Za smakiem espresso

58602861_355648751960945_4451338370823487488_n

Nie ma nas na blogu (i nie będzie jeszcze przez tydzień), więc pomyślałam, że należy się Wam wyjaśnienie. Pamiętacie naszych przyjaciół – Andreę i Maurizio? Tak, to ci, którzy zaprosili nas ongiś na ucztę (tę z ostrygami na przystawkę). Maurizio jest rodowitym Włochem, więc tegoroczne święta wielkanocne i ferie majowe spędza w swoim domu rodzinnym w Toskanii.

Gdy zaproponował nam wspólny pobyt wśród gajów oliwnych, kwitnących akacji, smukłych cyprysów i łagodnych gór, nie mieliśmy problemu z podjęciem decyzji.
Odpowiedź była oczywista: “Tak, jedziemy z Wami!”
Święta Wielkanocne spędziliśmy jeszcze w Holandii, ale potem dołączyliśmy do przyjaciół. Hura i oto jesteśmy w Toskanii! Mamy mało czasu, więc zwiedzamy i… próbujemy przetrwać tzn. odpoczywać (przy szóstce dzieci to nie jest łatwe). 😉

58805536_611370452672480_3261006167765155840_n

O pisaniu nie ma mowy, ale żeby choć trochę przegnać nudę na blogu, wklejam moje małe opowiadanko. Ma włoskie akcenty, więc wydaje mi się, że nawet tu pasuje.
Dla tych, co lubią czytać. 🙂
Pozdrawiamy i do zobaczenia!

58622790_2390964251190002_6479109722526973952_n

Za smakiem espresso

Natalia weszła do mieszkania pośpiesznym krokiem. Zdjęła płaszcz, odwiesiła torebkę i równiutko ustawiła buty w korytarzu. Wsunęła stopy w miękkie kapcie i przeszła do salonu. Skrzywiła się na widok stołu. Płatki kukurydziane tworzyły wulkaniczne stożki, a rozlane mleko przypominało lawę.
„Znowu to samo – pomyślała. – Kiedy chłopcy nauczą się po sobie sprzątać? Tyle razy prosiłam.”
Wytarła stół i nastawiła automat do kawy. Po chwili kuchnię wypełnił intensywny aromat palonego ziarna. Posmarowała kremowym serkiem dwie kromki chleba, całość ozdobiła rozetką figowego dżemu. Gotowe! Śniadanie w włoskim stylu na dobry początek dnia. Rozsiadła się na krześle, zmrużyła oczy i wzięła głęboki oddech.
Mm, jak dobrze, chwilo trwaj!
Chłopcy w szkole, Robert w biurze, a ona mogła swobodnie delektować się ciszą.
I filiżanką espresso.
Jak zawsze w takich chwilach wzrok Natalii odruchowo powędrował na ścianę, gdzie zakotwiczył na widoku weneckiego Canale Grande i Mostu Westchnień.
To nie był zwykły obraz, lecz przyklejone do tektury puzzle, które Robert podarował jej parę lat temu pod choinkę. Tysiąc niebieskoszarych, białych i zgniłozielonych kartoników – w pojedynkę nic nie znaczyły, razem tworzyły piękny pejzaż.
– Skarbie, obraz z puzzli w salonie? – skrzywił się Robert. – Daj spokój! Wynieś to na górę.
Nie wyniosła. Miała sentyment do tego puzzlowego obrazka.
Zaraz po studiach, wyjechała na rok do Włoch.
Opiekowała się dziećmi, a przy okazji nauczyła się języka, poznała tamtejszą kulturę i mieszkańców. Sporo zwiedziła; widziała Florencję, Pizę, Rzym, Neapol.
No i Wenecję, ją najbardziej pokochała. Tak, ma mnóstwo wspomnień z tamtego czasu.
Gaje oliwne, kwitnące drzewa pomarańczy, pizza posypana rukolą, rozpływające się w ustach tiramisu. Głośne rozmowy z przyjaciółmi przy kawiarnianych stolikach.
Czarne oczy Francesco…
Uśmiechnęła się. Kiedy to było? Miała wtedy ze dwadzieścia parę lat…
Ale co to? Natalia dostrzegła, że na jej ulubionym obrazie brakuje kilku elementów.
Jeszcze wczoraj puzzle były kompletne. Widocznie klej puścił.
Zlustrowała podłogę w poszukiwaniu brakujących kawałków, ale niczego nie znalazła.
Może chłopcy je wzięli? Zapyta, jak wrócą ze szkoły.
Dzwonek do drzwi wdarł się do mieszkania tak nagle, że aż podskoczyła.
No tak, dziś wtorek, dziewczyny przychodzą na cotygodniową kawę.
– Już idę! – zawołała biegnąc w kierunku korytarza.
W progu stały dwie kobiety w średnim wieku. Anka miała staranny makijaż i fryzurę jakby wyszła prosto z salonu. Kasia, z włosami związanymi w ciasny kucyk i podkrążonymi oczami, wypadała niekorzystnie na tle zadbanej koleżanki. Mała dziewczynka wisiała na przedramieniu Kasi jak dziwaczna torebka.
– Cześć, piękna! Jesteśmy. Czuję zapach kawy – zawołała Anka rzucając kurtkę na pufę.
– Mama, piciu – zajęczała dziewczynka.
– Zaraz, Majka. Poczekaj niech się rozbiorę – wywróciła oczami Kasia. – I przywitam się z ciocią – dodała cmokając powietrze wokół policzka Natalii.
– Piciu, piciu!
– Przestań, Majka! Nie denerwuj mnie. Całą drogę tylko piciu i piciu. Oszaleć można!
– Nie łam się, Kaśka! Zobaczysz, jeszcze będziesz za tym tęsknić – roześmiała się Anka. – Moja ma czternaście lat i już nie chce ze mną gadać. Całymi popołudniami siedzi w swoim pokoju. Czuję, jakbym dziecka nie miała.
– Ale ci zazdroszczę! – westchnęła Kasia. – Nie mogę się doczekać, jak Majka skończy trzy lata i pójdzie do przedszkola. Już ją zapisałam. Rety, dziewczyny nie wiecie nawet, jaki jest teraz koszmar z przedszkolami!
– Natalia? Halo! A ty czemu nic nie mówisz?
– No właśnie. Co się dzieje?
Natalia zatrzepotała powiekami, jakby pytanie wyrwało ją ze snu. Szybko przywołała uśmiech na twarz.
– Nie, nic. Wszystko dobrze, dziewczyny. Chodźcie na kawę.
– Ach, ta twoja kawa! Chodziła za mną już od rana. Jak ja ci zazdroszczę tego ekspresu!
– Wiem, wiem. Też go uwielbiam. A dla ciebie, Majeczka, ciocia ma sok jabłkowy, w twoim ulubionym kubku z Peppą. Proszę! – wręczyła dziewczynce kolorowy „niekapek”.
Już za chwilę wszystkie siedziały przy wielkim, drewnianym stole pochylając się nad delikatnymi filiżankami z parującą kawą. Maja krążyła między nimi jak satelita wokół planet.
– Dziewczyny, jaka ja czasami jestem zmęczona! – jęczała Kasia. – Mówię wam, Majka kiedyś mnie wykończy.
– Kochana, my to znamy – Anka poklepała ją po ramieniu. – Małe dzieci są męczące, ale z dużymi też nie ma lekko. Przekonasz się za parę lat.
– A ty? Co o tym myślisz, Natalia?
– Twój Szymek jest w trzeciej klasie, a Antek w pierwszej, prawda?
– Yhm.
– To masz dobrze. Dzieci prawie odchowane – westchnęła Kasia.
– No! Wyrośli już z pieluch i marudzenia, a jeszcze nie zaczynają pyskować tak jak moja – dodała Anka.
– Nie przesadzajcie, dziewczyny! – uśmiechnęła się Natalia. – Można by pomyśleć, że mam raj.
– A nie masz?! – obruszyły się przyjaciółki.
– A mam?
– Pewnie, że masz. Idealne dzieci, idealny mąż.
– Idealne…?
– Kochana, nie przerywaj! I nie śmiej się. Zobacz: twoi chłopcy dobrze się uczą, Robert zarabia kupę kasy…
– … nie musisz pracować, możesz sobie siedzieć w domu…
– … i pachnieć? – w uśmiech Natalii wkradła się ironia.
– Oj, żebyś wiedziała! Pachnieć i pić cappuccino.
– Otóż to. Właśnie. Natalia nie wypieraj się!
– Skoro tak uważacie – Natalia wzruszyła ramionami.
Jej spojrzenie znów powędrowało w stronę weneckiego Mostu Westchnień. Właściwie ilu kawałków brakuje? Jeden, dwa, trzy… Czterech. Z dolnej ramki.
Nie rzuca się to jakoś specjalnie w oczy. Poza Natalią nikt nie zauważył.
Most Westchnień – wizytówka Wenecji. Idealna sceneria do zdjęć, według turystów.
Mało kto wie, że czterysta lat temu, tym mostem, więźniowie udawali się na egzekucję.

58570997_2133387966758555_1732440776136196096_n
***
– Mamo, jak odrobię lekcje, to będę mógł pograć na komputerze? – Szymek wbił niespokojny wzrok w Natalię.
– Najpierw odrób lekcje, a potem pogadamy.
– Ale dlaczego Antek może się bawić a ja nie?!
– Skarbie, Antek jest w pierwszej klasie, a ty w trzeciej.
– Ale ja już w pierwszej miałem dużo zadawane! To niesprawiedliwe.
– Szymek, przestań jęczeć, bierz się za lekcje.
– Nie chcę! Ja w tym domu mam najgorzej! – Szymek uderzył pięścią w książkę.
Antek, który dotychczas w milczeniu prowadził czerwone auto typu hot wheels po plastikowym torze, gwałtownie wstał i zawołał:
– Nie kłam! Ja mam najgorzej! Muszę pierwszy chodzić spać.
Powietrze w pokoju zgęstniało jak przed burzą. Natalia poczuła przyśpieszone bicie serca, jej policzki zapłonęły czerwienią. Na pamięć znała dalszy przebieg wydarzeń: chłopcy będą się licytować, który jest bardziej pokrzywdzony przez los. Ich głosy będą narastać jak bluszcz, aż w całości oplotą jej układ nerwowy. W ślad za piskami, pójdą w ruch łokcie i nogi. Bójka gotowa. Zawsze to samo.
– Dosyć tego! – ryknęła. – Macie się natychmiast uspokoić! Zaraz tata wróci z pracy i się zdenerwuje. Szymek, bierz się za lekcje! A ty, Antek, mu nie przeszkadzaj!
Chłopcy ucichli, na ich twarzach odbijał się gniew. Obrazili się, bo zaczęła krzyczeć.
Antek w tę i z powrotem jeździł autem. Szymek pochylił głowę nad książką.
Cisza wróciła i rosła. Natalia sięgnęła po komórkę i w skupieniu zerknęła na ekran. Żadnych nowych wiadomości. Wystukała sms, przeczytała go i zaraz skasowała.
Tylko spokojnie, tylko spokojnie. Musi to zrobić. Jeszcze jedna próba.
Zbierała słowa z klawiatury, jakby ważyły tonę, a potem przyglądała im się, próbując odgadnąć ich sens. No już, nie wahaj się, wyślij!
„Wiadomość została wysłana” obwieścił krótki sygnał.
– Dzień dobry, skarby! – usłyszała głos męża i natychmiast odrzuciła telefon, jakby parzył.
– Tata! – chłopcy zerwali się i równocześnie wybiegli na korytarz.
– Wpuścicie mnie do domu, chłopaki, czy nie? Bo zaraz mnie przewrócicie! – Robert śmiał się, gdy tymczasem chłopcy wykonywali wokół niego dziwne skoki przypominające indiański taniec. Natalia stanęła w korytarzu i przyglądała się im bez słowa.
– Kotek, zrobisz mi kawy? Padam z nóg – Robert spojrzał na nią prosząco. – Ten najnowszy klient nas wykończy. Nie masz pojęcia, co on dzisiaj wymyślił…
– Robert – przerwała mu. – Chciałam z tobą porozmawiać.
– Nie teraz, kochanie. Nie teraz. Potrzebuję kawy i chwili spokoju, okej?
– Chłopcy zrobili lekcje? – dodał.
– Ja dzisiaj nic nie miałem – pośpiesznie zastrzegł Antek.
– A ja mam i to trudne!– tupnął nogą Szymek.- A mama nie chciała mi pomóc.
– Naprawdę? Mama – nie – chciała – ci – pomóc? – Robert wyartykułował każde słowo, po czym spojrzał pytająco na żonę. Natalia, nie odzywając się, obróciła się na pięcie.
Weszła do kuchni. Włączyła ekspres do kawy.
***
Zmierzch zapadł wcześniej niż się spodziewała. Okrył świat peleryną w kolorze cappuccino i był w tym geście jakiś rodzaj pieszczoty. Robert położył się zaraz po kolacji.
– Kotek, coś mnie głowa rozbolała – zamruczał odkładając talerz.
– Ale mieliśmy porozmawiać – Natalia posłała mu poważne spojrzenie.
– Dziś nie dam rady. Ten klient… Łeb mi zaraz pęknie.
– Robert…
– Kotek, jak chcesz sobie kupić jakiś ładny łaszek, to wiesz, że nie ma problemu. – Cmoknął ją w policzek i poszedł do sypialni. – Teraz muszę wziąć proszek i się położyć.
Natalia dopilnowała, by chłopcy dokładnie się umyli. Gdy poszli do łóżek, zamknęła się w łazience. Obserwowała lustro, jak zwykle upstrzone białymi plamkami po paście do zębów. Już miała je wyczyścić, gdy nagle zmieniła zdanie. Jej ręka zawisła nad ścierką, a palce zacisnęły się w pięści.
„Białe plamki – pomyślała. – Jak połamane muszle. Albo jak rozdmuchana pianka z cappuccino… Albo … ptasie gówno.”
Zachichotała nerwowo niczym mała dziewczynka przyłapana na złym uczynku.
– Gówno. Gówno. Gówno – podśpiewywała przyglądając się swojemu odbiciu.
Wyjęła z kieszeni komórkę. Przez chwilę ważyła ją w dłoni, potem zerknęła na ekran.
Pięć nieodebranych połączeń od Moniki. Trzy nieprzeczytane smsy.
Od Moniki: „Jestem pod domem.” i „Czekam w aucie. Chyba się nie rozmyśliłaś?”.
I od mamy: „Będę u was o szóstej rano jak chciałaś. Do zobaczenia jutro!”
Miała wielką ochotę wejść do pokoju chłopców, tak lubiła patrzeć, jak śpią.
Szymek zawsze zwinięty w kłębek, a Antek – na plecach, z rękami wzniesionymi w górę jak wyrośnięty niemowlak. Nie mogła tego zrobić. Nie teraz. Musiała być silna.
Po cichu przemknęła w stronę korytarza. Włożyła wygodne czółenka, otuliła się płaszczem, chwyciła torebkę. Omiotła wzrokiem swoje wygodne kapcie, przez chwilę zawahała się; może powinna je zabrać? Nie. Kapcie zostaną. To ona rusza.
Do Włoch. Kilka dni temu spakowała walizkę i zaniosła ją do mieszkania Moniki.
Anka i Kasia zazdroszczą oryginalnego aparatu do kawy, fakt, jest dobry, ale… espresso na piazza smakuje o niebo lepiej. Toskańskie pomidory, sczerniałe od słońca oliwki, buzujące w kieliszku prosecco – kuszą, lecz tak naprawdę to nie o nie się rozchodzi.
Musi odszukać Francesco, dowiedzieć się, czy on… czy jeszcze…
Bo niepewność jest najgorsza, przeszkadza bardziej niż brak kilku zagubionych puzzli w weneckim krajobrazie.

Ps. Opowiadanie jest fikcją literacką, zbieżność imion przypadkowa.
Wrażliwsze uszy przepraszam za brzydkie słowo, jego użycie było jednak niezbędne dla przełamania słodyczy tekstu. Puszczam oczko

58649550_587315591752030_6761773967091957760_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowe zwiedzanie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Za smakiem espresso

  1. jotka pisze:

    Ale Wam zazdroszczę tej Toskanii. U nas majówka ma być zimna i deszczowa.
    Opowiadanie przeczytam jutro, bo teraz zmęczona jestem.
    Cieszcie się słońcem i kolorami pięknej przyrody i smakami oczywiście:-)

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Jotko, dziękujemy.
      Och, przyroda w Toskanii jest naprawdę piękna, a smaki pyszne,mocne i intensywne.
      Zakochałam się w tutejszych serach, lody jemy codziennie i generalnie czuję, że te wyjazd będzie nie tylko bogaty w wrażenia, ale też w dodatkowe kilogramy.

      Udanej majówki! Oby prognozy się myliły i jednak słonko wyjrzało w te wolne dni.
      Odpoczywaj, Jotko.

      Polubienie

  2. oko pisze:

    początek w sam raz nie na opowiadanie, a na całą książkę.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Monia pisze:

    Piękne miejsce! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Malwina pisze:

    Super, odpoczywajcie! Mam nadzieję, że pogoda dopisuje ;*

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s