Maastricht mało holenderski

82424431_2642838499277581_7506164216932335616_n

Jeszcze w przedsylwestrowym poście zapowiadałam wycieczkę do Maastricht. Zatem czas wywiązać się obietnicy, odświeżyć wrażenia i odkurzyć zdjęcia.
Z góry uprzedzam: Maastricht jest miastem mało holenderskim, nie znajdziecie w nim ani kanałów, ani wiatraka; ilość rowerów też nie przytłacza (a może to ja się przyzwyczaiłam?). I co ciekawe: ulice są lekko pofałdowane, a nie płaskie, jak po przejechaniu walca. Dlaczego?
Bo Maastricht leży w Limburgii, najbardziej wysuniętej na południe prowincji Holandii, bogatej w lasy, wrzosowiska i delikatne wzniesienia.

Przenika się tu kultura kilku państw: Holandii, Belgii, Francji i Niemiec nadając miastu charakter prawdziwie europejski. Nie przez przypadek, w 1992 r., właśnie w Maastricht podpisano traktat ustanawiający Unię Europejską. Co prawda w mieście kanałów brak, ale za to mamy piękną rzekę Mozę (Maas), a nad nią kilka mostów.

82486168_539079286705317_684328048488611840_n

Największą sławą cieszy się, najstarszy w Holandii, most świętego Serwacego (Sint Servaasbrug), od którego pochodzi nazwa miasta („Maastricht” z łaciny oznacza „przeprawę przez Mozę”). Na brzegu rzeki stoją przyklejone do siebie domki: między szarymi i brązowymi, wyróżniają się białe – nietypowe dla holenderskiego krajobrazu.

82261688_510455176342811_7425787674968981504_n

Samo miasto może nie powala urodą na kolana, ale jest przyjemne do zwiedzania. Wszędzie można dotrzeć piechotą, bo zabytki są usytuowane blisko siebie.
Piekielna Brama (Helpoort), otoczona fragmentami fortyfikacji, prowadzi… – nie, nie do piekieł! – a na Starówkę. Jest to najstarsza brama miejska w całej Holandii (z XIII w).

82555957_2426078910978885_2077806539585880064_n

No właśnie – zapomniałam! – cały Maastricht ubiega się o tytuł najstarszego holenderskiego miasta. Nikt tego nie podważa poza… mieszkańcami Nijmingen, którzy uważają swoje miasto za starsze. Zostawmy jednak te międzymiastowe konflikty.
Będąc w Maastricht trzeba odwiedzić trzy place.
Zacznijmy od największego, czyli Rynku (Markt), którego centralny punkt stanowi Ratusz (Stadhuis).

82347739_2517685051844851_2064535133590913024_n

Został on zbudowany w XVII w., według projektu Pietera Posta.
Jest w stylu klasycznym, ale wzniesiony na planie kwadratu, co w tamtych czasach należało do rzadkości. Wnętrze ratusza zachwyca licznymi obrazami i rzeźbami, niestety, zabrakło nam czasu (i śmiałości), by to sprawdzić.
Oprócz ratusza na Rynku znajduje się pomnik na cześć anonimowego latarnika (obecnie jest to zawód wymarły). Zauważyliśmy, że sporo turystów namiętnie pozuje w tym miejscu do zdjęć, toteż – siłą rozpędu – poszliśmy w ich ślady.

83078721_2510520372403702_3023973652912668672_n

Kolejny ważny plac to Vrijthof, usytuowany w cieniu dwóch sąsiadujących ze sobą świątyń: Bazyliki świętego Serwacego i Kościoła świętego Jana (Sintjanskerk). O tym drugim niewiele mogę powiedzieć poza tym, że wyróżnia się piętnastowieczną wieżą z czerwonej cegły i ma charakter protestancki.

82637934_2240963959546855_7329142123305893888_n

Natomiast Bazylika świętego Serwacego (Sint Servaaskerk) jest najstarszą (jakżeby inaczej! ) romańską budowlą sakralną w Holandii i myślę, że  warto zajrzeć do wewnątrz. W bazylice znajduje się krypta z grobem (i relikwiarz) świętego Serwacego, który był pierwszym holenderskim biskupem i patronem Maastricht.

swcollage

Jest to miejsce kultu i cel pielgrzymek (modlił się tu Karol Wielki, Henryk III i Jan Paweł II). W środku są też sale muzealne, bogaty skarbiec, wystawy – my trafiliśmy akurat na prezentację szopek z całego świata, więc oczywiście nie omieszkaliśmy poszukać polskich śladów. Plac Vrijthof tętni życiem przez cały rok.

82337298_1415089901985427_4441860584887025664_n

W grudniu przeistacza się w jarmark świąteczny, w lutym tematem wiodącym jest Karnawał, a latem odbywają się koncerty plenerowe Andre Rieu -znanego holenderskiego skrzypka, kompozytora i dyrygenta. Czytałam, że podczas tych koncertów muzyka poważna otrzymuje współczesną oprawę: zostaje wzbogacana o utwory folkowe, melodie ze ścieżek filmowych i zaskakujące efekty specjalne np. wystrzały z rewolweru, a publiczność śpiewa i tańczy.
Został nam jeszcze jeden plac. Najmniejszy, ale chyba najbardziej urokliwy: Plac Najświętszej Marii Panny (Onze Lieve Vrouwe Plein), który nazwę przejął od pobliskiej Bazyliki (Onze Lieve Vrouwe „Sterre de Zee” Basiliek) z XI – XII wieku.

82064954_839977183121601_838521111036559360_n

Ołtarz świątyni zdobi jedna z najładniejszych Madonn w Europie – cudowna, drewniana figura Maryi zwana Gwiazdą Morza („Stella Maris”). Ta piękna nazwa wiąże się z legendą: podobno pewien hrabia, w czasie katastrofy morskiej, wzywał pomocy Marii i został wysłuchany. Odtąd mieszkańcy miasta, a zwłaszcza marynarze, w obliczu niebezpieczeństw, modlą się do swojej Stella Maris.

82364909_1290770037776853_3915426842848264192_n

Będąc w Maastricht warto wsiąść w autobus i pojechać około dwóch kilometrów za miasto do miejsca zwanego Górą Świętego Piotra (Sint Pietersberg). Wzniesienie ma 110 metrów, toteż można podziwiać malowniczą panoramę miasta.

83395151_599195793982318_4601028538118701056_n

Jednak jest tam coś znacznie ciekawszego: sztucznie utworzone wapienne groty, które tworzą prawdziwy labirynt i są tak rozległe, że ciągną się aż do Belgii (podziemne korytarze w przeszłości miały 200 km długości, obecnie – 80 km).
Oczywiście można tam wchodzić wyłącznie z przewodnikiem, o wyznaczonych porach (zwiedzanie podziemi trwa godzinę i odbywa się w języku niderlandzkim i angielskim).

podziemia

Warto tego doświadczyć. Przewodnik przytacza mnóstwo anegdot, czasem postraszy, oświetla latarką liczne malowidła i płaskorzeźby wyryte i namalowane na ścianach przez ludzi pracujących w tej kopalni piaskowaca kilkaset lat temu.

82558606_483456069222655_6063271573043806208_n

Daje również możliwość przejścia paru metrów w absolutnej ciemności.
W czasie drugiej wojny światowej, w tych tunelach, ukrywali się ludzie, a także dzieła sztuki między innymi holenderska duma obraz „Straż nocna” Rembrandta.

82341213_486806392025225_6660484726853206016_n

Uff, no i miało być krótko, tymczasem artykuł się rozrósł, a temat jeszcze niewyczerpany.
I nie opowiedziałam o mojej ulubionej atrakcji.
Wiecie, że lubię muzea, prawda?
Mam nawet kartę muzealną, więc mogę zwiedzać bez ograniczeń i bez kolejek.
A słyszałam, że w Maastricht jest interesujące Bonnefantenmuseum.

LBG---Bonnefanten

Z zewnątrz budynek przypomina kosmiczny spodek, (albo, jak kto woli, wielką solniczkę czy domek Muminków), a w środku mieści się kolekcja sztuki.
Z moją kartą bez wahania powinnam tam iść, zobaczyć, skorzystać.
A jednak nie poszłam. Nie starczyło czasu.
Wołało mnie inne miejsce. Jakie?
W trosce o Wasze oczy opowiem o nim w odrębnym wpisie (który powinien ukazać się w poniedziałek wieczorem).

82606934_474026773252281_7507980738990440448_n

Ten wpis został opublikowany w kategorii Holandia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Maastricht mało holenderski

  1. Malwina pisze:

    Jak dla mnie to muzeum najbardziej przypomina domek Muminków właśnie 😉 Powiem szczerze, że pięknie się przygotowaliście do zwiedzania, wiedzieliście gdzie ‚uderzyć’! My podczas naszych dwóch dotychczasowych wizyt w Maastricht, po prostu się po nim snuliśmy 😉 Zazwyczaj przygotowuję sobie mały lub większy zarys zwiedzania, ale tu chyba przewagę nade mną wzięła odległość… Przez to, że do Maastricht mamy ledwie pół godzinki drogi, to wciąż mam poczucie, że możemy tam zajechać zawsze i co ucieknie nam teraz, zobaczymy innym razem 😉 Na jarmark wybraliśmy w zeszłym roku, ale okropnie lało 😦 A spacer z niemowlakiem w gondoli też nie należał do przyjemnych podczas ulewy.
    Czekam na kolejny wpis 🙂 Pozdrawiam!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Ano widzisz, Malwina, bo to tak już jest, jak człowiek ma coś „pod nosem” to po prostu się delektuje i jedzie bez planu, bo ma świadomość, że w każdej chwili może wrócić.
      A od nas to bite dwie godziny jazdy samochodem, z korkami może i dłużej, toteż nie mogliśmy sobie pozwolić na ‚snucie się uliczkami”, które zresztą UWIELBIAM.
      I żal mi trochę tego miminkowego muzeum, ale wszystkiego nie dało się zobaczyć..

      Polubienie

  2. Takie piękne miasto, że aż kosmici wpadli z wizytą 😉 Gratuluje udanej wizyty, dobrze, że tym razem bez drastycznych przygód … w końcu nawet Wy potrzebujecie czasem ‚normalności’ 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Dokładnie, Aksiniu, tym razem było spokojnie i bez przygód. Jedynie pogoda „mało zdjęciowa”, wszystkie zabytki wydawały się z lekka poszarzałe. 😉
      Niebo bure i woda w rzece bura. Ale i tak fajnie coś zobaczyć. 🙂

      Polubienie

  3. jotka pisze:

    Piękna architektura, szkoda, że nie było cieplej.
    Ale te Wasze pociechy szybko rosną!
    To miasto kojarzę także z koncertami Andre Rieu, które uwielbiam!!!

    Polubione przez 1 osoba

    • Igomama pisze:

      Jotko, super! Andre Rieu urodził się i wychował w Maastricht, a jego koncerty są tutaj najważniejszym wydarzeniem kulturalnym każdego lata.
      A co do pogody, jak na grudzień, to nawet nie było zimno, ale jednak jak się prawie cały dzień przebywało na dworze, chłód doskwierał.

      Polubienie

  4. Magdalena B-P pisze:

    Ja byłam w Maastricht 2 razy, z czego za pierwszym razem autem, a drugi raz pojechałam z córkami pociągiem (bo to one chciały PO CUKIERKI! – pisałam o tym u siebie) i ta druga wycieczka to było to! W domu wyguglowałam ciekawsze miejsca i połączyłam to ze stacją i sklepem, do którego chciały nastocórki. w ten sposób odkryłyśmy przypadkiem wiele fantastcznych miejsc, których nie ma w przewodnikach, bo nie są aż takie ważne, by o nich mówić. Brama do piekieł to jednak była kiedyś brama do piekieł, bo prowadziła do dzielnicy czerwonych latarni haha. Koło Hellpoort odwiedziliśmy przecudaczną knajpę, w której siedzi się na huśtawkach przy barze. Ale mnie najbardziej podobała się ksiągarnia w starym kościele i działający młyn wodny, w którym jest knajpa. No i wszystkim nam się podobał park pełen szumiącej wody i kaczek – tam spędziłyśmy najwięcej czasu nie licząc sklepów. Fascynujące jest też połączenie starego muru miasta z nowymi kamienicami. Planujemy trzecią wizytę, by wyjśc na wieżę i zejść do podziemi oraz popłynąc Mozą.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Traszka pisze:

    Kiedyś nawet kupiłam bilety na te katakumby. Później jednak wydarzenia sprawiły że się nie wybraliśmy. Zachecilas mnie by w tym roku jednak się wybrać.

    Polubienie

    • Igomama pisze:

      Warto, Traszko, nam się podobało.
      Wcześniej czytałam, żeby do podziemi ciepło się ubrać ze względu na niską temperaturę, ale że akurat jest zima, to nawet nie doświadczyliśmy różnicy, przeciwnie, zmarzliśmy dopiero jak wyszliśmy na zewnątrz, gdy owiał nas silny wiatr.
      Ale latem trzeba wziąć długi rękaw i długie spodnie, by potem nie marznąć.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s