Po nostalgicznej notce, czas poluzować atmosferę. Przyda się odrobina uśmiechu.
Do spuszczania napięcia, wiadomo, najlepsze są dzieci lub zwierzęta. A jako że moje dzieciaki już kręcą nosem na umieszczanie ich na blogu, pozostają mi zwierzęta – konkretnie koty, bo tylko te mam. ![]()
Koty nie marudzą i nic sobie nie robią z internetów.
Ich zainteresowanie komputerem zawęża się do klawiatury, po której lubią dreptać, w dodatku z gracją godną nadmorskiej promenady.
Ekran zaczyna wtedy roić się od dziwacznych znaczków, których dwunożni bynajmniej nie doceniają, zwłaszcza jeśli akurat byli w trakcie pisania.
Skoro dwunożni za nic mają kocią twórczość, koty ani myślą zajmować się ludzką, a ja to traktuję jako przyzwolenie na podzielenie się z Wami pewną kocią anegdotą.
Jak może pamiętacie, naszego kota nękały problemy o podłożu alergicznym.
Weterynarz zalecił restrykcyjną kurację: obok leków i diety Guzik – ponad miesiąc! – nie mógł wychodzić z domu. Dla wszędobylskiego i samoobsługowego kota, który dotąd przez specjalny otwór w drzwiach kuchennych mógł wychodzić i wracać , kiedy chce – zaczął się dramat.
Guzik nie rozumiał nowych zasad. Stawał przy drzwiach, czekał, miauczał, nie odpuszczał.
Potem zaczął kombinować. Gdy ktoś z nas szykował się do wyjścia, on już się czaił, by czmychnąć. Oczywiście taką samą czujność musieliśmy zachować, gdy ktoś do nas przychodził, choćby sąsiad, listonosz, domokrążca.
Nie było to łatwe dla nikogo.
Guzik zmarkotniał. Przesiadywał na parapecie i obserwował świat przez okno.
A za szybą, po drugiej stronie, już czekał jego kumpel, kot sąsiadów, Bako.
Ten z kolei nie rozumiał, dlaczego ignorujemy jego miauczenie i nie wpuszczamy go do środka. Dotychczas w zasadzie u nas pomieszkiwał. Miał swoją miskę, wylegiwał się „na pokojach”, oczywiście wszystko za wiedzą i zgodą właścicieli, którzy znali włóczęgowską naturę swojego rudzielca.
Wskutek zaistniałej sytuacji – Guzik przytył (od siedzenia w domu), Bako schudł (bo stracił dodatkową stołówkę).
Po odbytej kwarantannie stopniowo zaczęliśmy Guzika wypuszczać.
W jego łapy wdarła się ostrożność, nagle przywrócona wolność jednocześnie cieszyła go i dziwiła. Musiało minąć parę dni, by wszystko w miarę się unormowało.
Guzik wychodził, Bako wchodził, ot wrócił stary porządek rzeczy. I w sumie dobrze.
Aż tu naraz kino akcji w ogrodzie! Oczywiście z kotami w głównej obsadzie.
Dzień jak co dzień. Guzik zjadł i stoi przy drzwiach, a za drzwiami Bako czeka na wpuszczenie. Taka codzienna wymiana. Otwieram mechanicznie, bo myśli mam zajęte czymś innym.
I w te myśli naraz wkrada się głośny miauk. Ale jaki! A za nim cały sznur miauków.
Guzik rzuca się na Bako. A Bako nie jest mu dłużny.
Koty wczepiają się w siebie nawzajem. Tworzą kulę. Szaro – biało – rudą kulę.
Ruchomą. Która skacze po podwórku.
Przerażona wołam:
– Guzik! Bako! Przestańcie! Spokój
Kula – nic. „Jeszcze sobie krzywdę zrobią” – myślę i biorę miotłę. Macham nią i krzyczę:
– Koty, stop!
Ale koty ani myślą przestać, a ja nie wiem, jak się do nich zwracać, by posłuchały.
W dodatku kocia kula porusza się z ogromną prędkością.
Skacze po bruku. Niemal unosi się w powietrzu jak piłka.
Już jest na kładce i – o, zgrozo! – ląduje w oczku wodnym!
Chlup! Koty całkowicie się zanurzają. Woda z sadzawki bryzga jak w fontannie.
Moczy kładkę i bruk. Podbiegam, trzeba ratować tonących. Tylko jak? Tylko czym?
Zanim zdążyłam pomyśleć, koty wystrzeliwują w górę (już pojedynczo).
Wąsy nastroszone, futra przemoczone. Oprószone zieloną rzęsą.
Otrząsają się kociska, parskają ze wstrętem, ale nastrój bojowy ich nie opuszcza.
Bako ucieka. Daje drapaka przez płot. Guzik go goni. Bako się zatrzymuje.
Zastyga na trawie. Wydaje nietypowy odgłos, ni to jęk, ni to miauknięcie.
Guzik przysiada obok. Obserwuje.
Ale już spokojniejszy. Gorączka mu przeszła.
Ogląda łapę, sprawdza pazury. Zdziwiony, że wszystko mokre.
Bako się trzęsie. Chyba mu zimno.
– Koty, co wyście narobiły?! – krzyczę.
Jestem w stresie, boję się, czy kąpiel im nie zaszkodziła.
Koty nie lubią wody, może Bako dostanie ataku nerwowego, a Guzik – kolejnego stanu zapalnego skóry i całą kurację trzeba będzie podjąć od nowa?
Jeśli tak, to sam sobie będzie winien, koci hulaka!
Bako pewnikiem przestanie do nas przychodzić.
Może to i lepiej? Nie będzie awantur…
A wiecie, jak to wszystko się skończyło? Nadspodziewanie dobrze.
Koty otrząsnęły się z przygody. Wysuszyły futerka, porządnie je wymyły, rzęsę otrzepały.
Awantura spłynęła po nich jak po kaczkach.
Bako wcale się nie zraził. Nadal odwiedza nas codziennie, czuje się jak u siebie.
Ostatnio znalazłam go w szafie z ubraniami, której rano nie domknęłam.
Omal zawału nie dostałam, gdy – niczego nieświadoma – otworzyłam szafę, chcąc sięgnąć po jakąś bluzkę na zmianę, a tam Bako: na dolnej półce wysiaduje mi skarpetki.
Tak, koty zdecydowanie dbają, by nie brakowało mi emocji.
Tylko dzieci żałowały, że nie widziały skoku kotów do sadzawki, bo były w szkole.
– Mamo, czemu tego nie nagrałaś?! – Nie mogły zrozumieć, że akcja rozegrała się w mgnieniu oka i nawet nie zdążyłam pomyśleć o telefonie, a co dopiero cokolwiek nagrywać.
Za to dzieci wyobraziły sobie tę scenę i ją narysowały. O, tak:
Okruszek:
Groszek:
Iskierka:
To chyba podobnie jak z ludźmi, czasami trzeba sobie wszystko raz a dobrze wyjaśnić, by obie strony poczuły satysfakcję 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No, chyba właśnie to miało miejsce.
Ale od tego czasu – odpukać! – spokój i zgoda między kotami. 😉
PolubieniePolubienie
To musiał być niebywały widok.
Kiedyś na własne oczy widziałam taką kocią bójkę, która też się skończyła w oczku wodnym. W życiu nie widziałam, żeby koty się tak szybko rozdzieliły i pognały w dwie różne strony :))
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No właśnie, Ewo! 🙂 A u nas koty rozdzieliły się w sadzawce, ale potem pobiegły w tym samym kierunku, znaczy się Guzik dalej gonił Bako, ale gdy tamten zaczął jęczeć, to przestał.
Widocznie ten jękomiauk oznaczał poddanie się. 😉
Bardzo dziękuję za komentarz. 🙂 Pozdrawiam serdecznie.
PolubieniePolubienie
Niestety nie jestem miłośniczką kotów, w mojej rodzinie, zawsze rządziły psy. Twoja zabawna historyjka w połączeniu z uroczymi zdjęciami, sprawia że uśmiecham się i życzliwiej patrzę na sierściuchy. Uściski.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Iwonko, wiesz, tak po prawdzie to ja też jestem team: psy.
Chciałabym mieć psa, ale zdaję sobie sprawę, że posiadanie psa wiąże się z większymi wymaganiami – choćby regularne spacery.
Koty to trochę takie „psy dla leniwych”, łatwiejsze w obsłudze (przynajmniej w teorii) i przez ich przywiązanie do miejsca, łatwiej zapewnić im opiekę w czasie wyjazdów. Jednak swoją przyszłość widzę też z psem u boku. 🙂
Uściski w oczekiwaniu na wyniki wyborów.
PolubieniePolubienie
Hani obrazek super, nadaje się na wystawę. Koty walczące w wodzie.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Tak, ma talent. Ten obrazek wygląda jak namalowany farbami, ale stworzyła go na komputerze. Poszło jej to błyskawicznie, pięć minut i ilustracja gotowa.
PolubieniePolubienie
Kochani
Koci obrazek bardzo ładny:)
Pozdrawiam całą Rodzinkę kolorowo, jesiennie, cieplutko;)
Morgana
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękujemy z całego serca, Morgano.
Twoje cieplutkie pozdrowienia przydadzą się, bo dni coraz chłodniejsze.
PolubieniePolubienie
Kochani
Koci obrazek bardzo ładny:)
Pozdrawiam całą Rodzinkę kolorowo, jesiennie, cieplutko;)
Morgana
PolubieniePolubione przez 1 osoba