama sobie jestem winna.

Za to dzieciaki mają sporo ujęć. To chyba dobrze, prawda?
W końcu to one rosną i zmieniają się.
A ja? Ja, co najwyżej, rosnę wszerz i zmieniam się, owszem, ale te zmiany nie do końca mi się podobają i właściwie to nawet nie mam ochoty oglądać ich na zdjęciach.

Co prawda obiecałam koleżance, że jej wyślę fotkę z wesela (jestem jej to winna, przecież pożyczyła mi torebkę), ale ona to zrozumie.
Przecież już od dawna nie jesteśmy studentkami!
Od dawien dawna nie ma długotrwałego przeglądania się w lustrze, nie ma nawijania włosów na wałki, nie ma kosmetyczki wypchanej po brzegi kosmetykami!
Nie ma…

Jest za to motyli pył, który staje się sukienką, by za chwilę przemienić się w szalony żakiet. I jest torebka próbująca go dogonić. Skacze w przód na długim pasku jak na skakance. Ulotne piękno.
A wszystkiemu winne… motyle!
Jakie? Oczywiście te wirujące na parkiecie w pięknych sukniach od babci. 😉

***

Ps. Łososiowy żakiet do dziś uważam za zaginiony. Natomiast torebka znalazła się po powrocie do domu, podczas rozpakowywania bagaży – cały czas grzecznie siedziała sobie w którymś z plecaków.;)

DSCN7553

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Kto dogoni uciekający żakiet?

  1. szarabajka pisze:

    Motyle są piękne i dlatego się nimi zachwycasz. Może daj szansę dzieciom, żeby mogły się Tobą także zachwycić, a nie tylko docenić i kochać? Dzieci bardzo chcą mieć mamę, którą można się pochwalić, nie tylko z powodu, że jest dobrym człowiekiem i gospodynią. Pomyśl o tym 😉

    A sukienki dziewczynek są naprawdę przeurocze!
    Co do syna, to przeżywałam ten sam ból. Rok po Komunii dzieci szły w strojach komunijnych na Boże Ciało. Nie wszystkie. Mój także nie miał już w czym, a przecież nie mogłam go ubrać na procesje na sportowo.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję Szarabajko za Twe życzliwe słowa. 😉
      Pomyślę nad nimi, pomyślę. 🙂
      No i oczywiście spróbuję zadziałać, a nie tylko poprzestać na myśleniu. 😉

      Sukienki dziewczynek faktycznie ładne, a zdradzę Ci, że kupione za grosze w secondhandzie w Polsce.
      A skoro Twój syn też tak urósł po komunii to widocznie chłopcy w tym wieku mają taki rozwojowy skok wzrostu. Na szczęście u nas alba jeszcze pasuje, więc nada się na Rocznicę I Komunii, która odbędzie się za tydzień. 🙂

      Polubienie

  2. Natalia pisze:

    Bardzo fajnie napisany tekst i świetne zdjęcia

    Polubione przez 1 osoba

  3. jotka pisze:

    Oj, masz urwanie głowy, jak słowo daję, ale Szarabajka ma rację, może poluzuj z perfekcyjną mamą, a pomyśl też trochę o sobie. Szczęśliwa mama (kobieta) jest bardziej potrzebna dzieciom, niż 3- daniowy obiad… (taką radę usłyszałam kiedyś w radiu i starałam się jej trzymać;-)
    Pakowania też nie lubię, zawsze mam wrażenie, że czegoś zapomniałam…
    Mówisz, że dzieci się zmieniają, więc robicie im zdjęcia, a czy one będą miały na pamiątkę zdjęcia mamy?

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Ogrom mądrości i życzliwości znajduję w Twoich słowach, Jotko.
      To jest trochę tak, jakbym siedziała w ciemnym pokoju i nie mogła znaleźć włącznika światła, a nagle pojawiasz się Ty, robisz „pstryk” i zaczynam w końcu widzieć: wszystko staje się proste i oczywiste.
      Ja cały czas uczę się pozwalania sobie na bycie „nieidealną” mamą i chyba coraz lepiej mi to wychodzi, już mam w sobie akceptację na odpuszczanie pewnych rzeczy jak choćby wspomniany przez Ciebie obiad 3 – daniowy(takowy jest u mnie tylko w święta lub niedzielę). Pozdrawiam i dziękuję za serdeczność:)

      Polubienie

      • jotka pisze:

        Sorry, nie chciałam Cię pouczać, absolutnie! Mój jedynak to pikuś w porównaniu z Twoją fantastyczną drużyną 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        • Igomama pisze:

          Jotko, no co Ty!
          Kochana, absolutnie nie odniosłam wrażenia, że mnie pouczasz! Bynajmniej!

          Teraz to ja mam wyrzuty sumienia, że może źle się wyraziłam w komentarzu i przez to mogłaś opacznie zrozumieć moje słowa.
          Więc jeszcze raz: Jotko, wczoraj odpowiedziałam Ci z intencją miłości i wdzięczności, choć może ta metafora ze światłem w ciemnym pokoju była zbyt górnolotna, ale – wierz mi – tak się właśnie poczułam i uznałam, że jak napiszę zwykłe „dziękuję”, to nie odda to pełni moich ciepłych uczuć wobec Ciebie. No i przedobrzyłam. 😉
          Teraz wiem, że mniej znaczy więcej.
          I zwykłe „dziękuję” jest najlepsze. 🙂

          Przepraszam! Ale wiedz, Jotko, że Twoja życzliwość i bezinteresowna troska wywołały wczoraj łzy z moich oczu. I stąd moja, może trochę zbyt egzaltowana, reakcja.

          I, broń Boże, nie uważam, że liczba dzieci wpływa na jakość macierzyństwa i trójka potomstwa daje matce większą podstawę np. do zmęczenia czy narzekania niż matce jedynaka. Absolutnie nie, wręcz przeciwnie!
          Czasem odnoszę wrażenie, że właśnie rodzice jedynaka są bardziej skoncentrowani na dziecku i siłą rzeczy poświęcają mu więcej energii i uwagi niż rodzice wielodzietni (bo jak jest dwoje czy więcej maluchów w domu – to one zajmują się sobą nawzajem, bawią się razem, a rodzic może być tylko obserwatorem. Z jedynakiem tak się nie da). 😉

          Mam nadzieję, że nie masz do mnie żalu, Jotko, bo nie darowałabym tego sobie.
          Ufam też, że spędziłaś dziś cudowny Dzień Mamy.
          Pozdrawiam serdecznie 🙂

          Polubienie

          • jotka pisze:

            O matko, to ja teraz mam wyrzuty, że Ty miałaś wyrzuty;-)
            O żadnym żalu nie ma mowy, ja naprawdę podziwiam, że tak wszystko ogarniasz, ja ledwo ogarniałam pracę i mojego jedynaka.
            Dzień Matki będziemy świętować z Dniem Dziecka w Poznaniu, ale życzenia telefoniczne były i powiedziałam synowi, że On, to najlepsze, co mi w życiu wyszło 🙂
            Buziaki przytulaki:-)

            Polubione przez 1 osoba

            • Igomama pisze:

              Super, Jotko, że wszystko jest ok. 🙂 🙂 🙂
              Cieszę się bardzo. 😉
              Pięknie słowa powiedziałaś Synowi.
              Szczęściarz z Niego, naprawdę! 🙂
              Miłego, podwójnego, świętowania w następny weekend w Poznaniu życzę!
              A przytulaski dla Was również:) 🙂

              Polubienie

  4. oko pisze:

    czas najwyższy nauczyć potomka trzymania aparatu i robienia zdjęć mamie. dzieci wyfruną z gniazda i zaczniesz szukać fotografii, na której będziesz z którymś z pisklaków. rozczarowanie?

    Polubione przez 1 osoba

  5. Igomama pisze:

    Rozczarowanie chyba nie… Raczej pobudka! 🙂
    Na szczęście na dobre zmiany nigdy nie jest za późno. 🙂
    Absolutnie przyznaję Ci rację!

    Polubienie

  6. Hm, wiesz, ja też zawsze twierdzę, że nie mam zdjęć, bo lepiej je robię niż na nich wychodzę. Z jednej strony prawda – zdjęcia robię świetne. Ale z drugiej – jak moja mała Żabka stanie się dorosłą Żabą – to dojdzie do wniosku, że tylko Tatuś ją tulał, nosił, był przy niej. Tłumaczenie – mamusia stała po drugiej stronie aparatu jest słabe. Więc proponuję – z każdej imprezy, każdego wyjazdu – musowo zdjęcie z każdym z rodziców, a najlepiej z obojgiem. Choćby miało być nieostre. …tylko żakiet trzeba znaleźć 😉 …no i makijaż zrobić. Skaranie boskie z tymi pędzlami 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      To, co piszesz, brzmi bardzo rozsądnie.
      Podoba mi się Twoja propozycja, bo to taki złoty środek – kompromis, który jestem w stanie przyjąć. I tak zrobię, posłucham Cię. 🙂
      Pięknie dziękuję.
      Ps. I będzie większa motywacja, by makijaż zrobić. Szkoda tylko, że ten żakiet nie pozwala się znaleźć (co za urwis;) ). 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s