Wizyta, której nie sprostaliśmy

WhatsApp Image 2022-03-21 at 17.00.37

Wczoraj odwiedziła nas czternastoletnia Ksenia z Ukrainy. Miła, skromna i bardzo nieśmiała. Przypominała drżącą na wietrze gałązkę. Smutek miała wypisany na twarzy, uśmiechnęła się parę razy, ale uśmiech nie sięgał oczu. Ksenię przyprowadziła Yulija, którą poznałam na poprzednim kursie niderlandzkiego; kurs się skończył, kontakt pozostał.

Teraz Yulija podzieliła się swoim domem z przyjaciółmi, rodakami uciekającymi przed wojną. Podróż z Ukrainy do Holandii zajęła im trzy dni i cztery noce. Przesiadali się w Lwowie, Przemyślu, Wrocławiu i Berlinie, i gdzieś jeszcze – nie pamiętam gdzie.
Na szczęście znaleźli bezpieczną przystań u Yuliji i jej męża.
Yulija co prawda ma dwie córki, ale małe, więc uznałyśmy, że Kseni dobrze by zrobił kontakt z rówieśnikami, zaoferowałam więc  towarzystwo Iskierki i Groszka.
Ksenia pójdzie do miejscowej szkoły średniej, więc przydałoby się, by przedtem ktoś przybliżył jej holenderską rzeczywistość, system szkolny, przedmioty, zwyczaje.
Kto zrobi to lepiej niż rówieśnicy?
Zresztą, nastolatki same wiedzą, o czym rozmawiać: o muzyce, książkach, filmach, social mediach. Poradzą sobie.

WhatsApp Image 2022-03-21 at 17.00.55

Porozmawiają, zjedzą ciasto, a potem może przejdą się po okolicy, bo pogoda prosi się o spacer. A jeśli będą woleli zostać w domu, też nie powinni się nudzić.
Przygotowaliśmy gry planszowe, te z prostymi instrukcjami, powszechnie znane: Rummikub, Dobble, „Sen” . Dzieci posprzątały pokoje. Okruszek, po małych turbulencjach, ostatecznie zaakceptował fakt, że jeśli starsze dzieci będą chciały porozmawiać bez asysty najmłodszego “ucha”, mają do tego prawo.

Upiekłam ciasto, a nawet dwa, bo będzie nas dużo i przyda się wybór.
Padło na brownie i „brzoskwinkę”, plus jakieś „chrupadełka”, napoje.
A później miała być pizza – w misce rosło drożdżowe ciasto, sos pomidorowy i składniki też przygotowałam zawczasu.
Przed wizytą nakreśliłam dzieciom pokrótce sytuację Kseni. Groszek i Iskierka rozumieją, jak ciężko znaleźć się nagle w obcym państwie, wśród osób władających innym językiem. Pamiętają swoje pierwsze dni w Holandii, tutejszą szkołę i osaczające poczucie obcości i niezrozumienia wynikające z bariery językowej i kulturowej.
Gdy się tu sprowadziliśmy, Iskierka miała niecałe siedem lat i przez pierwszy miesiąc niemal codziennie wracała ze szkoły ze łzami w oczach.
Płakała z frustracji i z tęsknoty za swoją polską zerówką, za ukochaną panią Jagodą i najlepszą przyjaciółką Mają. Płakała, bo nie mogła się dogadać z nowymi paniami i dziećmi. Najpierw porozumiewali się pismem obrazkowym – wybierali obrazek określający jedzenie, przerwę, wyjście do toalety.
„Wtedy było źle – stwierdziła Iskierka – ale gdybym miała zmienić szkołę średnią, to byłoby jeszcze gorzej. Nawet sobie tego nie wyobrażam!”

WhatsApp Image 2022-03-21 at 17.01.27

A Ksenia nie tylko zmieniała otoczenie i szkołę. Ona straciła swój dom, zostawiła wszystko. Słyszała syreny i nalot bombowy, w jej oczach odbijała się czerń ruin.
My, choć byśmy mieli nie wiem jak bujną wyobraźnię, nie umielibyśmy sobie wyobrazić tego, co przeżyła.

Yulija przywiozła Ksenię w niedzielę o czternastej. Sama miała tylko wypić kawę i wrócić do domu; Ksenię odebrać później, po kolacji.
W zestawieniu z Groszkiem i Iskierką, Ksenia wyglądała na młodszą (z wyglądu), choć urodziła się w tym samym roku co Iskierka. Być może wysoki wzrost moich dzieci dodatkowo onieśmielił dziewczynkę.
Staraliśmy się okazywać serdeczność, uśmiechaliśmy się i witaliśmy naszych gości wyuczonymi zwrotami po ukraińsku, mimo to Kseni trząsł się podbródek a oczy zachodziły łzami. Jej napięcie i zdenerwowanie sytuacją było wręcz namacalne.
„Ona już taka jest – szepnęła mi Yulija – introwertyczka, a przez wojnę jeszcze bardziej zamknęła się w sobie, prawie nie wychodzi z pokoju.”

Miałam ochotę przytulić Ksenię i zabrać jej lęk. Ja, dorosła, jakoś bym sobie z nim poradziła. Twarda gałąź potrafi oprzeć się wichrom, ale ta wiotka gałązka jeszcze nie nabyła odporności. Czułam jednak, że mój dotyk spotęgowałby niepokój Kseni, pandemia oduczyła nas kontaktu fizycznego.
W zamian nastawiłam „czaj”, o który poprosiła Yulija.
Dzieci zaprowadziły Ksenię „do siebie” na górę, ale bardzo szybko wszyscy wrócili.

Obsiedliśmy stół. Nałożyłam każdemu po kawałku ciasta i pierożek z twarogiem, upieczony przez mamę Yuliji.
Rozmowa szła nam topornie, plątała się jak języki: ukraiński, polski, angielski. Automatycznie na stół wskakiwały słówka niderlandzkie, które od razu wyłapywaliśmy i wyjaśnialiśmy, przecież dla Kseni było one pustymi dźwiękami.
Dowiedzieliśmy się, że dziewczynka uczyła się w gimnazjum o profilu matematycznym. Lubiła swoją szkołę, wcale nie chciała jej zmieniać, choć wie, że teraz nie ma innego wyjścia. Pytanie, którą szkołę w naszym miasteczku ma wybrać?

Decydując się na pozostanie w Holandii najlepszym wyborem byłaby „schakelklas” – specjalna klasa „łączona” dla nowo przybyłych dzieci. W takiej klasie uczeń realizuje zwykły program i jednocześnie intensywnie uczy się języka niderlandzkiego.
Wystarczy rok takiej nauki, by dziecko/nastolatek było gotowe do włączenia w powszechny holenderski system szkolny.
Ale Ksenia protestuje, nie chce zostać w Holandii. Ma nadzieję, że wojna zaraz się skończy i będzie mogła wrócić do Ukrainy. Rozumiemy to.
W tej sytuacji lepszym wyborem będzie lokalne liceum dwujęzyczne, w którym uczy się Groszek. W jego szkole wszystkie przedmioty (poza matematyką i niderlandzkim) są prowadzone w języku angielskim, a w klasie znajdują się dzieci różnych narodowości, Holendrzy „z dziada pradziada” stanowią mniejszość.

Gdy Yulija podnosi się z krzesła i dziękuje za czaj, Ksenia też wstaje od stołu.
Yulija łagodnie jej przypomina, że ma jeszcze u nas zostać. Będą gry, spacer, pizza.
Ale Ksenia się zrywa, „domoj” – mówi.
Yulija przesyła mi bezradne spojrzenie, bierze Ksenię na stronę, coś jej szepcze.
Bez rezultatów. Domoj.
Nie miało sensu dłużej prosić. Ksenia nie była gotowa na więcej.
Może nas było za dużo, może za bardzo chcieliśmy? Może…
Uszanowaliśmy tę decyzję.
Podziękowaliśmy za odwiedziny, pomachaliśmy w progu.
Potem dzieci grały z Igotatą w Rummikuba, ja nie mogłam się skoncentrować na grze. Cała byłam płaczem. Współczuciem dla Kseni.
I złością na tych, którzy łamią młode gałązki.
Brutalnie, bezpardonowo.

WhatsApp Image 2022-03-21 at 17.03.27

Ten wpis został opublikowany w kategorii wiatrakowa codzienność i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

31 odpowiedzi na „Wizyta, której nie sprostaliśmy

  1. Tatul pisze:

    Jakie to smutne…
    Daj Boże rychłe rozwiązanie tego problemu i powrót damoj…

    Polubione przez 1 osoba

  2. jotka pisze:

    Sprostaliście na 200%, ale uchodźcy maja ten niepokój we krwi, oczach, w nogach…do nas przyjechały rodziny z Charkowa, mimo przygotowanych pokoi w internacie, wszyscy chcieli być w jednym, zawsze razem, nawet jeść nie chcieli, tylko odpocząć.
    Trzeba im czasu lub zakończenia wojny!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Ojejku, jaka trauma w nich siedzi! Biedni ludzie! Nikt nie powinien doświadczać czegoś tak strasznego! Droga do normalności niestety będzie długa i niełatwa. 😦
      Współczuję całym sercem!

      Polubienie

  3. Ultra pisze:

    Zdaliście egzamin na pewno, natomiast młoda musi mieć czas, aby oswoić się z nową sytuacją i otworzyć na innych ludzi. Dzieci czują się źle poza oazą bezpieczeństwa, czyli własnym kątem. Trauma zostanie na długo, może potrzebny psycholog dla tych bardziej wrażliwych? Czytałam, że po tygodniu spania pod stołem w schronie, dziecko w swoim pokoju w Polsce dalej sypiało na materacu pod stołem. Tam czuło się najpewniej.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Biedne dzieciątko! 😦 Aż chciałoby się je utulić, pocieszyć…
      Ale tu już chyba terapia psychologiczna będzie potrzebna.
      Może dla Kseni też.
      My się nie poddamy, tylko powolutku, ostrożnie.
      Ustaliłyśmy z Yuliją, że teraz spotkamy się w mieście na frytkach i przyjdę tylko z Iskierką, równolatką. Może tak będzie łatwiej zbliżyć się dziewczynom. Oby.

      Polubienie

  4. Traszka pisze:

    Bardzo piękny odcinek o pomaganiu ma Marta Niedźwiedzka. Na YouTube można go znaleźć pod nazwą O Zmierzchu. Mówi tam w ostatnim odcinku, że uchodzcy mogą nie przyjąć takiej pomocy i w takim wymiarze, jaki im się zaoferuje i nie ma w tym nic złego. Ze pomoc im okazana może być przez nich odebrana w pryzmacie ich doświadczeń a nie jk to później dający może zinterpretować. To, co piszesz ma w sobie więcej empatii niż w minionym tygodniu słyszałam w Polsce. Tam dominuje 0rzekonania,ze jak dają to się bierze i jak ktoś nie przyjmie to jest niewdzięczny i nie wart pomocy. Wybrzydza to niech spada. Cieszę się, że masz w sobie tak wielkie serce, by widzieć osobę w człowieku a nie tylko duszyczkę do uratowania za wszelką cenę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję za polecajkę, Traszko. Zajrzę na ten kanał, bo całkowicie się zgadzam.
      Uchodźcy nie muszą przyjmować pomocy. Dla nich to też trudne. Z tego co widzę, to wiele uchodźców nie chce ciuchów, jedzenia, pieniędzy tylko spokoju, spokoju, spokoju.

      Słyszałam kiedyś, że pomagając warto uświadomić sobie swoją intencję: dlaczego chcę pomóc i na czym zależy mi bardziej – na faktycznej potrzebie drugiego człowieka czy na potrzebie własnej, by poczuć się lepszym w oczach swoich lub bliźnich.
      Nie chodzi o to, że ta druga opcja jest gorsza (bo mniej altruistyczna) – po prostu warto być uczciwym wobec siebie, tak myślę.
      Aczkolwiek niezależnie od pobudek pomaganie zawsze ma sens i szerzy dobro.
      A teraz tego dobra baaaaardzo nam potrzeba.

      Polubienie

      • Traszka pisze:

        Kilka miesięcy temu pojawił się podcast o nazwie Premiera Pisma. Pojawia się on zawsze gdy do kiosków trafia Pismo Magazyn Opinii. Był więc numer miesięcznika o 0omaganiu a w podcascie wypowiadała się między innymi szefowa polskiej akcji humanitarnej. Mówiła o pomocy jeszcze przed wojną na Ukrainie, kiedy pomagali po trzęsieniu ziemi na Tahiti, tsunami, powodziach. Co ludzie dają I czemu dają, a co dawać powinni. Jk wybrać organizacje pożytku publicznego której chcemy powiedzieć i kiedy wpłata na konto dla chorego dziecka idzie na dziecko a kiedy jest to przekręt. Też ciekawe informacje tam mówią. Niedźwiedzka zaś w O Zmierzchu mówi o tym by w dziecku z Ukrainy zobaczyć jego prywatne potrzeby a nie ogólne. Dziesiąte spodnie dadzą mniejsza pomoc niż zestaw kredek dla małoletniego artysty amatora. Bo jak jedzenie i ubrania już są, to dalej też są potrzeby. Ale to trzeba nakierować na konkretną osobę i widzieć jedna osobę w tłumie.

        Polubione przez 1 osoba

  5. Idzie Wiosna pisze:

    takie jeszcze do niedawna wydawało się niemożliwe, niewyobrażalne wręcz. wojna w europie w XXI wieku…

    Polubione przez 1 osoba

  6. rusinowa pisze:

    Płakać mi się chce Igomamo. Pomyślałam sobie jak wiele jest takich ukraińskich dzieci które tak okropnie cierpią. A Ty zachowałaś się pięknie, nie rób sobie wyrzutów
    Moje uznanie…

    Polubione przez 1 osoba

  7. Magda Pietrzyk pisze:

    Ja popełniłam kiedyś zdajesię wobec własnych dzieci podobny błąd w ocenie rzeczywistości co Ty tutaj chyba wobec obcej dziewczynki… Moje co prawda nie uciekały przed wojną tylko, tak jak Twoje, emigrowały (czyli miały poniekąd łatwiej, choć też przecież trudno, bo to ciągle nie była ich decyzja). Dość że ja na początku bardzo chciałam ich zaprzyjaźnić, oswoić z rówieśnikami, a i Belgowie robili wszystko, by nasze dziewczyny nie czuły się samotne i obce. Urządzaliśmy urodziny, zapraszaliśmy dzieci, wysyłaliśmy nasze do najróżniejszych klubów, na obozy… DLA ICH DOBRA 🤦🏻‍♀️. Po latach dopiero się walnęliśmy w łeb i zrozumieliśmy swój błąd… Im to wcale nie było potrzebne! Urodziny, odwiedziny u kolegów nie były złe, ale już kluby i obozy to był FATALNY w skutkach błąd. To im zaszkodziło! One wcale nie chciały tam być, ale szły żeby matce nie było przyjro. Dziś Młode są dorosłe i o tym mi mówią. Nie chcę tu bynajmniej powiedzieć, że Twoja gościna zaszkodziła w jakiś sposób tamtej dziewczynce. Bynajmniej! Uważam, że dobrze iż zaprosiliście ją do siebie, że mogła poznać jakichś tubylców… Tylko może za dużo było tego na raz… Chcę tylko zasugerować, byś inaczej na to spojrzała. Ja z doświadczenia z moimi introwertykami mogę rzec, że Wasza troska i nadskakiwanie mogło być dla niej bardzo męczące a nawet irytujące… Bo przecież tego co ją spotkało nie da się zapomnieć grając w planszówki, czy zajadając smakołyki… No i patrząc na szczęśliwych rówieśników siedzących we własnym fajnym domu z rodzicami…. Taki obrazek może być wręcz bardzo bolesny, bo przypomina o tym, co właśnie jej brutalnie odebrano. Na pewno potrzeba jej czasu i spokoju, by mogła wszystko przetrawić i oswoić się z nową sytuacją. No i jeśli faktycznie jest introwertyczką to może wcale nie potrzebować żadnych koleżanek i woleć siedzieć całe dnie w swoim pokoju. Powiem Ci jednak, co wyciągnęło moją Tereskę z domu, bo może to jakiś pomysł i dla tej czy innej dziewczynki…. Zaczęliśmy wyprowadzać psy sąsiadki. Młoda jest gotowa wychodzić z domu nawet w deszcz, chociaż ten jej szkodzi. Bo pies jej przecież potrzebuje. Może zatem u Was by się znalazło coś do roboty, czym mogła by się taka dziewczyna zająć, żeby miała misję do wykonania, mogla coś zrobić, czuć się potrzebną bo to jest zwykle lepsza terapia niż nadskakiwanie…

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Magda, powinnam Cię ozłocić za ten komentarz! Naprawdę.
      Bardzo Ci dziękuję za chęć pomocy i naświetlenie sytuacji okiem obserwatora z zewnątrz. Nie wiem, jak to zrobiłaś – może pomógł właśnie ten introwertyzm, o którym kiedyś wspominałaś, a może Twoja wysoka wrażliwość – w każdym razie myślę, że trafiłaś w dziesiątkę ze swoimi spostrzeżeniami.
      Ja na początku też to wszystko czułam tak intuicyjnie, a teraz to wiem.

      Ksenia nie czuła się dobrze podczas wizyty u nas, bo bylibyśmy ‚zbyt normalni’, przypomnieliśmy jej co straciła: zwykłe dzieciństwo, zwykłe szkolne problemy, własny pokój, dom, bezpieczne otoczenie.
      To było zbyt bolesne, by mogło się udać.
      Planszówki, spacerek, pogawędka przy herbatce w przypadku wrażliwej, nieśmiałej Kseni nie sprawdziły się. Nie mogły się sprawdzić.
      Nie wiedziałam jednak wcześniej, że dziewczynka jest tak wrażliwa i zamknięta w sobie. Zaproponowałam tę wizytę z dobrymi intencjami.
      Nie udało się. Nie zawsze się udaje.

      Bardzo cenna jest dla mnie Twoja podpowiedź odnośnie formy pomocy.
      Zaangażowanie. Świadomość bycia potrzebnym. No właśnie, otóż to!
      To jest to, co się sprawdza. 🙂 🙂 🙂

      Szkoda, że nie wpadłam na to wcześniej.
      Zapamiętam na przyszłość.
      Jeszcze raz bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ!

      Polubienie

  8. Morgana pisze:

    Kochana
    Wojna, to czas niepewności, a dzieci, zwłaszcza małe nie bardzo rozumieją jej sensu.
    Dobrzy ludzie są wszędzie, pomagają bezinteresownie, otaczają troska, ciepłem domowym.
    Podziw i szacunek dla Was także💝😊🌹
    Pozdrawiam słonecznie, życzę zdrowia, spokoju i pogody- tej ducha przede wszystkim dla Ciebie i bliskich🍀💚🌼🤗🌞
    Morgana

    Polubione przez 1 osoba

  9. kloszard pisze:

    Dostałam telefon a w nim , ze dwie kobiety z dzieckiem z Mariupola poszukują mieszkania. -Masz jakieś mieszkanie ?- Ktoś ma ?. – Zadzwoniłam do kogoś kto ma . Jest miejsce. Teraz kwestia czy kobiety się zdecydują . Nic na siłę. Innym razem siedzieliśmy, piliśmy herbatę i rozmawialiśmy gdy przyszła, nie pamiętam imienia…się by chciało nieba przychylić ale prosiła o coś małego , dostała i poszła do siebie a my rozmawialiśmy dalej.Nie ma idealnej recepty na to jak się zachować. Czy powinniśmy przewracać swoje życie bo ich boli…-moim zdaniem nie. Jak w stanach, nauczą się śmiać albo udawać- wszak na pytanie -jak się masz-odpowiedź winna być- świetnie a że zabili mi brata , męża, -wszystko w porządku. Pamiętam , po śmierci bliskiej mi osoby, ponad rok nie byłam w stanie dojść do siebie. Wizyty na cmentarzu, rozmyślanie-pławienie się w smutku. Niedawno znajomej zmarła mama -nie odzywałam się bo pewnie nie ma głowy do byle jakich znajomości a tu…miała pretensje, ze się nie odezwałam . Ona nie cierpi jak ja cierpiałam. W pewnym mieście dziecko poszło do szkoły- czy jest piwnica zapytało-nie ma-nie weszło ale znaleziono inną szkołę z piwnicą i poczuciem bezpieczeństwa. Nic na siłę…nic na siłę.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję za piękny, poruszający komentarz.
      Tyle różnych historii z życia przywołałaś, a każda wzruszająca.
      Mimo ogromu cierpienia i smutku, jeszcze tli się w nich nadzieja.
      Bo póki w drugim człowieku jest obecne dobro, póki w sercach bliźnich rodzi się współczucie i niezgoda na zło, to znaczy, że świat jeszcze nie zszedł na manowce.

      Co do amerykańskiego podejścia do życia, holenderskie jest podobne.
      Na pytanie „Co słychać? ” (Hoe gaat het?) , odpowiedź jest zawsze jedna: ok, prima, goed.
      Kiedyś spotkałam na ulicy dawno niewiedzianego sąsiada. Bez włosów, chudzieńki, wiedziałam od innych, że zachorował na nowotwór.
      Pozdrawiamy się na ulicy, pytam „hoe gaat het?” z troską w głosie, bo widzę, że przecież nie jest dobrze, a on przywołuje na twarz uśmiech i mówi „Super!”, bo tak tu się odpowiada, pewnie też nie ma ochoty uzewnętrzniać się przed sąsiądką, obcą osobą.
      Teraz też trwa wojna, a wszyscy odpowiadają „prima”.
      Szczerość, intymność kontaktu jest zarezerwowana chyba tylko dla najbliższej rodziny.

      Polubienie

      • kloszard pisze:

        Czytałam niedawno opracowanie na temat polskiego narzekania w którym była pochwała i akcentowanie terapeutycznej roli naszego narzekania. Prawda jest inna. W amerykańskim stylu można teraz zapytać Ukraińców- jak się macie a oni powinni odpowiedzieć, jest super, wszystko w porządku. Prawdą jest ,że to kompletny debilizm.Trzeba mieć umiar i umieć przyjąć pomoc, poprosić o pomoc , czyli przyznać się ,że coś jest nie tak. Wtedy wrócimy do bycia ludźmi a nie projekcjami do których coś, ktoś nas zmusza. Bądźmy prawdziwe, zapłakane , wesołe , zaciekawione, znudzone, zakochane i wściekłe a że ludzie uznają nas za wariatki…to ludzie są wariatami zgadzając się na pozy.

        Polubione przez 1 osoba

        • Igomama pisze:

          Dokładnie. 🙂
          Oczywiście mnie też podoba się amerykański / holenderski optymizm i uśmiech, ale jak ma to być tylko poza, to bardziej cenię sobie szczerość i nawet nasze polskie „narzekanie”, jeśli jest ono adekwatne do sytuacji.

          Polubienie

  10. czipss pisze:

    Igomamo, az slow brakuje… taka zlosc mnie bierze i smutek, ze tym dzieciom odbierane jest dziecinstwo, ze obarczone sa taka trauma… nie wiadomo sie jak sie zachowac. jedni nie chca byc w towarzystwie, inni chca.. ta dziewczynka nie odnalazla sie w tej sytuacji, a moze inna wlasnie takiego towarzystwa by potrzebowala, zeby uwierzyc, ze jeszcze moze byc dobrze. kazdy inaczej odczuwa i inaczej reaguje. u mnie w pracy jest Ukrainka – kiedy wybuchla wojna od razu napisalam do niej, ze gdybyby znala kogos, kto potrzebuje pomocy, zeby dala znac. zapytalam o jej rodzine, czy jest bezpieczna, czy planuja emigracje. odpowiedz byla tak lekka, bez nuty smutku, tak jakby wojny nie bylo. kilka dni temu widzialam te Ukrainke jak szla z Holandrami, niesli skrzynke piwa, rozesmiani, uchachani… i najpierw bylam w szoku, bo gdyby Polske bombardowano i Polakow mordowano, nie potrafilabym sie smiac, pic piwa z Holendrami, bylabym pograzona w smutku i zalobie. a ona, ta Ukrainka nie. a potem pomyslalam – a moze on tak sie ratuje, zeby nie wpasc w czarna dziure, a moze po powrocie placze do poduszki, ale w pracy udaje twardzielke… nie mi oceniac. kazdy reaguje inaczej, kazdy ma inne potrzeby, inne odczucia.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Czipssie, zgadzam się z Tobą.
      Ludzkie reakcje w sytuacjach traumatycznych są tak różne, że często nie sposób ich przewidzieć. Ja też spodziewałam się dziewczynki może nieco onieśmielonej i zestresowanej, ale miałam nadzieję, że poprzez otwartość, życzliwość, miłą atmosferę , – zdołamy zadbać o dobre samopoczucie naszego gościa.
      Tak się jednak nie stało.
      Ale z drugiej strony, jak mogło zadziać się inaczej w przypadku dziecka, które dopiero co zetknęło się z wojną?

      Czasem łatwo przychodzi nam ocena czyjejś postawy, zbyt łatwo.
      Ale, tak jak mówisz, widzimy tylko wycinek czyjegoś zachowania, więc lepiej wziąć na to poprawkę zanim kogoś pochopnie osądzimy.

      Co nie zmienia faktu, że obok ludzi wrażliwych istnieją mało wrażliwi, nie przejmujący się prawie niczym.

      Polubienie

  11. Celt Peadar pisze:

    Nie potrafię sobie wyobrazić, co ta dziewczynka musi teraz przechodzić 😦 Nie potrafię sobie też wyobrazić nikogo lepszego do pomocy jej w aklimatyzacji do nowego życia, niż Ty i Twoje Dzieciaki 🙂 Przy Was za jakiś czas na pewno poczuje się lepiej…

    Polubione przez 1 osoba

  12. anetaboritzka pisze:

    To smutne, co oni teraz przeżywają i ta bezsilność…. jak im pomóc 😦

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s