Toskańskie dzienniki – Lari

423f6dce-6854-46b8-a7e6-8c70ada7991c

Za nami pierwszy etap podróży do domu. Nocujemy w przytulnym mieszkanku w samym sercu Szwajcarii. I choć za oknem sypie śnieg, to w mieszkanku jest tak ciepło, że nawet Igomama paraduje bez swetra. Mimo to Włochy żegnaliśmy z żalem, trudno nam było się rozstać z uroczą właścicielką, która tak chętnie udzielała nam wskazówek w czasie naszego pobytu. Tak jak wskazówka dana nam drugiego dnia, gdy słonko grzać zaczęło nieco intensywniej, gdzie znaleźć możemy najbliższą godną polecenia lodziarnię. Tego dnia po południu planowaliśmy udać się na grilla do rodziców Mauricia, ranek mieliśmy więc wolny. Tak właśnie trafiliśmy do malowniczego Lari.

Nie od razu jednak: wskazówka starszej pani zawiodła nas bowiem do niewielkiego miasteczka Perignano, gdzie istotnie znaleźliśmy bardzo dobrą Gelaterię. Co z tego? Otwierano ją tego dnia dopiero wpół do czwartej a tak długie czekanie z oczywistych względów nie wchodziło w grę. Na szczęście Google Maps przyszło z pomocą. Po odfiltrowaniu lodziarni zamkniętych, marnych (według oceny na mapce, czyli raczej mało wiarygodnej Winking smile ), czy odległych (tu zaufanie do mapy było zdecydowanie wyższe) padło na Lari właśnie. To, czego na mapie nie dostrzegłem to urody otoczenia. Niby na zdjęciu prezentowało się ono nie najgorzej, ale dopiero na miejscu dane nam było się przekonać, jak wiele można cudów zobaczyć w tej okolicy jeśli przyjdzie ochota na lody a szczęście dopisze w czasie „google’owania” lodziarni.

Miasteczko skupia się wokół zamku, usytuowanego na szczycie malowniczego wzgórza.

28d7da7c-35fc-4c0f-9536-10604ba8562e

Samo centrum pełne jest wąskich, klaustrofobicznych uliczek, po których głównie przemieszczają się piesi, ale i samochody czasem nimi pełzną. Nasz Igowóz do takich eskapad specjalnie się nie nadaje, zostawiliśmy go przezornie poza murami, na niewielkim, darmowym parkingu. Podążając za wskazówkami naszego internetowego przewodnika ruszyliśmy początkowo tylko po to, by odnaleźć wspomnianą uprzednio lodziarnię. I wpadliśmy na nią niemal natychmiast – ale świadom, że nasze osiołki łatwiej wabić marchewką niż poganiać kijem, upewniłem Igorodzinę, że to jednak nie tu. Tym sposobem udało nam się w pierwszej kolejności obejść uroczą starówkę i zachwycić panoramą, którą podziwiać można tuż przy miejscowym urzędzie, stając przy samych murach miejskich.

747f8b97-bd4d-41a9-b323-db4faeb4a171

Następnie wspięliśmy się na sam zamek, gdzie nie obyło się bez Iskierkowych popisów.

c8d551fe-a86f-4d24-866b-0a332de9e134

Cóż, niska to cena za możliwość zobaczenia tego, co oferowało wnętrze zamku. Oczywiście ostatecznie wróciliśmy w miejsce, od którego zaczęła się nasza wycieczka i wszystkie osiołki (łącznie z relacjonującym) w skupieniu oddały się rozpuście pałaszowaniu naszych „marchewek”.

ba28624a-2d84-413a-8ddd-2beaf21bf38f

Drugą część dnia spędziliśmy na rozpuście nie mniejszej… Mauricio już na początku zapowiedział, że na grillu przyrządzi tego dnia (oprócz rozmaitych, typowych dań grillowych) cztery potężne steki. Potężne w naszej ocenie – według niego kilogramowe monstrum było z tych mniejszych. Osobiście uwielbiam steki krwawe, podobnie jak nasz gospodarz, więc na samą wieść o głównym daniu dostałem ślinotoku. Mój apetyt wzrósł jeszcze, gdy Mauricio postanowił, że skoro na grillu będą cztery małżeństwa, to podział nasuwa się sam. Zacierałem rączki, wszak Igomama nie przepada za mięsem. Z mięs zaś najmniej lubi mięso czerwone. A z mięs czerwonych – to, które jest zaróżowione i soczyste. Stek ten, który spotkał się ze zmiennym entuzjazmem pozostałych pań, u Igomamy nie wywołał żadnych emocji, poza niechęcią jedynie.

Steeeek

Jedna tylko rzecz, której nie byliśmy świadomi. Przed wyjściem dumałem nad tym, co na takiego grilla przynieść. Mięs kupować nie chciałem – wszak nie wiem, co we Włoszech wybrać na grilla. Myślałem o winie, ale przynosić wino do domu rodziców Mauricia to jak przynoszenie marnego drewna do dębowego lasu. Okazało się jednak, że miejscowi przybywali z mieszanką deserową: ciasta, ciasteczka. Nie wiem, czy to taka toskańska tradycja, tradycja włoska, czy może coś przeoczyłem w zaproszeniu, ale ostatecznie zostało nam wybaczone: jako jedyni z gości mieliśmy prawo nie znać miejscowych obyczajów. A co pojedliśmy – to nasze. Smile 

W trakcie konsumpcji dopytywaliśmy też pozostałych gości, co jeszcze warto zobaczyć w Toskanii. Padały różne propozycje. Igomama zaś próbowała wyciągnąć od miejscowych informację o znanym w Polsce psim bohaterze, który jeździł koleją. Jedynie tata Mauricia coś kojarzył, ale szczegółów nie znał. I znów – z pomocą przyszedł nam wszystkowiedzący Google. I tak zaczął się krystalizować nasz plan na kolejny dzień. Choć decyzję podjęliśmy (jak wielokrotnie w czasie tego wyjazdu) spontanicznie, po śniadaniu i porannym lenistwie. Ale o tym napiszę Wam dopiero jutro. Winking smile

d8ebb377-73cf-4b84-baf8-3739ad78f2b0

Ten wpis został opublikowany w kategorii Włochy i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Toskańskie dzienniki – Lari

  1. jotka pisze:

    Tymi stekami uraczyliby się moi panowie!
    U nas coraz częściej bywają składkowe przyjęcia i garden party, nikt sie nie wykosztuje i nie napracuje, a każdy ma przyjemność.
    Czekam na ciepełko, bo otwarto u nas nową lodziarnię:-)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Marchewka cud! Steki takoż. Mój by się nie posilił, zjadłabym więcej, niż bym mogła, a potem trzy dni chorowała XD Ale z tymi marchewkami to dobry pomysł, jak mi dzieci zaczną coś kumać to ukradnę i wprowadzę. Pomysł, nie marchewkę.

    Polubione przez 1 osoba

  3. vera pisze:

    Ale bym się wybrała na takie wakacje

    Polubione przez 1 osoba

    • Może warto spróbować odłożyć nieco grosza i zrealizować to marzenie… Oczywiście, w życiu bywa różnie, więc czasem samo oszczędzanie nie wystarczy, ale często jest to kwestia świadomych wyborów: odmówić sobie nowego ubrania, fryzjera, paczki papierosów, nowego telewizora a miast tego – skosztować troszkę świata.. 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s