Prawdziwie listopadowa kartka z „Pamiętnika Okruszka”

DSCN5516

Nie da się ukryć, ostatni wpis do dziennika iskrzył się od negatywnych emocji. Moje palce tańczyły gniewne tango na klawiaturze maminego komputera.
I wiecie? Mam nauczkę!
Przekonałam się, że złość nie jest dobrym doradcą i nie warto pod jej wpływem zobowiązywać się do czegokolwiek.

Chciałam przechytrzyć mamę i mimo, że zostały raptem dwa dni listopada, podjęłam się napisania kolejnej notatki. Tylko w swym rozżaleniu zupełnie zapomniałam o andrzejkach! A jako, że obietnic należy dotrzymywać, sama sobie zgotowałam andrzejkowe popołudnie: zamiast lania wosku pozostało mi lanie wody!

A Listopad? I tak na mnie nie poczekał! Zagrał mi na nosie i poszedł na balety.
Bo wiecie, holenderski Listopad uwielbia się bawić!
I jest bardzo kolorowy, główne za sprawą Mikołaja i Czarnych Piotrusiów, o których moja mama na pewno Wam wspominała.
Ci barwni goście z Hiszpanii jeszcze cały czas przebywają w Holandii.
Zarzekałam się, że w tym roku nie będę się ich bać, ale znów przeceniłam swoje możliwości. To znaczy bez problemu (a nawet z odrobiną przyjemności) mogę oglądać Mikołaja z załogą w telewizji i na kartach książek. Nie ma sprawy!
Popatrzę, pośmieję się i wszystko jest w porządku.

shutterstock_313021820-1000x600

Kłopot zaczyna się, gdy spotykam Świętego i wesołych pomocników „na żywo”, twarzą w twarz. O, wtedy wpadam w prawdziwą panikę!
Biała długa broda Mikołaja i czarne usmolone twarze „Pitów” napawają mnie ogromnym strachem. Płaczę, krzyczę, uciekam.
Mamusia próbuje mnie uspokoić, tatuś trzyma w ramionach, rodzeństwo pociesza i dodaje animuszu, w końcu same Pity próbują wkupić się w moje łaski obsypując mnie ciasteczkami pepernoten. Gdzie tam! Nic nie skutkuje.
Dygotam ze strachu jak osika na wietrze, a moje zęby uderzają o siebie wydając dźwięk, którego nie powstydziłby się kościelny dzwon!

I teraz mam wielkie zmartwienie: podobno w przyszłym tygodniu Czarne Piotrusie chcą odwiedzić nasze „peuterspeelzaal” (przedszkole)…
Próbuję oswoić się z tą myślą poprzez codzienne powtarzanie formułki: „Nie bój się. Poradzisz sobie ze stadem „Pitów”; jak nie ty, to kto?”
Ale w istocie naprawdę nie wiem, co to będzie!
Opowiem Wam w grudniu.
A na razie zamiast Czarnych Piotrków, zdecydowanie wolę… motyle!

motylki

One również są kolorowe i też wszędzie latają, ale przy tym są znacznie spokojniejsze, bardziej przewidywalne i nie robią tyle zamieszania.
Gdy była u nas babcia, w pewną listopadową niedzielę, pojechaliśmy do Ogrodu Motyli (Vlindertuin Vlindorado).
Moi rodzice zatęsknili za wysoką temperaturą, a tam panował klimat tropikalny.

DSCN5347

Z zachwytem obserwowałam motyle.
Są takie piękne! Co prawda żyją krótko (2 – 3 tygodnie), ale za to przyjemnie.
Latają oraz siadają na cudownych kwiatach spijając z nich nektar.
A wiecie, że zanim motyl stanie się pięknością, przypomina zrolowany liść?
Nazywa się go wtedy poczwarką.
We Vlindorado widziałam specjalną szafę pełną młodych osobników, z której co jakiś czas dorosły motyl wyfruwał w poszukiwaniu swojego najpiękniejszego kwiatu.

DSCN5330

W sumie ludzie zachowują się podobnie.
Wciąż szukają szczęścia, gonią za pięknem, przy czym dla każdego oznacza ono coś innego.

Listopad w Holandii bywa nie tylko kolorowy (jak „Pity” i motyle), ale jest też słodki i rozśpiewany. Moja mama, była w tym roku tak pochłonięta swoimi portugalskimi wspominkami, że zupełnie zapomniała napisać o ważnej holenderskiej tradycji, a mianowicie o Sint-Martenfeest, czyli o obchodach świętego Marcina  
(to był pan, który żył dawno temu i okrył swym płaszczem zmarzniętego biedaka).

DSCN5400

Wzorem tutejszych dzieciaków, jedenastego listopada, gdy na dworze zapadł zmierzch, wzięłam przygotowany wcześniej lampion w kształcie muchomorka i wyruszyłam kolędować. Miałam dobry humor, toteż łaskawie zaaprobowałam towarzystwo brata i siostry. Lampiony oświetlały nam drogę, dzwoniliśmy do drzwi kolejnych domów i śpiewaliśmy piosenki o świętym Marcinie, a w zamian gospodarze częstowali nas słodyczami.

DSCN5409

Ludziom bardzo podobał się nasz śpiew – mój oczywiście najbardziej.
Choć jestem najmłodsza w rodzinie, to trzeba przyznać, że głos mam najlepiej wyćwiczony.
Pracowałam na to od urodzenia!
Przez pierwszy rok życia, sumiennie koncertowałam co dwie, trzy godziny każdej nocy. Warto było! Żmudne próby się opłaciły: teraz gospodarze zachwycali się moim donośnym wokalem, bili brawo, wpychali mi batoniki do plecaka.
Chwalili też nasze lampiony, rzecz jasna, mój najbardziej.
Bez wątpienia tego listopadowego wieczoru, błyszczałam jak prawdziwa gwiazda.
Byłam tak szczęśliwa, że nawet nie miałam nic przeciwko temu, by podzielić się swym blaskiem z rodzeństwem.

DSCN5424

Proszę, niech im będzie!
W końcu święty Marcin uczył miłosierdzia względem innych.
Oczywiście mój brat i siostra okazali się totalnymi niewdzięcznikami – nawet nie podziękowali mi, za to, że pomogłam im „zarobić” trochę słodyczy.
To proste, zżerała ich zazdrość!
Nie są głupi, musieli się zorientować, iż ludzie pieją z zachwytu nie na ich widok, lecz… wiadomo czyj, przez wrodzoną skromność pozwolę na domysły.

Ach, wesoły był ten nasz listopad!
Ale grudzień też zapowiada się ciekawie.
Byleby jeszcze tylko przeżyć inwazję Czarnych Piotrusiów w przedszkolu…
Trzymajcie kciuki, bym pokonała strach!

DSCN4267

PS: A na koniec – bonus, mała niespodzianka muzyczna. Okruszek śpiewa!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Z pamiętnika Okruszka i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Prawdziwie listopadowa kartka z „Pamiętnika Okruszka”

  1. jotka pisze:

    Ale sie u Was dzieje! Podobają mi się tamtejsze tradycje 🙂
    Przyznam Ci się Okruszku, że jako małe dziecko też bałam sie Mikołaja z rózgą, bo kazał recytować modlitwy i pytał czy byłam grzeczna…
    W poznańskim ZOO tez jest motylarnia i trzeba bardzo uważać by nie nadepnąć na jakiś okaz.
    A czy od tych wszystkich słodyczy nie rozbolały Was brzuchy? U nas na św. Marcina mamy rogale z makiem lub masą orzechową, mniam!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Jotko, ale mi dałaś do myślenia!
      Takiego Mikołaja z rózgą dopiero bym się bała!
      Ten tutejszy jest poczciwy i dobry, uśmiecha się i nikomu nie każe recytować modlitw.
      Za to lubi oglądać dziecięce rysunki.
      Tylko te Czarne Piotrki psocą i broją, rózg jednak nie posiadają.
      Może niepotrzebnie się ich boję?

      A nasze brzuchy mają się dobrze. Już mama o to zadbała konfiskując nam wszystkie zebrane słodycze. Teraz nam je wydziela po obiedzie (pewnie sama przy tym co nieco podjada;) ).
      Takiego rogala z masą orzechową chętnie bym spróbowała, bo maku jakoś nie lubię.:)

      Polubienie

  2. Anna pisze:

    Śliczne motyle, śliczne lampiony, i tylko brakuje pliku z wokalem Okruszka 🙂
    A tych czarnych potrusiów pewnie tez bym sie bała 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Martynka pisze:

    Jaaaaak pięknie zaśpiewane! Urocza jesteś, Okruszku, i mnóstwo buziaków posyłam! Porozdawaj je również rodzince – a niech mają!
    M.

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękuję Martynko nasza miła za to, że tak hojnie obrzuciłaś mnie komplementami i buziakami.
      Podzielę się z resztą familii, podzielę, niech też mają, pewnie, że tak (nawet jeśli nie do końca zasłużyli:)

      Polubienie

  4. Aż w Chojnicach było słychać to śpiewanie

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Chętnie zamieniłabym polski refleksyjny i deszczowy listopad na wesoły holenderski, nawet z tymi Czarnymi Piotrusiami 🙂 Jestem pewna, że Okruszek, jak przystało na tak rezolutną panienkę, poradzi sobie z nimi 🙂
    Przypomniały mi się czasy, gdy moja córka, przecież jeszcze nie tak dawno, miała podobne obawy przed spotkaniem z Mikołajem.
    Pozdrawiam mikołajkowo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dziękujemy Marzenko za miłe słowa.
      Mam nadzieję, że Mikołaj odwiedził dziś Ciebie i Amelkę, sprawiając Wam tym samym wiele radości. I niech cały grudzień taki dla Was będzie – uśmiechnięty:)
      Pozdrawiamy Was w Mikołajki:)

      Polubienie

  6. Ultra pisze:

    Tyle tu się dzieje, oczopląsu można dostać. Te imprezy dają mnóstwo radości, co zresztą widać. Najbardziej zaciekawił mnie Okruszek, nie dość, że ładnie śpiewa, to rozczuliły mnie jej koncerty nocne, które przypomniały wysłuchiwanie nocnych śpiewów mojego maleństwa przez dwa lata, a teraz tak to miło wspominam.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Ultro, dziękuję Ci serdecznie za odwiedziny i miły komentarz.
      Widzisz – pocieszyłaś mnie. Okruszek przez pierwsze 13 miesięcy życia koncertował KAŻDEJ nocy co 2-3 godziny, potem „śpiewy” też były (do dziś są), ale już z mniejszą częstotliwością.
      Twój maluszek też dobry – trzeba mieć zaparcie, by śpiewać 2 lata!
      Całe szczęście, że później puszczamy w niepamięć te nieprzespane noce czy wręcz – jak piszesz – miło je wspominamy. Pozdrawiam:)

      Polubienie

  7. rodzinka 2+3 pisze:

    super listopad taki pełen atrakcji radości i od razu łatwiej się zyje w takich radościach a pogoda nie straszna

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dokładanie, Olgo.
      Dzięki Mikołajowi i Piotrusiom listopad zleciał nie wiadomo kiedy.
      Tylko teraz smutno, bo pojechali. I pogoda zrobiła się okropna!
      Ale za to teraz możemy czekać już na Święta Bożego Narodzenia!
      Pozdrawiam:)

      Polubienie

  8. Igomamo, ślicznie ten Twój Okruszek się spisał, a i głosik ma przecudnej urody, teraz tylko czekać, aż Wam pięknie wigilijny wieczór umili:)
    Serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

  9. kalipso pisze:

    I mam nauczkę, że trzeba czytać po kolei. Wiedziałabym, kim są Piotrusie.
    Pięknie, Okruszku! Prawdziwa gwiazda…
    Ale macie słodko:)

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Już teraz nie mamy tak słodko, Kalipso. 🙂
      Wszystkie słodkości gdzieś się pochowały, może jakieś krasnoludki je zjadły?
      A czytać po kolei jest bardzo trudno, my to rozumiemy i absolutnie nie wymagamy tego
      od naszych czytelników. Nauczka dla nas – pisać jaśniej;)
      Pozdrawiamy zimowo (bo u nas dziś spadła masa śniegu, co kompletnie skomplikowało komunikację miejską, mąż do teraz nie dojechał do domu z pracy).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s